Strona główna Wczoraj i dziś

Dworzec kolejowy – niemy świadek sądeckich dziejów

Reklama
Dworzec kolejowy w Nowym Sączu nocą. Fot. Janusz Miczek / Twój Sącz

Dzielnica kolejowa dała niezwykle ważny impuls do rozwoju miasta. Jej centrum stanowił dworzec, budynek będący przez długie lata bramą do Nowego Sącza. Dla mieszkańców jednak to coś więcej niż perełka architektoniczna – dworzec to historia miasta!

Kiedy w 1876 r. otwarto linię kolejową, ludzie bali się pociągów. Przeciwnicy dróg żelaznych, uważali, że ziejące ogniem smoki zagrażały sądeckiemu powietrzu. I od tego można by pisać historię smogu w mieście. Jednak nowosądeczanie szybko pokochali kolej.

Pierwszy dworzec wybudowano w 1878 r. Nie przetrwał do naszych czasów – nowy budynek wzniesiono w 1909 r., o czym informuje nas data na fasadzie. Zaprojektował go inż. Adolf Godfrejow. Jest to dworzec typowy dla Galicji – parterowa konstrukcja, z trzema piętrowymi pawilonami – ryzalitami, z wieloma przeszklonymi, otworami. Fasada zawiera piękne detale rzeźbiarskie i sztukatorskie związane z koleją. Upiększają go obrazy Edmunda Cieczkiewicza, przedstawiające krajobrazy górskie. Dla mieszkańców Nowego Sącza jednak to coś więcej niż perełka architektoniczna – dworzec to historia miasta!

Pierwszy budynek stacyjny. Pocztówka z początku XX wieku. Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

Podróże koleją powoli zdobywały sympatię mieszkańców miasta. Nie ma co się dziwić, bowiem jak wieszczą ówczesne rozkłady jazdy, pociągi jeździły w ślimaczym tempie… Wyjeżdżając w XIX wieku z Tarnowa o 13.39, dopiero po 5 godzinach (18.39) dojeżdżało się do Nowego Sącza. Podróż do Muszyny trwała 3 godziny….

Mimo to ludzi kolej fascynowała. Opowiadano o wagonach I klasy, obitych błękitnym lub czerwonym pluszem. Były opalane węglem i oświetlone lampami olejnymi. Konduktorzy, którzy sprawdzali bilety musieli przechodzić miedzy wagonami na pomosty, co zimą było czasem niebezpieczne.

Nowosądecki dworzec kolejowy w okresie międzywojennym. Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

Pociągi nie jeździły szybko – 45 km/h osobowe, a towarowe 25 km/h. Ale ludzi przyciągała cała ceremonia, która odbywała się przy odjeździe pociągu. Dyżurny ruchu zawiadamiał portiera, że pociąg jest gotowy, a ten uderzał „raz przeciągle w dzwon stacyjny i obchodził poczekalnie oraz korytarze dworca, sygnalizując publiczności dzwonkiem ręcznym o odjeździe pociągu i kierunku odjazdu” – wspominał B. Romański. Trzy uderzenia następowały co 5 minut. Potem wchodził dyżurny ruchu do pociągu, podnosił prawą rękę do góry, a starszy konduktor wtedy wołał: „Proszę wsiadać, gotowe, jazda!”. Dawał sygnał trąbką konduktorską. Maszynista ostatecznie świszcząc kominem dawał znak że wyjeżdża. „Parowóz po kilku gwałtownych szarpnięciach w tył i naprzód ruszał wreszcie, wyrzucają kłęby pary i dymu” – pisał Romański. Ludzie się żegnali, spóźnialscy jeszcze wskakiwali do wagonów…

Rozkład jazdy pociągów na stacji Nowy Sącz z wydanego w 1911 roku pierwszego przewodnika po mieście. Źródło: Sądecka Biblioteka Cyfrowa

W czasie I wojny światowej budynek dworcowy był świadkiem migracji wielu ludzi. Wówczas uruchomiono na nim herbaciarnię Czerwonego Krzyża. Koordynatorem tej pomocy był Bronisław Romański, zawiadowca CK Warsztatów Kolei Wschodnich. Pracowały tam głównie kobiety, żony kolejarzy i oficerów, nauczycielki. Pomagały żołnierzom austriackim oraz uchodźcom, od jakich wtedy się zaroiło. Była to pomoc znacząca. W 1915 r., podczas tylko jednej nocy wydano aż 2400 litrów herbaty. Ponadto dostarczano tutaj drewniane laski i kule, które następnie trafiały do inwalidów. Herbaciana zakończyła działalność w 1917 r.

Pocztówka około 1915. Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

To na fasadzie tego budynku zaczęła się w Nowym Sączu niepodległość. 31 października 1918 r., przed wejściem, kolejarze rozpięli napis: „Wolna, Zjednoczona, Niepodległa Polska!”. Warto nadmienić, że na początku wojny żegnano na nim wyjeżdżających Legionistów, a w 1918 r. opuszczających Nowy Sącz Austriaków…

Dworzec stał się mini centrum usługowym. Przed drugą wojną działał tam min. fryzjer damsko – męski Józef Głukowski. Prowadził chyba najdłużej czynny zakład w mieście – od 6 rano do 22. Na dworcu mieścił się także posterunek policji – nie może to dziwić, bowiem pod koniec XIX w. w Nowym Sączu rozbito szajkę handlującą ludźmi, która właśnie wykorzystywała połączenia kolejowe. Ponadto policja czuwała, aby w środowisku kolejowym nie pojawiały się hasła komunistyczne.

Pocztówka z lat 60. Fot. G. Russ / PTTK Zakłady Wytwórcze Fotowidokówek w Jaśle

2 września 1939 r. przy dworcu zginęły pierwsze ofiary wojny na Sądecczyźnie – Jan Biel i Stanisław Woźniak. Wówczas dworzec był ostrzelany przez Niemców z samolotów. We wrześniu znowu był świadkiem migracji ludności. W późniejszych latach okupant bacznie obserwował podróżujących – w naszym mieście prężnie działał ruch kurierski. W tym czasie na dworcu Paweł i Elżbieta Owca prowadzili restaurację, która mimo bacznej obserwacji Niemców, stała się ważnym miejscem dla sądeckiego podziemia. Była tutaj skrzynka kontaktowa, a na strychu ukrywali się poszukiwani przez gestapo. W podziemiu działała także m.in. prowadząca skład bagaży Jadwiga Sajdak i dorożkarz Jan Kos.

Dworzec kolejowy (PKP) w Nowym Sączu. Pocztówka z lat 60. XX w. Fot. K. Kaczyński / Biuro Wydawnicze „Ruch”

Dworzec był świadkiem nie tylko ucieczek, ale wysiedleń. Stąd wielu sądeczan wyjechało do obozów koncentracyjnych i zagłady. W dniach 23-28 sierpnia 1942 r. do bydlęcych wagonów zapakowano na dworcu ludność żydowską Sądecczyzny – wszyscy zginęli w Obozie Zagłady w Bełżcu.

Przy restauracji Owców i dworcu często kręcił się Stasiu Haliniak – powojenna osobliwość sądecka. Jego „działalność” nie ograniczała się do tego punktu – wybierał się na spacery do rynku i na planty…

Dworzec kolejowy został odnowiony. Znowu świeci blaskiem XIX wiecznych aspiracji twórców kolei w naszym mieście. I oby na tym świetle się nie skończyło!

Łukasz Połomski
Reklama