Strona główna Wczoraj i dziś

Jan Freisler (1914-1964) kurier niezłomny…

Jan Freisler nad rzeką Kamienicą w Nowym Sączu, lata przedwojenne. Fot. Wojciech Frazik.

1 marca w całej Polsce obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ludzi którzy zbrojnie i politycznie przeciwstawili się komunistycznej polskiej powojennej rzeczywistości. Znaczne grono Żołnierzy Niezłomnych, bo tak też ich określamy, w czasie II wojny światowej walczyło w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego przeciwko niemieckiemu okupantowi. Wśród nich są również działacze polityczni, kurierzy, duchowni, szkolna młodzież sprzeciwiająca się komunistycznej władzy m. in. wydająca podziemną prasę i ulotki, oraz zwykli ludzie którzy doskonale zdawali sobie sprawę z jakiego nadania pojawiły się w Polsce komunistyczne władze i wspierało w różnych formach działalność niepodległościową i antykomunistyczną.

Jan Freisler (1914-1964). Fot. Wojciech Frazik

Jedną z takich postaci był Jan Franciszek Freisler, sądeczanin, przedwojenny sportowiec Sandecji, w czasie II wojny światowej kurier Polskiego Państwa Podziemnego, żołnierz Armii Krajowej, po wojnie znów jako kurier miał zbudować łączność kurierską antykomunistycznego I Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN) z polskim Rządem na Uchodźctwie w Londynie. W listopadzie 2019 roku minie 105 lat od urodzin „Czarnego Jasia”, jak również upłynie 55 lat od jego śmierci. Jest to bez wątpienia postać która zasługuje na szerokie upamiętnienie, szczególnie w Nowym Sączu.

Buntownik i romantyk

Przyszedł na świat 7 listopada 1914 r. w Nowym Sączu, był synem Jana, czeskiego Niemca, który przyjechał do Nowego Sącza w poszukiwaniu chleba i zatrudnienia w Warsztatach Kolejowych, i Jadwigi z domu Bielańska, góralki z Odrowąża. To właśnie Jadwiga miała ogromny wpływ na młodego Janka i pozostałe siedmioro swoich pociech. Pielęgnowała patriotyczne tradycje wyniesione z rodzinnego domu, w którym kultywowano pamięć o walkach i ideałach powstańców styczniowych.

Drugą bardzo ważną postacią w początkowych latach życia Janka był starszy brat Juliusz, oficer Wojska Polskiego. Poświęcił swoje zdrowie aby ratować życie drugiego człowieka. Podczas wojskowych ćwiczeń Juliusz uratował młodego żołnierza, a wybuch granatu spowodował utratę prawej dłoni i oka. Wraz z swoim bratem chodził do II Gimnazjum im. Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu, jednak szkoły średniej nie ukończył. Na drodze do ukończenia szkoły stanął, jak sam pisał o sobie, trudny buntowniczy charakter. W szóstej klasie gimnazjum, uciekł nawet z domu do Gdyni, i zaciągnął się na statek. Został dopiero został zawrócony z powrotem z … Hamburga.

Trudny charakter znalazł swoje ujście w sporcie, który zresztą bardzo lubił. Na zachowanych świadectwach bez trudu dostrzegamy że wychowanie cielesne było zawsze wiodącym przedmiotem w szkolnej karierze Janka.

Kolejność strzelców Sandecji pod względem ilości bramek 1932-1939, Kronika Sandecji 1932-1939, fot. Piotr Kazana

Jako młodzieniec grał w piłkę nożną w rezerwach Sandecji. W przedwojennych kronikach klubu zachowała się tabelka z skrupulatnie odnotowanymi strzelcami bramek. Wśród nich na 45 pozycji, z dorobkiem jednej bramki, widnieje Jan Freisler. Uwielbiał również sport narciarski. Trenował w słynnej „kurierskiej” sekcji narciarskiej Kolejowego Przysposobienia Wojskowego „Sandecja” pod okiem Leopolda Kwiatkowskiego, późniejszego kuriera Delegatury Rządu na Kraj. Dzięki niemu ukończył również kurs szybowcowy kategorii B w Tęgoborzu, gdzie Kwiatkowski pełnił funkcję instruktora.

Janek Freisler kochał przyrodę, a w szczególności góry. Beskid Sądecki znał jak mało kto. Często, jeszcze przed wybuchem wojennej zawieruchy, w wolnych chwilach samotne wyruszał na beskidzkie szlaki. Dusza romantyka ciągnęła go tam, gdzie czuł się prawdziwie wolny. Bez wątpienia, góry ta wolność mu dawały… Bo jak pisał w liście do swojego przyjaciela Leopolda Kwiatkowskiego w 1945 r. „(…) wolę swoje górki ponad inne ziemię”.

Dom rodzinny Jana Freislera, ul. Nawojowska 70, Nowy Sącz. Fot. Piotr Kazana

Kiedy wybuchła II wojna światowa, zaangażował się w budowę struktur kurierskiej łączności Polskiego Państwa Podziemnego pomiędzy okupowana Warszawą a Budapesztem. Na jej szlakach pozostał do wiosny 1944 r. Przenosił meldunki, konspiracyjną prasę, pieniądze oraz broń. Przeprowadzał również przez „zielone granice” wielu oficerów żołnierzy Wojska Polskiego i młodych ludzi chcących wstąpić do powstającej do lata 1940 r. polskiej armii w Francji. W swojej kurierskiej służbie pomagał również uciekającym przed Zagładą całym żydowskim rodzinom.

Jako kurier początkowo pracował dla Wojskowej Bazy „Romek” w Budapeszcie. W drugiej połowie 1940 r. w wyniku reorganizacji kurierskich szlaków, grupa sądeckich przewodników i kurierów, wraz z Janem Freislerem, Bazy „Romek”, została przekazana do dyspozycji łączności politycznej Placówki „W” (skrót od Węgier) w Budapeszcie kierowanej przez Edmunda Fietza „Fietowicza” i Wacława Felczaka ps. „Lech”, późniejszego emisariusza polskiego rządu w Londynie. W tym czasie przeprowadzał przez „zieloną granicę” najważniejszych emisariusz Polskiego Rządu na Uchodźstwie w Londynie m. in. Marka Celta vel Tadeusz Chciuk.

Wielokrotnie uciekał z rąk Finančnej strážy, słowackiej straży granicznej, która współpracowała Grenzschutzem, swoim niemieckim odpowiednikiem. Wiosną 1941 r. wpadł w słowackim Preszowie wraz z innym kurierem, Mieczysławem Horyńskim. O ucieczce raportował w 1945 r. w Paryżu

(…) W Preszowie wędrujemy znajomymi ulicami w kierunku do wojskowego więzienia […] Wchodzimy do kancelarii więziennej. Słowaccy Żandarmi rozkuwają nas, zaczynają nas przesłuchiwać. Widać że to sadyści. Jeden ze strażników oparł karabin o ścianę i zaczyna nas rewidować. U „Horyńskiego” znalazł w spodniach paczkę papierosów. Horyński dostaje uderzenie w twarz, leci na mnie, ja wpadam na karabin pod ścianą. Mam w ręce karabin […] Wyprowadzamy ich na korytarz. Na korytarzu zaskoczyłem wartownika, któremu Horyński wyrywał karabin i każe otworzyć bramę. Zmęczeni i zdenerwowani robimy błąd. Nie zamykamy od zewnątrz bramy, ułatwiając pościg […] Biegniemy przez centrum miasta obok katedry, gdy z boku kilkanaście metrów od nas wybiegają Żandarmi. Ja biegnę w cieniu, Horyński biegnie środkiem jezdni. Gdy padły strzały, Horyński chce pobiec do mnie [….] Widzę jak podnosi się i pada, podnosi się i znów pada. Żandarmi są już blisko nas. Dostał myślę, biegnę dalej. Dobiegłem do rzeki, wpadam do wody, rzucam karabin i pływam do drugiego brzegu Przedmieściem dostałem się do lasu […]

Jankowi udało się wrócić do służby, natomiast Horyński został ranny oddany w ręce Niemców. Został zamordowany w Auschwitz w 1942 r.

W konspiracji działała również rodzina Freislerów. Ich dom rodzinny przy ul. Nawojowskiej 70 w Nowym Sączu stał się kurierską „meliną”. Każdy kto chciał wydostać się z okupowanego kraju i został skierowany przez podziemie do domu Freislerów, trafiał pod opiekę Jadwigi, która pieszczotliwie była nazywana przez wszystkich „Mamą”. Każdy kto trafił pod jej skrzydła, otrzymał niezbędny „wikt i opierunek”. Kilkukrotnie była aresztowana przez Gestapo w Nowym Sączu. Podobny los spotkał ojca Jana, który pomimo aresztowań i szykan nie podpisał niemieckiej listy narodowościowej tzw. volkslisty.

Wiosną 1944 r. Niemcy zajęły Węgry. Placówki łączności kurierskiej w Budapeszcie przestały funkcjonować. Zanim to się stało, Janek wrócił do okupowanego kraju. Na przełomie kwietnia i maja 1944 r. był jednym z twórców oddziału partyzanckiego AK „Świerk”, jednocześnie jego dowódcą. Oddział wszedł najpierw w skład oddziału partyzanckiego „Wilk” jako 3 pluton, by po utworzeniu 9 kompanii III batalionu 1 pułku strzelców podhalańskich Armii Krajowej pod dowództwem swojego przyjaciela Juliana Zubka ps. „Tatar” wejść w jego skład jako 1 pluton.

Janek w samym oddziale pełnił funkcję zastępcy dowódcy, a po ranieniu „Tatara” przez Niemców, przejął jego obowiązki jako dowódca. W tym czasie brał udział i dowodził wieloma akcjami zbrojnymi w rejonie Nowego Sącza i Beskidu Sądeckiego. 22 stycznia 1945 r. zszedł z gór wraz z całym oddziałem Juliana Zubka „Tatara”, i ujawnił się. W wyniku aresztowani „Tatara” przez Urząd Bezpieczeństwa, wrócił do konspiracji i ukrywał się pod nazwiskiem Paweł Jemioła.

W obawie przed aresztowaniem, Freisler ukrywał się w Krakowie. Tam podjął decyzję o ucieczce na zachód. Na przełomie maja i czerwca 1945 r. dotarł do Londynu, skąd otrzymał rozkaz powrotu do kraju pod nazwiskiem Jan Bielański w celu montowania siatki łącznościowej antykomunistycznej organizacji Wolność i Niezawisłość. Mógł zostać bezpiecznie w Londynie, i próbować wydostać z kraju rodzinę… Jednak tego nie uczynił. Jak napisał w liście do swojej żony w kwietniu 1945 r. „o Was będę myśleć zawsze, ale o Niej przed tym. To Twój los”. To „Niej” oczywiście w odniesieniu do Polski.

Po powrocie do Polski, nawiązał kontakty z Emilią Malessą ps. „Marcysia”, kierowniczką „Zagrody”, komórki łączności zagranicznej Komendy Głównej Armii Krajowej w czasie II wojny światowej. 31 października 1945 r. w Warszawie przy ul. Koszykowej wpadł w ręce UB. Od tego dnia, na blisko dziesięć lat bezprawnie odebrano mu wolność. Przeszedł brutalne śledztwo w złą sławą owianym X Pawilonie Aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Jego sprawę prowadził Stanisław Łyszkowski, znany oprawca i zbrodniarz okresu stalinowskiego z więzienia na Mokotowie. Jak relacjonował Freisler po wojnie synowi, był nawet wywieziony na jakiś czas do Moskwy gdzie przeszedł najwymyślniejsze tortury…

Po zakończeniu śledztwa 3 lutego 1947 r. został skazany na 8 lat pozbawienia wolności „za szpiegostwo i usiłowanie udzielenia pomocy związkowi mającemu na celu obalenie demokratycznego ustroju państwa”. Oczywiście były to puste frazesy, z demokracją nie mające nic wspólnego. Został skazany za walkę o niepodległość, przeciwko narzuconej przez Sowietów władzy komunistycznej w Polsce.

Kilka tygodni później, 30 kwietnia 1947 r. Bolesław Bierut zamienił karę więzienia na wyrok śmierci. Była to ogromna tragedia dla najbliższych. Nie potrafili zrozumieć, czym zawinił taki człowiek jak Janek? Przecież tyle zrobił dobrego…

W obronie swojego przyjaciela wystąpili rodzina, przyjaciele, oraz ludzie którym bezinteresownie pomagał w czasie wojny. Wysyłali pisma i listy do samego Bieruta z prośbą o łaskę dla Freislera. Ostatecznie, 11 czerwca 1947 r. Bierut zamienił wyrok śmierci na karę 10-letniego więzienia. Janek mógł dalej żyć, jednak tych lat spędzonych w więzieniu nikt mu już nie zwrócił… Swój wyrok odbywał w najcięższych stalinowskich więzieniach w Rawiczu, Wronkach, na Mokotowie w Warszawie czy Potulicach. Ostatecznie, wyszedł na wolność w 1955 r. po odbyciu całego wyroku.

Jan Freisler po wyjściu z więzienia w 1945 r.

Lata wojennej służby w ciężkich kurierskich warunkach, tortury i ciężkie więzienne warunki zrujnowały mu zdrowie. Dodatkowo, po wyjściu z więzienia nie mógł ułożyć sobie życia, imał się różnych zajęć, pracował w jednym z kiosków w Warszawie, był instruktorem prawa jazdy w Legionowie. Wojna nie odebrała mu całkowicie wolności, uczynili to dopiero komuniści wyrywając Jankowi z życiorysu, najlepszy okres życia każdego człowieka.

Zmarł na zawał serca 10 października 1964 r. w Warszawie. Pochowany został na cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w kwaterze II B 30, rząd 7, grób szósty. Chichotem historii można nazwać fakt, że niedaleko niego, spoczywają jego komunistyczni oprawcy…

W tym miejscu warto przytoczyć słowa dr Wojciecha Frazika, z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, biografa Jana Freislera: „(…) Człowiek którego dusza rwała się do wolności i który tylko wolności Ojczyzny służył, został w najlepszym, najbardziej twórczym okresie życia wolności pozbawiony. Nie służył Ojczyźnie dla nagród. Ale jeśli jest jakaś sprawiedliwość w historii, to dobrze że w Nowym Sączu możemy spotkać się właśnie na rogu ulic Freislera i Traugutta albo Freislera i I Brygady”.

Piotr Kazana

Bibliografia:
Wojciech Frazik, Jan Freisler – kurier nie tylko do Budapesztu, [w] Masz synów w lasach Polsko…, pod red. Dawida Golika, Nowy Sącz 2014, s. 197-210.
Jan Freisler „Ksawery”, Relacja o działalności w czasie wojny, oprac. Wojciech Frazik, „Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 38, grudzień 2013 r., s. 181-226.
Julian Zubek, Wspomnienia kuriera, Warszawa 2008.

Reklama