Strona główna Wczoraj i dziś

200 lat I Gimnazjum i Liceum im. Jana Długosza. Z życia uczniowskiego w XIX wieku

Reklama
I Gimnazjum im. Jana Długosza około 1915 roku – do dziś to siedziba I LO im. Długosza w Nowym Sączu. Fotografia pochodząca z Österreichische Staatsarchiv (ÖStA) – Austriackiego Archiwum Państwowego – udostępniona w serwisie Fotopolska.eu

Powstałe w 1818 r. Gimnazjum miało kształcić inteligencję i kwiat polskiego społeczeństwa. Tak rzeczywiście było, czego dowodzą losy znanych absolwentów. Uczniowskie życie w XIX wieku obfitowało jednak w wiele obostrzeń oraz surowych przepisów.

Generalizując – uczniowie Gimnazjum nie sprawiali problemów wychowawczych. Dyrektorzy szkoły w II połowie XIX w. byli bardziej przerażeni zachowaniem profesorów niż ich podopiecznych….

W 1890 r. wydano „Przepisy karności dla uczniów c. k. gimnazyum w Nowym Sączu”. Wymieniono w nich szereg obowiązków gimnazjalisty. Uczeń był zobowiązany słuchać dyrekcji, a nauczycielom wszędzie okazywać szacunek i posłuszeństwo: sprawować się w szkole i poza szkołą przyzwoicie i przykładnie. Nie wolno było ani jednej godziny szkolnej opuścić z niedbalstwa. Gdyby jednak uczeń nie przyszedł do szkoły, musiał przedstawić stosowne uwolnienie od lekcyj szkolnych.

Jeżeli uczeń przez 8 dni nie pojawiał się w Gimnazjum, był skreślony z listy uczniów, a jego powrót zależał od decyzji władz szkolnych, co było sporym problemem. Zakazano uczęszczania do szkoły uczniom chorym, a nawet po wyleczeniu przypadłości, musieli legitymować się zaświadczeniem lekarskim, że nikogo nie zarażą. W ten sposób wyeliminowano rozprzestrzenianie się epidemii.

Zdjęcie ilustracyjne: Obóz Związku Harcerstwa Polskiego w Nowym Sączu, lipiec 1933. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W przepisach uporządkowano także organizację lekcji: sale szkolne były otwierane na kwadrans przed zajęciami i nikt wcześniej nie mógł się przed nimi gromadzić. Do sal uczniowie wstępują z odkrytą głową, zasiadają w ławkach, czekając spokojnie na nauczyciela. Po wejściu profesora należało powstać. Uszkodzenie sprzętu i budynku szkoły było surowo karane – wynagrodzeniem za wyrządzoną szkodę lub innymi karami.

Zakazano przynoszenia do szkoły rzeczy i książek zbędnych do nauki. Podczas „pauzy” uczniowie nie mogli opuszczać terenu placówki. Regulamin radził: dla wytchnienia wystarczy krótka przechadzka po podwórzu szkolnym, skąd na dany znak uczniowie natychmiast do klas powracać mają. Po lekcjach odbywała się modlitwa, a następnie opuszczano szkołę z przyzwoitością.

Każdy uczeń spoza Nowego Sącza musiał posiadać opiekuna w mieście i mieszkać u starszych od siebie osób. W ten sposób w mieście powstawały stancje, niejeden raz wyśmiewane w prasie jako zwyczajne „nory”. Mieszczanie sądeccy wyczuli w nich łatwe pieniądze. Ujemną stroną tutejszych stosunków hygienicznych jest brak odpowiednich mieszkań dla uczniów. Kto widział te szczupłe i niskie izdebki bez powietrza, bez światła, a częstokroć wilgotne, w których łóżko obok łóżka stoi, ten zrozumieć nie potrafi, jak ludzie w tych izdebkach mieszkać i uczyć się mogą – pisano w 1892 r. w szkolnym sprawozdaniu.

Co ciekawe, zakazano w regulaminie prezentów dla nauczycieli: uczniom nie wolno urządzać żadnych uroczystości owacyj swym przełożonym. Grono nauczycieli zastrzega sobie wyraźnie, aby żadnemu z nich czy to na imieniny czy to przy innej sposobności nie składano żadnych podarunków i zakazuje w tym celu wszystkich składek pomiędzy uczniami.

Z życia uczniowskiego w XIX wieku
Pocztówka z końca lat 30. Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

Czas wolny ucznia również był bacznie obserwowany. Kontrolowano nie tylko to, co uczniowie czytają, ale też co piszą. Wszyscy gimnazjaliści drukujący prace literackie powinni mieć zgodę dyrektora. Podobnie było przy organizowaniu stowarzyszeń uczniowskich. O dobre wychowanie miał zadbać także inny przepis: odwiedzanie cukierni, piwiarni, kręgielni a tem bardziej szynkowni jest uczniom bezwarunkowo zakazane. Również zakazane są wszelkie po domach schadzki na gry w karty, bilard, kręgle lub inne zabawy, pociągające za sobą stratę czasu lub pieniędzy.

Do teatru młodzież mogła pójść tylko ze starszymi osobami. Zapisano: nie wolno uczniom uczęszczać na publiczne bale i publiczne zabawy z tańcami, tudzież na zabawy i zebrania urządzane w szkołach tańców poza godzinami lekcyi tańców, których pobieranie nie jest uczniom wzbronione. Zakazano palenia cygar i tytoniu. Zabroniono chodzenia z laskami, a w godzinach wieczornych wałęsanie się w ogólności jest zabronione.

Przepisy uchwalone w 1890 r. nie były zawsze przez uczniów przestrzegane, ale surowo egzekwowane. Starsi uczniowie często wybierali piętnowane rozrywki. Jednego z nich, Laxa, wyrzucono z Gimnazjum za włóczenie się po szynkowniach w nocnej porze i obelżywe wyrażanie się o nauczycielu.

Warto nadmienić, że uczniowie z dobrych domów żyli pod presją wyników. Nauka nie była także łatwa i stąd dochodziło do wielu tragedii. Niestety, z tych powodów dochodziło nawet do samobójstw uczniów. W 1906 r. syn grekokatolickiego proboszcza z Jarosławia rzucił się pod koła pociągu, bowiem nie był w stanie przyswoić sobie wymaganego materiału szkolnego. Byli też tacy, którzy na własną rękę szukali sprawiedliwości. W 1903 r. uczeń klasy III dostał złą oceną i w zamian uderzył profesora w twarz, a sprawa skończyła się w sądzie. Prasa napisała o „zamachu na profesora”.

Trzeba pamiętać, że mimo to nauka w gimnazjum nie była wówczas obowiązkowa, należała niemal do nobilitacji społecznych. Wielu chłopców nie mogło sobie na nią pozwolić, a problemem były przede wszystkim pieniądze – uczęszczający do gimnazjum musieli opłacać czesne. Biedniejsi byli często zwalniani z tych opłat, istniały też stypendia. Trzeba było sobie radzić: szkoła była nie tylko miejscem przyswajania wiedzy, ale także wielu życiowych umiejętności.

Łukasz Połomski

Reklama