Strona główna Wczoraj i dziś

Getto – przedsionek śmierci

Reklama
Nowy Sącz ul. Romanowskiego ok. 1940
Żydzi z opaskami na ręku na ulicy Romanowskiego. Fot. ze zbiorów Yad Vashem

Zapewne wielu z nas zadaje sobie pytanie, dlaczego 74. lata temu nikt nic nie zrobił, nikt się nie ratował. Panowała cisza, taka, jak podczas selekcji nad Dunajcem 23 sierpnia 1942 r. „Lunatyczny sen”, jak pisał Samuel Kaufer, był efektem zmęczenia, głodu, obojętności na przyszłość. Nowosądeczanie mieszkający w getcie żyli w przedsionku śmierci.

W Nowym Sączu getto powstało na podstawie zarządzenia o utworzeniu żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej z 12 lipca 1940 r. Początkowo nic nie wskazywało, że będzie, aż tak źle. Dzielnica żydowska miała charakter otwarty. Niemcy ściągali Żydów do getta, wysiedlali nie – żydowskich mieszkańców ulic, tak aby nikt nie dowiedział się o tym, co będzie działo się za murem.

W mieście było olbrzymie zamieszanie związane z przesiedleniami. Jeszcze w połowie 1941 r. Niemcy upominali Żydów, aby osiedlili się w dzielnicy żydowskiej. Za nieposłuszeństwa pojawiały się coraz gorsze kary, choć śmierć i tak czaiła się za każdym rogiem ulicy.

1941 Nowy Sącz Rynek
Nowosądecki Rynek, w głębi ulica Romanowskiego. 1941. Fot. ze zbiorów Yad Vashem

W czerwcu 1941 r. getto otoczono niemal trzy metrowym murem – na tyle wysokim, aby nikt nie uciekł z śmiertelnej pułapki. Granice getta zawierały się między Rynkiem, ulicą Piotra Skargi do Kazimierza Wielkiego, wzdłuż Dunajca i ulicy Pijarskiej.

12 listopada 1941 r. roku Komisarz Miejski dr Schmidt ustalił obowiązki i prawa mieszkańców getta. Wyznaczono w tym rozporządzeniu m.in. drogę, jaką Żydzi mogli się poruszać między gettem na Piekle a tym przy Zamku. Od października 1941 r. ustalono, że za samowolne opuszczenie getta wyznaczona jest kara śmierci. Podobną karę wymierzono we wszystkich Polaków ukrywających lub pomagających Żydom. Pętla zaczęła się zaciskać.

Nowym Sączu getto mur
Rynek w Nowym Sączu, 1942 rok. W głębi mur getta na ul. Kazimierza. Fot. archiwum

Getto stało się synonimem krzyków, płaczu, strzałów i bezsensownych wołań o pomoc, skargi do Boga… Niemcy urządzali za murami różnego rodzaju „akcje”, gdy nagle wpadali do mieszkań. W ten sposób zginęła m.in. sześcioosobowa rodzina Folkmanów przy ulicy Kazimierza, a zwłoki zamordowanych leżały w domu do maja 1942 r. – wszyscy się bali je pochować.

Największą akcją było wymordowanie w kwietniu tego roku niemal 400 mieszkańców getta, w tym 81. osób z kamienicy przy ul. Franciszkańskiej (tutaj więcej). Oprócz szefa gestapo, Heinricha Hamanna, w taki akcjach zapamiętano jego współpracowników: Reinhardta, Sillinga i Johana (naczelnik więzienia).

most ul. Lwowska Nowy Sącz okupacja
Żydzi z opaskami na ręku na moście na ul. Lwowskiej. Fot. ze zbiorów Yad Vashem, przekazana przez Jakuba Millera

Samuel Kaufer zapisał w swojej relacji: „Zwykle porą wieczorową odwiedzają getto, dla rozrywki podpalają brody napotkanym Żydom, zrzucają kobiety z balkonów na ulicę i strzelają w locie do swych ofiar, zawiązują ręce z tyłu, prowadzą nad Dunajec, ładują nieszczęśliwym kamienie do kieszeni, po czem strącają z mostu do rzeki. Czasem uśmiercają dzieci w obecności matek, mężów w oczach żon, a wszystko to czynią z uśmiechem na ustach, w formie dowcipów. Czasem znowu każą swej ofierze położyć się do śniegu lub kałuży, zapewniając, że skoro tylko drgnie, natychmiast zostanie rozstrzelaną, po czym spokojnym krokiem idą dalej”.

Do tego dochodziły przestępstwa seksualne, pomimo zakazu władz Rzeszy (ustawa o czystości rasowej). Wyjątkowym zboczeńcem był volksdeutsch Johan Gorka. Mojżesz Ginter wspominał: „Degenerat ten zmusza młode dziewczęta do obnażania się i przyglądania się, jak bezwstydnik uprawia swój chorobliwy nałóg – onanizm”. Ponadto zboczeniec organizował w getcie orgie dla pracowników gestapo i wszystkich, którzy chcieli się w ten sposób „zabawić”.

Nowym Sączu getto Lwowska
Rok 1940, Nowy Sącz ul. Lwowska. Fot. ze zbiorów Yad Vashem, przekazana przez Jakuba Millera

Nie ma przesady w słowach, że śmierć czaiła się wszędzie: w domu, na schodach, na ulicy. Ludzie umierali gdzie było wolne miejsce, a trupy leżały na chodnikach i trotuarach. Nie można się zatem dziwić, że panowało zupełne zobojętnienie na śmierć, o czym pisał Kaufer: „Obojętnie bez wzruszenia przechodzi się obok rozpaczających matek, żon, dzieci, którzy przed chwilą dowiedzieli się o śmierci swych najbliższych. Pyta się przechodniów tylko <ilu?>, a każda liczba porównywana jest do zeszłotygodniowych ofiar”.

Getto w Nowym Sączu
Getto w Nowym Sączu. Skrzyżowanie ul. Franciszkańskiej i Kazimierza. Fot. ze zbiorów Yad Vashem

Na nikim w getcie nie robiły wrażenia dzieci, które umierały z głodu. Bezskutecznie wydzierały się, wyły, błagały, śpiewały, zawodziły, drżały z zimna, bez odzieży i obuwia, w łachmanach lub workach. Spuchnięte z głodu, zniekształcone, na wpół przytomne. Wszystkie zwłoki, jak na ironię, na cmentarz odwoził na wozie zaprzęgniętym w białego konia, przedwojenny piekarz Cwi Nord.

Do głodu i wszechobecnych kul niemieckich dochodziły choroby. Wszystko to sprawiało, że ludzie wyglądali jak kościotrupy. Próbowano sobie z tym radzić – w 1942 r. uruchomiono odwszalnię przy łaźni żydowskiej, otwierano kuchnie ludowe…Wszystko bezskuteczne.

Nowy Sącz okupacja ul. Hoffmanowej
Żydowski chłopiec sprzedający gazety. Zdjęcie wykonane na ul. Hoffmanowej. W głębi fragment budynku sądu na ul. Pijarskiej. Fot. ze zbiorów Yad Vashem, przekazana przez Jakuba Millera

23 sierpnia 1942 r. skończyło się niewyobrażalne piekło, jakie człowiek zgotował człowiekowi. Przygotował je w NASZYM MIEŚCIE… Do 28 sierpnia, w trzech transportach wywieziono do obozu Zagłady w Bełżcu niemal 16 tys. mieszkańców naszego regionu, w tym 10 tys. nowosądeczan.

Pamiętajmy!

Łukasz Połomski

Program uroczystości rocznicy likwidacji getta w Nowym Sączu

Reklama