Strona główna Wczoraj i dziś

Gangi międzywojennego Sącza

PIC_1-B-691-5
Strażnik przed Więzieniem Karno-Śledczym w Nowym Sączu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W Nowym Sączu istniało wiele małych „grup przestępczych”, trudniących się bardziej lub mniej spektakularnymi przestępstwami. Choć o życiu mafijnym nie ma co mówić, to jednak było ciekawie!

Już w XIX wieku znajdujemy w Nowym Sączu stręczycieli i ludzi zajmujących się handlem żywym towarem. Prawdziwe życie przestępcze rozkwitło w okresie międzywojennym. Najbardziej znanym bandziorem był Mendałe Miller ze swoją bandą, których działalnością zajmę się osobno. Szajki przestępcze powstawały w miejscach najbardziej niebezpiecznych, jak na Piekle, barakach kolejowych oraz w rejonie Kaduka, gdzie tamtejszą karczmę określano wprost „mordownią”.

Ciężko przyrównać gangi sądeckie do włoskiej mafii, jednakże tak samo opierały się… na wartościach rodzinnych. Można to dostrzec szczególnie na Piekle, gdzie wśród kilku, mocno patologicznych rodzin honor familii był najważniejszy. Najprędzej rozliczali się za pomocą siekier i noży, stronili od kradzieży.

Jak wyglądał, typowy złodziej, członek takiego gangu? Zapewne niewiele się różnił od dzisiejszych… Świetnym źródłem dla historyków są akta sądowe pokazujące w najmniejszych szczegółach wygląd fizyczny ludzi, którzy „trzęśli” miastem. Przykładem może być Chaskiel W. Nazwijmy go „przygodny złodziej”, który w zależności od humoru działał samodzielnie lub z kolegami. W 1939 roku napadł na Józefa Sommera i ukradł mu zegarek i łańcuszek – wszystko oszacowano na 100 zł. Był to człowiek słusznej postury, natomiast miał na piersi wytatuowaną kobietę, syrenę i inne emblematy.

RYNEK2
Rynek Nowego Sącza w latach 30. ubiegłego wieku. Fot. archiwum prywatne

„Poważne” gangi sądeckie nie zajmowały się napadami na biednych. Starano się też nie zrobić nikomu krzywdy. Chodziło o kasę a najbardziej łakomym kąskiem były banki. W 1929 roku Nowy Sącz był świadkiem kilku takich spektakularnych napadów. W marcu prawdopodobnie ta sama grupa ludzi dokonała serii napadów na bankierów. 8 marca na ulicy Dunajewskiego, nieopodal poczty, okradziono urzędnika Kasy Oszczędności Łudeckiego. Grożono mu rewolwerem. W nocy z 13/14 III nastąpiło włamanie do Kasy Oszczędności, gdzie skradziono 16 tys. złotych. Jest to jak na razie największa kwota o jakiej wiemy, że zrabowano ją w międzywojennym Sączu. O dziwo, mimo, iż w mieście działało kilka instytucji bankowych i pożyczkowych nie cieszyły się popularnością wśród złodziei. Wybierali szybszy i łatwiejszy łup w domach.

Swoistego rodzaju fenomenem była działająca przed wybuchem wojny szajka składająca się z katolików i żydów. W styczniu 1939 r. napadli na Mendla Meilecha. Zrabowali z jego domu biżuterię o wartości 2500 zł. To była wówczas całkiem pokaźna kwota. Był to najbardziej obfity ale i też ostatni akt działalności grupy. Wkrótce winnych ujęła policja.

Typowa działalność sądeckich grup przestępczych polegała na systematycznych napadach, które prędzej czy później kończyły się w więzieniu na ulicy Pijarskiej. I tak w marcu 1934 roku aresztowano znaną szajkę złodziei: Piotr I., Stanisław B., Stanisław Ż. oraz kobietę, panią J. Policja polowała na nich bardzo długo. 1 lutego okradli Abrahama Simanowicza z ul. Jagiellońskiej 72. Łup był niewybredny – wyroby cukiernicze. 10 lutego obrabowali Michała Steinbacha z ul. Jagiellońskiej 22 też z wyrobów cukierniczych. 13 II mieli dosyć słodkości, dlatego napadli na kiosk A. Biedy. Na koniec swojej bogatej działalności okradli dom Katarzyny Witek na ulicy Ducha Świętego. I tutaj czekała na nich policja, która zakończyła ich przestępczą karierę.

gangi Nowego Sącza - więzienie
Typowa działalność sądeckich grup przestępczych polegała na systematycznych napadach, które prędzej czy później kończyły się w więzieniu na ulicy Pijarskiej. Widok od strony Dunajca na Więzienie Karno-Śledcze w Nowym Sączu, 1931 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Bardzo niebezpiecznymi, wbrew pozorom, były główne drogi z miasta. Szczególnie ulica Jagiellońska i Kunegundy. Na tej ostatniej ulicy, w sierpniu 1939 r. szajka w składzie: Piotr S., Wojciech Z. i Władysław O. napadła na chodniku Józef Jaworskiego. Pokaleczyli go nożami i obrabowali. Byli doskonale znani okolicznym mieszkańcom. Zresztą przedstawiciele rodziny O. mieli o wiele starsze tradycje zbójeckie w tym rejonie. Pod koniec 1926 roku ukradziono futro przy ul. Kunegundy warte 800 zł. Ujęto złodziei – N. O. współpracował wówczas z kobietą – K. K., jak zaznaczono w prasie: była „kochanka tegoż”.

Jak się okazuje kobiety w Sączu często wstępowały do takiego towarzystwa. W 1936 roku, w kwietniu kilku wytrychów z baraków oraz kobieta lekkich obyczajów pobili niejakiego Gądka z Żeleźnikowej i zabrali mu 300 zł. Zabrali mu cały utarg, jaki niósł z piątkowego targu.

Rodzina O., tym razem z Piekła, zasłynęła z jednego spektakularnego napadu. W marcu 1932 roku ukradli opony panu Wolfowi. O. już od kilku lat cieszyli się „sławą” w światku przestępczym. Wszystkich ujęto. To chyba pierwsza kradzież części samochodowych w naszym mieście.

Nie wszystkie szajki udawało się schwytać. W 1938 roku na Piekle działała nie znana nam z imion i nazwisk grupa, która kradła obrazy. W czerwcu dokonali serii napadów: na ul. Żywieckiej Stefan Pasiut stracił obrazy wartości 10 zł, zaś na Zalewskiego Maria Kruczek obrazy o wartości 100 zł. Nie wiadomo dlaczego, ukradziono jej także… łóżko.

Łukasz Połomski
Reklama