Strona główna Wczoraj i dziś

23 sierpnia 1942. Właśnie dojrzewały gruszki – likwidacja getta oczami dziecka

Reklama
rocznica likwidacji getta w Nowym Sączu
Nowosądeckie getto, ulica Kazimierza. Widok w stronę Rynku. Około 1941. Fotografia ze zbiorów Jakuba Millera

Niewiele jest relacji, które dokumentują Zagładę sądeckich Żydów. W ostatnim czasie dotarliśmy do niezwykłego świadectwa dziecka. Siedmioletnia Jadzia widziała likwidację getta, a obrazki z 23 sierpnia 1942 r. na zawsze wryły się w jej pamięć.

Urodziła się w Krakowie w 1935 r. Jej mama Miłka Fiszbain zakochała się w polskim żołnierzu z kresów, kapitanie Tadeuszu Tokarzu. Niewiele wiemy na jego temat, zaginął w czasie kampanii wrześniowej.

W okresie okupacji rodzina przeniosła się do Nowego Sącza. Mała Jadwisia wspominała pierwsze dni wojny: Pamiętam dobrze moment wkroczenia wojsk niemieckich. Stałyśmy z Mamą na Rynku: roznosił się ryk silników i warkot motorów, jechali od mostu Heleńskiego ulicą Jagiellońską. To był pierwszy w moim życiu strach. Łzy w oczach Mamusi i mocny uścisk ręki uświadomiły mi grozę sytuacji. Pani Fiszbain zaznaczyła, że to traumatyczne wspomnienie towarzyszyło jej przez całe życie.

Początkowo zamieszkały w kolonii kolejowej u znajomej rodziny. Z dnia na dzień wzrastał niemiecki terror. Kiedy Niemcy jak oszaleli urządzali łapanki, one chowały się w kurniku. W 1940 r. siłą przeniesiono je do getta, zamieszkały na ul. Kraszewskiego 12. Dom już dziś nie istnieje. Mama, która uciekła z Krakowa nie zabrała nic, a w tych ciężkich czasach handel był podstawą przetrwania. Miałam zaledwie pięć lat, ale dobrze pamiętam, że było bardzo zimno i głodno – wspominała.

Kobiecie z dzieckiem pomogli Państwo Gottmanowie. Małka Fiszbain weszła ponadto w kontakty z Państwem Kozaczkami. Pani doktorowa przekazywała jej lekarstwa do getta, co uratowało wiele osób od niechybnej śmierci. Niemcy likwidowali chorych, ich zdaniem bezużytecznych.

Nieznana dziewczynka na rynku w Nowym Sączu, 1942 rok. W głębi mur getta u wylotu ul. Kazimierza. Fot. archiwum

W 1942 r.,musiało to być wczesną jesienią, bo właśnie dojrzewały gruszki, nastąpiła likwidacja getta – wspominała Pani Jadwiga. Opisuje, że Żydów pędzono jak bydło, strzelano do nich jak do kaczek. Ludzkie życie było tyle warte co nic… Z jej relacji wynika, że przeszła z matką selekcję i została skierowana do wagonów. Ich cel był jeden: komory gazowe w Bełżcu.

Marsz śmierci podążał w kierunku dworca: konwojenci jechali na motocyklach, z tyłu podążał samochód z policją granatową, a dalej jacyś ludzie, pewnie także Żydzi, którzy zbierali ciała zabitych.

Czytaj Getto – przedsionek śmierci

Kiedy tak wędrowały, Małka nagle padła na bruk, chwyciła córeczkę i kazała jej leżeć cichutko. Marsz przeszedł, a one czołgały się chaszczami aż w stronę cmentarza ewangelickiego, w stronę Wólek. Po latach Małka powiedziała już dorosłej Jadwidze, że nie chciała się ratować. Zależało jej żeby umarły razem, żeby przed śmiercią nikt ich nie rozłączył… Wiedziała, że jak uciekną, to Niemcy je zobaczą i zastrzelą. Chodziło przecież o sposób umierania…

Zobacz niemiecki film z Nowego Sącza i getta z 1940 lub 1941 roku

Potem nastąpiła wędrówka szlakiem sądeckich Sprawiedliwych, bohaterów, którzy w tym nieludzkim czasie przygarnęli Małkę z małą Jadwisią. Najpierw państwo Anna i Antoni Ptaszkowscy z ulicy Kunegundy 20. Zamieszkał tam już wcześniej ich wujek Sam Fiszbain. Następnie przeniosły się na ulicę Poprzeczną (Sikorskiego) 25, gdzie przechowywali ich Janina i Józef Mazurkowie. Następnie przeniosły się do profesora Gessinga na ul. Kołłątaja 29. Dlaczego tak często zmieniały miejsce zamieszkania? Jadwiga wspomina, że nie miała dobrego wyglądu, jej rysy i czarne kręcone włosy, zdradzały jej pochodzenie.

Przeczytaj też Marsz śmierci – likwidacja sądeckiego getta

Ukrywano mnie w przeróżnych, najbardziej nie przewidzianych miejscach: w ulu i w piecu do pieczenia chleba, w zaścielonym i przykrytym kapą łóżku, po piwnicach, w ogródkach i w kopach siana. Sześć tygodni spędziłam pod ziemią, w wykopanych specjalnie dla mnie w ogródku schowku, na którym ustawiono ul. Jakiś czas ukrywała mnie i uczyła Helena Mossoczy, zakonnica z klasztoru przy ul. Świętego Ducha.

Potem Matka przeniosła ją do młyna klarysek w Starym Sączu, gdzie przetrwała dzięki Państwu Michalakom. Kiedy Niemcy dokonywali kontroli w klasztorze, zakonnice chowały dziewczynki w grobowcach. Widać nie tylko Jadwiga ukrywała się w starosądeckim konwencie.

Pod koniec wojny, już na fałszywych dokumentach, przebywały w Chabówce. Tam doczekały wolności. Jak się okazało tylko ona i Mama przeżyły wojnę. Niestety odbiło się to na ich zdrowiu. Nic nie jest w stanie oddać ogromu cierpień, jakie stały się naszym udziałem które  ciążą na nas do dziś dnia – pisała w 1993 r. Pani Jadwiga.

***

23 sierpnia, w 77. Rocznicę likwidacji getta w Nowym Sączu zapalmy wspólnie znicze pod postumentem na Placu Trzeciego Maja, pamiętajmy o tych, których historie nie przetrwały.

Szczegółowy program wydarzeń rocznicowych znajdziecie Państwo na stronie sadeckisztetl.com
Łukasz Połomski