Strona główna Wczoraj i dziś

Kamienica z historią: Lwowska 6

Reklama
Kalman Sieradzki
Kalman i Chana Sieradzki. Fot ze zbiorów i dzięki uprzejmości rodziny Sieradzkich.

Ze zdjęć spogląda na nas tęgi mężczyzna. Jeden z najbardziej znanych cukierników w historii miasta przetrwał na długo w pamięci starszych mieszkańców Nowego Sącza. Historia Kalmana Sieradzkiego jest bardzo ciekawa.

Wyremontowana kamienica, na rogu Lwowskiej i Sobieskiego, wreszcie prezentuje się godnie. Przed wojną była piękną budowlą, a w ostatnich latach stała się jednym z wielu szarych budynków w ciągu Lwowskiej. A wszystko odwróciło się w czasach PRL, kiedy zabrakło Sieradzkich, a nowa władza przestała dbać o nieruchomości… W tym czasie powstał na rogu sklep spożywczy, a ślady jego działalności zostały zachowane… w ścianie. To piękna inicjatywa, która znacząco wzbogaca tę kamieniczkę. Ale zanim pojawił się sklep spożywczy, w tym samym miejscu znajdowała się najbardziej znana żydowska cukiernia.

Wejście do sklepu od strony ul. Lwowskiej z fragmentem zachowanego szyldu dawnej cukierni. Fot. Janusz Miczek / Twój Sącz

Jej właściciel, Kalman Sieradzki urodził się 13 listopada 1881 r. w Nowo Radomsku koło Łodzi. Stąd takie nietypowe żydowskie nazwisko, bowiem tylko Żydom galicyjskim Austriacy nadawali niemiecko brzmiące nazwiska. Tam, gdzie mieszkał wówczas Kalman, była Rosja. Pochodził z chasydzkiej rodziny. Świat małego Kalmana zamykał się między chederem a synagogą, tak samo jak jego przodków. Jego życie odmienił ślub. Wybranką Sieradzkiego została Chana Kremsdorf, urodzona w 1884 r. w Częstochowie. Pobrali się w 1903 r. i wydaje się, że zamieszkali w mieście rodzinnym Chany.

Zaraz po ślubie przyszedł na świat pierwszy syn Eliasz (1903 r.). W 1905 r. w zaborze rosyjskim miały miejsce strajki i rozruchy. Jak zwykle wielka historia zaglądnęła też do zwykłych domów, także w częstochowskim sztetlu. Kalman zdecydował się wyjechać do Galicji, a na miejsce zamieszkania wybrał Nowy Sącz, pod adresem Lwowska 6. Niestety, jego ortodoksyjna rodzina nie była w stanie zrozumieć tego, że porzucił w tym czasie religię. Zamiast modlitwy coraz bardziej Sieradzkiego pociągał zawód cukiernika.

Kalman i Chana Sieradzki. Fot ze zbiorów i dzięki uprzejmości rodziny Sieradzkich.

A fachowcem był świetnym. Starsi mieszkańcy, jak Pan Władysław Żaroffe, wspominają przepyszne ciastka z jego zakładu. Firma rozwijała się prężnie, będąc jednym z kilku tego typu zakładów w centrum miasta. W tym czasie przy Lwowskiej pojawiały się kolejne dzieci: Mendel (ur. 1906 r.), Hendel zwana Heleną (ur. 1907 r.), Alek (ur. 1908 r.), Wigdor (ur. 1909 r.), Sara (ur. 1913 r.), Roza (ur. 1913), Rachela (ur. 1915 r.), Meir (ur. 1916 r.), Ryfka (ur. 1917 r.), Laja (ur. 1920 r.), Chaim (ur. 1922 r.) i najmłodsza Lola. Wszyscy rodzili się w Nowym Sączu. Dziś w Londynie żyje ten ostatni, najmłodszy syn cukiernika. W jego niebieskich oczach odbija się przedwojenny Sącz.

Dzieci się żeniły i zakładały własne rodziny. Roza wyszła za Abrahama Oderberga z Krynicy i tam mieszkała. Maier został księgarzem, pracował sprzedając książki. Ożenił się z Feigą Farber. Jeszcze przed wojną mieli malutkie dziecko, a stary cukiernik cieszył się, że został wreszcie dziadkiem. Córka Helena wyszła za mąż za kupca ze Żmigrodu, Abrahama Grossa.

Sieradzki był surowym szefem. Całą cukiernię i piekarnię ulokował na parterze swojej kamienicy. W 1922 r. w zakładzie zastrajkowano przeciwko wykorzystywaniu młodej siły roboczej… Był to jeden z pierwszych strajków w międzywojennym Sączu! Potem zmienił swoje podejście do pracowników i jako jeden z nielicznych nie znalazł się na „czarnej liście” Inspektoratu Pracy. Względem polskiego prawa był czysty jak łza.

Fragment kamienicy Lwowska 6. Fot. Janusz Miczek / Twój Sącz

Nie wszyscy tę lojalność wobec Polski doceniali: Przed wojną, kiedy wzrastały wpływy endecji, młodzi chłopcy z tego ugrupowania wybrali sobie cukiernie Sieradzkiego do prześladowania – opowiada Władysław Żaroffe, rocznik 1922, sąsiad Sieradzkich. To była jedyna cukiernia czynna w niedzielę, bo kiedyś, przed wojną nie wolno było handlować w święta. Z racji, że sklep był przy Farze, to jak się kończyła msza, ludzie walili drzwiami i oknami do Sieradzkich. Jego cukiernia była słynna! Endecy stali z pałami przed sklepem i bili tych, co w niedziele chcieli zrobić zakupy – takie to były czasy. Tacy byli ci chuligani, że jak już skończyli swoją „pracę” to sami, przez tylne drzwi kupowali ciastka od Żyda Sieradzkiego – opowiada rozbawiony Pan Władysław.

Cukiernia miała przepiękną wystawę. Była tak wyjątkowa, że… nawet kusiła amatorów czekolady. To chyba jedyny zakład w Nowym Sączu, gdzie zdarzały się kradzieże słodyczy! Najgłośniejsza miała miejsce w lipcu 1928 r., gdy prasa szeroko donosiła o złodzieju jaki połasił się na słodkości Sieradzkiego. Jak się okazuje z artykułu, 13 letni Jan W., drugi raz ukradł łakocie z wystawy sklepowej. Słodki recydywista był karany i odsiedział swoje w poprawczaku.

W czasie II wojny światowej Kalman i Chana mieli się ukrywać na cmentarzu żydowskim. Jak do tego doszło? Nie wiemy. Jego losy wojenne są ciężkie do ustalenia. Władysław Żaroffe wskazuje go na słynnym zdjęciu członków Judenratu. Starszy już Pan, zasiada niemal w centralnym miejscu na sali ratuszowej. – Wszędzie bym go poznał, był bardzo charakterystyczny. Każdy go w Sączu znał – mówi Pan Władysław. Sieradzki nie był specjalnie aktywnym członkiem Judenratu. Prawdopodobnie został tam po prostu powołany przez Niemców. Według relacji rodziny, aż do pójścia do kryjówki wszyscy mieszkali na Sobieskiego. Byłoby to dosyć wyjątkowe, bowiem wszyscy Żydzi byli zmuszeni do przeniesienia się do getta przy Zamku lub na Piekle.

Dzieci Kalmana spotkał inny los. Większość zginęła w Bełżcu, jak Laja i Sara, Roza z całą rodziną. Majer trafił do obozu pracy w Muszynie, a potem zginął w Auschwitz Birkenau. Alek znalazł się w Krakowie, gdzie zginął. Chaim opisał swoje wspomnienia z Nowego Sącza w jednym z brytyjskich czasopism. Wspomina, że po wybuchu wojny w mieście panował ogromny chaos, ale nikt z Żydów nie przypuszczał, że nadejdzie najgorsze. Ciągle była nadzieja, która z biegiem czasu coraz bardziej topniała… Jako jeden z nielicznych nowosądeczan opisał gwałty jakich dokonywali Niemcy na sądeczankach.

Straszne wspomnienia Charlesa (po wojnie zmienił imię) są bezcennym źródłem historycznym. Widząc nadciągające straszne czasy zdecydował się uciekać na wschód. Niestety, za wschodnią granicą czekały go również nieciekawe doświadczenia. Jako syn „burżuja” został zesłany na Syberię. Ciężka praca w obozach stalinowskich odcisnęła się na jego zdrowiu. Charles wstąpił do Armii Andersa i przemierzył z nią szlak aż do Palestyny. Tam, zdecydował się pracować dla brytyjskiego wywiadu wojskowego. Wykazał się wielkim talentem i zdolnościami. Po wojnie chciał studiować medycynę, ale pozbawiony rodziny i wsparcia finansowego nie podjął nauki. Zajął się więc krawiectwem. Otworzył zakład na Saville Row w Londynie, po wojnie jeden z najpopularniejszych w stolicy Anglii. Wielokrotnie był nagradzany za swoją pracę. Założył szczęśliwą rodzinę, został ojcem, dziadkiem. Niestety, dziś zły stan Jego zdrowia nie pozwala mu odwiedzić rodzinnych kątów na Sobieskiego.

Kamienica na rogu ul. Lwowskiej i Sobieskiego. Fot. Janusz Miczek / Twój Sącz

Z 10 dzieci wojnę przeżyły nieliczne. Ryfka wyjechała do Izraela, założyła fantastyczną rodzinę. Zmarła 23 listopada 2014 r. w Nowym Jorku. Wigdor również przeżył wojnę na wschodzie. Po 1945 r. mieszkał w Montrealu w Kanadzie i tam zmarł. Pozostawił po sobie syna Sammego. Co się stało z Kalmanem i Chaną? Według relacji rodziny, gdy dowiedzieli się, że nastąpi likwidacja getta, załatwili sobie kryjówkę na cmentarzu żydowskim. Niemcy się tam nie zapuszczali, traktując to miejsce jako plac egzekucji. Niestety, ktoś życzliwy zdradził gestapowcom kryjówkę, a Kalman i Chana znaleźli śmierć na miejscu, przy ul. Rybackiej.

Kamienica ma niesamowitą historię. Po wojnie w miejscu cukierni urządzono sklep. Budynek wymalowano w szyldy, które dziś zdobią odnowioną fasadę Lwowskiej 6 – tylko pogratulować takiej inicjatywy. Dzieje Sieradzkich na zawsze są związane z tym domem. Nie można tego wymazać. Opowieść o cukierniku ma gorzki smak, tak jak wiele historii związanych z naszym miastem.

Łukasz Połomski
tekst pierwotnie ukazał się na portalu sadeckisztetl.com

Z cyklu „Kamienica z historią” pisaliśmy już o nowosądeckich budynkach: [Franciszkańska 4] [Kraszewskiego 15] [Matejki 31] [Pijarska 17] [Piotra Skargi 12] [Tarnowska 4] [Rynek 14]

Reklama