Strona główna Kultura i imprezy

Domowe koncerty

Reklama
Jacek Stęszewski na domówce - domowe koncerty w Nowym Sączu
Koncert Jacka Stęszewskiego w Nowym Sączu. Fot. PS

Ostatnio w Nowym Sączu wystąpili Innkai. Polska kapela uliczna muzykująca w całej Europie. Wiolonczela, dwie gitary (klasyczna i basowa) oraz perkusja wybrzmiały w salonie jednego z sądeckich domów. To był już dziewiąty taki koncert – drugi w dużym domu, ale siedem wcześniejszych odbyło się w klasycznej osiedlowej kawalerce.

Do tej pory zagrali chronologicznie: Porembisko, Karl Culley, Baby, Peter Birch, Kuba Węgrzyn, Jaakko and Jay, Suzia, Jacek Stęszewski. Koncerty wplatają się w nurt modnych ostatnio „house gigs” czyli wydarzeń artystycznych organizowanych w prywatnych mieszkaniach.

Idea jest nieskomplikowana: lubisz jakiś zespół, udaje ci się nakłonić artystów na przyjazd do twojego miasta, zapraszasz ich do twojego mieszkania. Artyści koncertują a potem często nocują u gospodarzy. Ty zawiadamiasz znajomych, a oni swoich znajomych. Zjecie zupę, bigos, ktoś przyniesie piwo, inny upiecze ciasto a ty otworzysz swoje ulubione wino i zaparzysz herbatę.

– Jest to koncert w domu, więc ludzie zachowują się odpowiednio i nie robią nic, czego nie zrobiliby u siebie – mówi Michał, jeden ze współorganizatorów sądeckich koncertów. Koncerty w domu zdobywają popularność na całym świecie, ale jak mówi Michał to nic nowego. – Mój tata w latach 80-tych urządzał takie imprezy, teraz się to zrobiło głośne.

Bez względu czy organizatorami są osoby prywatne czy agencje artystyczne, charakterystyczna dla takich spotkań jest ich niekomercyjność. Właściwie jest to umowa towarzyska. Artyści spotykają się z publicznością, sprawdzają się występując twarzą w twarz, poznają ludzi, a publiczność może poznać zespół. Opłata jest symboliczna – do kapelusza, dla pokrycia biletów na przyjazd i jedzenia dla występujących.

Jak się dostać na taki koncert? Popytaj znajomych, może trafisz przez Facebooka lub lokalny serwis informacyjny, znajdziesz miejsce na stronie ulubionego zespołu – może to będzie inny house gig, nikt nie wie, jak wiele ich się odbywa.

W Nowym Sączu warto nastawić uszu, bo zaplanowane są następne koncerty. 17 kwietnia 2015 zagra Moriah Woods, następnie 16 maja Miąższ, 24 maja wystąpią Greg Rekus i Jack Holmes. Ilość miejsc zawsze bardzo ograniczona!

(dp)

noriah
Najbliższych koncert na domówce w Sączu już 17 kwietnia – wystąpi Moriah Woods.

Krótka historia koncertów w mieszkaniu. Rozmowa z Michałem i Różą, gospodarzami sądeckich house gigs

Jak to się zaczęło?

R: Michał zorganizował sam dwa pierwsze spotkania.

M: Był Grudzień 2013 roku, moje urodziny, chciałem zrobić coś dla siebie, zaprosić znajomych, więc zorganizowałem mały koncert u siebie w mieszkaniu. Zaproszenia zrobiłem papierowe i rozdałem osobiście znajomym i rodzinie. Zaprosiłem Karla Culley, fantastycznego śpiewającego gitarzystę i Porembisko – dziewczyny z Krakowa. Miałem obawy, że będzie głośno, bo one śpiewają białym głosem, ale lęk był bez podstaw, w bloku nie było hałasu.

Zorganizowałeś koncert na 25 metrach kwadratowych?!

M: w osiedlowym M1. Potem były ferie – nudziło mi się, więc zorganizowaliśmy kolejny koncert, przyjechały BABY. W oryginale to siedem dziewczyn, ale gościliśmy dwie z nich. Też donośne głosy – zespół już niestety nie istnieje. Przyszło wtedy ze 20 osób.

R: Pojawił się też Kuba Węgrzyn, zrobił improwizację poetycką – slam. On się doskonale bawi słowem.

M: Niebawem będzie u nas znowu, tym razem ze swoją kapelą.

R: Kolejny był Peter Birch.

To już u Róży?

M: przenieśliśmy się do Róży żeby coś odmienić.

R: Nie, Peter był jeszcze u Ciebie. Ale już robiliśmy tę domówkę wspólnie. Wcześniej byłam gościem na jednym z koncertów u Michała. O Peterze dowiedziałam się przez Facebooka. „Borówka” (Bartek Borowicz – propagator house gigs w Polsce, organizator łódzkiej edycji koncertów domowych „Pogonka”) ogłosił konkurs na Facebooku na organizację koncertu w mieszkaniu, trzeba było spełnić określone warunki. Wysłaliśmy zgłoszenie.

M: Zaprosiliśmy Petera. Chciałem to zrobić tak spontanicznie, ale tym razem było „przepisowo”. Przysłali [agencja artystyczna] listę zasad…

Na przykład?

M: …że muszą być wyłączone aparaty. Peter Birch dużo gra, jest profesjonalistą. Od 6 lat żyje w drodze, to był jego kolejny koncert w mieszkaniu, więc zagrał świetnie. Oni strasznie się bali czy damy radę, ale wszystko poszło gładko.

Kolejny Jaakko and Jay to już inna kawalerka?

R: U mnie.

M: Szczerze? Bałem się, że będzie głośno (śmiech), wolałem to zrobić u Róży. To była gitara i bęben – fińska kapela, projekt dwuosobowy, grają z wielkim kopem.

R: Też się bałam tego koncertu, ale ten był dotychczas najlepszym w mieszkaniu. Genialni muzycy, żałuję tylko, że nie mogli wtedy zagrać w większej przestrzeni. Wyciszyli sprzęty, był wokal…

M: …i werbel, który był wytłumiony futerałem. (śmiech)

R: Wszystko poszło akustycznie, chociaż nawet pogo się zdarzyło nikt nie zapukał do drzwi.

Ostatni koncert akustyczny w mieszkaniu to była Suzia. Dlaczego przenieśliście imprezę do domu na obrzeżach miasta?

M: Jacek Stęszewski potrzebował trochę sprzętu, nagłośnienia. Było też większe zainteresowanie wśród ludzi. W mieszkaniu zmieści się 1-2 osoby z minimalną ilością instrumentów i można zagrać tylko akustycznie. Dom daje inne możliwości.

Przytrafiły się jakieś kłopoty, sąsiedzi walili w ścianę?

R: Nie, nikt się nie uskarżał, ale dbamy o komfort mieszkańców. Poza tym z wypadków były tylko pourywane struny (Innkai) ale sytuacja została opanowana „na gorąco”. Raz trzeba było dowieść inny piec do nagłośnienia, kable i dodatkowe mikrofony.

M: Kiedy grał Karl Culley ogłosiłem przerwę na papierosa. Koncert był rewelacyjny, ale było ciasno, uznałem, że ludzie muszą odpocząć chwilę. Nie jestem pewien, ale Culley chyba zrozumiał, że go już nie chcemy słuchać, bo spakował sprzęt.

Jak udaje się Wam ściągać do Nowego Sącza ludzi, którzy chcą zagrać za jedzenie i nocleg?

M: Na studiach złapałem dużo kontaktów, bo sam ciągle bywałem na jakichś koncertach. Znajomy z Krakowa podsyła regularnie pomysły. Poza tym kapele same szukają miejsca na przystanek, gdy są w przelocie między koncertami. Dużo kapel dokłada do tego jeżdżenia, czasami my dokładamy.

Jakie są najbliższe plany?

M: Może wróci do nas Jaakko and Jay, bo 28 kwietnia będą w Krakowie. Na razie zapowiada się, że zagrają Moriah Wood, Greg Rekus i Jack Holmes, Kuba Węgrzyn z zespołem, prawdopodobnie także Miąższ, a pomiędzy nimi może ktoś jeszcze się przydarzyć.

R: Działamy spontanicznie i organizujemy wydarzenia różnorodne, nie chcemy się ograniczać do jednego stylu.

M: Wszystko można zrobić, trzeba tylko ludzi przyzwyczaić, żeby nie bali się wejść do cudzego domu.

Czy to jest warte tego zachodu?

M: Chodzi o to, ze ludzie się spotkają, zintegrują się, wymienią numerami telefonów, coś razem stworzą potem. Kiedyś to było naturalne, że ludzie muzykują u kogoś w domu, zapraszali się nawzajem, dzisiaj trzeba to zorganizować (śmiech).

R: Sprzątanie bywa wyczerpujące (śmiech), ale warto. Jest to dobra odskocznia od codzienności.

rozmawiała : dp
Reklama