Strona główna Wczoraj i dziś

200 lat I Gimnazjum i Liceum im. Jana Długosza. Nauczyciele nie zawsze świecili przykładem

Państwowe Gimnazjum Klasyczne im. Jana Długosza w Nowym Sączu. 1930 rok. Część nauczycieli i uczniów. Źródło: Fotopolska.eu

Jesienią upłynie 200 lat od założenia I Liceum Ogólnokształcącego w Nowym Sączu. To historia wielu zasłużonych pedagogów. Byli jednak wśród nich i tacy, którzy nie dawali młodzieży dobrego przykładu.

Długo można wymieniać profesorów „I budy”, którzy zapisali się chlubnie w historii szkoły. Pośród nich należy wymienić Ludwika Małeckiego (1840 – 1922), wielkiego społecznika i orędownika budowy kaplicy szkolnej (dziś kościół św. Kazimierza). Od 1864 r. nauczał w sądeckim gimnazjum, zasiadał w radzie miasta, a w latach 1866 – 1869 pełnił funkcję inspektora szkół ludowych dla powiatów nowosądeckiego i limanowskiego.

W latach 1873 – 1881 był pierwszym przewodniczącym nowopowstałej Rady Szkolnej Miejscowej w Nowym Sączu. Od 1874 urzędował jako skarbnik bursy kościuszkowskiej. Działał aktywnie w sądeckim TSL. Małeckiego wymienia się jako inicjatora powstania Szkoły Gospodyń Wiejskich w Podegrodziu. Doskonały nauczyciel był także autorem znakomitych dzieł dotyczących filologii klasycznej, np. O ubóstwie wedle pojęć Sofoklesa, (1877 r.), Przekłady mowy Demostenesa o wieńcu (1887 r.). W 1899 r. odszedł na emeryturę. W 1913 r. otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Nowego Sącza.

Taka aktywność poza szkołą mogła się obrócić przeciwko nauczycielowi. Prości mieszczanie – a ich niestety zawsze bywało więcej – nie pojmowali sensu dodatkowej pracy, doszukując się w niej prywaty. Tak stało się w przypadku Karola Gutkowskiego, uczącego w I Gimnazjum pod koniec XIX w. Świetny pedagog, rajca miejski a nawet wiceburmistrz. W myśl przysłowia, im wspinał się wyżej, tym spotykał więcej wrogów… Przez 27 lat pracy nie spotkał się z krytyką kolegów i społeczeństwa, aż do 1889 roku. Wówczas rodzice zarzucili mu, że zamiast nauki zajmują go płatne i niepłatne godności.

Faktycznie, Gutkowski piastował godność dyrektora Kasy Oszczędności, ale zdaniem rodziców wskutek niemożności pogodzenia zatrudnień jest ciągle roztargnionym. W donosie na nauczyciela napisali krótko, że godności zdobywa on nie z woli obywateli, których sympatyą wcale się nie cieszy lecz jedynie gwałtowną i nie przebierającą w środkach agitacyją.

Prawdziwie przebojową karierę zrobił jednak Andrzej Jezierski. Można z całą stanowczością powiedzieć, że był on najbardziej problematycznym nauczycielem dla dyrekcji, uczniów i rodziców w 200 letnich dziejach szkoły. Z jego pism, donosów i usprawiedliwień w latach 80. XIX w. śmiali się lwowscy urzędnicy. Nie do śmiechu było jedynie dyrektorowi Klemensiewiczowi, który niemal nie zeszedł na zawał!

Powiedzieć, że Jezierski używał kontrowersyjnych metod to za mało… Sprawy potoczyły się, tak, że wytyczono mu sprawę dyscyplinarną przed krajowymi władzami we Lwowie. Pierwszy proces odbył się w 1882 r. Już wówczas wyzwiska w stosunku do uczniów były u niego niemal na porządku dziennym (…) wyłącznie z ludźmi podejrzanej konduity się brata, z nimi razem spiskuje, ale i też z nimi razem ogólną pogardę dzieli.

Cóż to oznaczało w piśmie dyrektora? Jezierski miał się angażować w lewicowe akcje polityczne, wówczas – jak i dziś – mało popularne w konserwatywnym Sączu. Jesienią 1882 r. został przeniesiony do Bochni, ale nie składał broni. Groźbami i prośbami wymusił na dawnych kolegach z Nowego Sącza podpisy pod petycją w swojej obronie. Robił to tak skutecznie, że udało mu się wrócić do Sącza…

Dwa lata później dyrektor gimnazjum pisał, że Jezierskiego zachowanie jest tak oporne i opryskliwe. Wszystko skończyło się kolejną sprawą dyscyplinarną. Jezierski stwierdził, że nie będzie odpowiadał na pytania komisji badającej jego zachowanie. Jak zapisał dyrektor Klemensiewicz: uniósł się nad wszelki wyraz gwałtownością, używał zelżywe wyrazy, szczególnie do mojej osoby nie szczędził groźby ani złorzeczeń.

Wówczas postawiono nauczycielowi szereg zarzutów, m.in., że pobił ucznia, innego wyzywał od Moskali. Szydził ponadto z jezuitów, a na lekcji historii wyraził się, że za naszą przeszłość nie da Żyd szeląga. Liczba świadków była przytłaczająca, choć nauczyciel się bronił. Sprawa okazała się szczytem góry lodowej: pojawili się kolejni pokrzywdzeni, którzy twierdzili, że jednego ucznia nazwał szpiegiem, denuncjantem, w skutek czego tenże wyszedłszy z klasy z płaczem do dyrektora przyszedł i użalał się. Inny opowiadał, że Jezierski tłumaczył uczniom, że religia katolicka jest podobna do plemiennych zwyczajów: o mszy się wyraził, że jest analogią do misterni murzyńskich. Jakby tego było mało to wolny czas spędzał w szynku, gdzie obcuje z ludźmi nie licującymi do naszego towarzystwa.

Nie odstawał od innych. Matematyk Michał Jaworski podobnie się walał po rynsztokach i przychodził czasem do szkoły w zabłoconym surducie – użalał się dyrektor Klemensiewicz. Prócz częstego odwiedzania domów publicznych – w całości [prowadził się] nienagannie – donosił w ocenie nauczyciela.

Ile nauczycieli tyle postaw. Należy jednak podkreślić, że tacy niepokorni nauczycieli zdarzali się niezwykle rzadko. Jednak nawet dziś, żadnemu dyrektorowi nie życzmy takich pracowników.

Łukasz Połomski
czytaj również 200 lat I Gimnazjum i Liceum im. Jana Długosza. Początki Gimnazjum
Reklama