Strona główna Twoje miasto

KOCIA KOŁYSKA: Odyseusz

BLOG kocia banner

DKF KOT zakończył swoją przygodę z 15-to odcinkowym cyklem Marka Cousinsa. Filmów i programów o historii kina było wiele i każdy zapewne ma tutaj własne preferencje, zależne od stopnia zaawansowania, posiadanej wiedzy i poglądów. Po obejrzeniu całości można dojść do wniosku, że Couisins stara się łapać wiele srok za jeden ogon i chyba w większości mu się to udaje, choć zarazem właśnie owe sroki budzić mogą największe zastrzeżenia.

Północnoirlandzki krytyk filmowy (jego akcent wzbudził spore poruszenie DKF-owiczów – był w takim samym stopniu powodem do żartów jak i nerwów, ale też miał właściwości lekko hipnotyczne) , a zarazem twórca dokumentów o kinie trzyma się historycznej, chronologicznej narracji, a więc opowiada o historii „po bożemu”, ale umieszcza w „Odysei” również elementy analizy politycznej, psychoanalitycznej i stylistycznej. Ta ostatnia ma tutaj bardzo duże znaczenie i stanowi o szczególnej wartości edukacyjnej filmu. Cousins uświadamia nam, że kino to nie tylko opowieść, fabuła będąca ciągiem przyczynowo-skutkowym, z której wynikać mogą ewentualne wnioski. To przede wszystkim sztuka synkretyczna, a montaż zdjęcia, muzyka, światło, kolor i inne zabiegi stylistyczne niosą ze sobą nieraz więcej znaczeń niż opowiadana historia sama w sobie.

story-of-film
Mark Cousins. Fot. Brent Calkin

Również w kwestii interpretacji The Story of Film. Odyseja filmowa budziła kontrowersje. Cousins z jednej strony trzyma się uznanych tropów, ale stara się też przemycić odrobinę własnych teorii i tego, jak sam widzi historię X muzy. Bo nie chodzi tu nawet o interpretację poszczególnych filmów, ale właśnie o pewna całościową wizję, z którą nie do końca wszyscy muszą się zgadzać. Dla jednych jego podejście jest zbyt akademickie i trzymające się kanonów, dla innych z kolei jest zbyt osobisty. Nie da się jednak ukryć, że w większości udaje mu się dokonać sprytnej syntezy tego, jak różne zmieniające się prądy i nurty wpływały na siebie, bądź się nawzajem zwalczały.

Niezwykle ważne jest też wypośrodkowanie między kinem amerykańskim i tym z nawet najdalszych regionów świata. Czasami mieliśmy do czynienia z kompletną egzotyką, by potem wrócić znowu na bardziej oswojony grunt kinematografii z USA i Europy. Dzięki takim zabiegom film nie jest wolny od uproszczeń i zbyt daleko idących skrótów, ale też może być równie interesujący dla kompletnego laika, jak i dla bardzo zaawansowanego kinomana. Ma też Cousins niezwykły dar celnego podsumowywania całych filmów za pomocą krótkiego komentarza, połączonego z odpowiednim fragmentem danego dzieła. Mistrzostwa dokonał prezentując sens Przeminęło z wiatrem (zarówno filmu samego w sobie, jak i jego znaczenia dla kina amerykańskiego) za pomocą jednego (!) ujęcia i praktycznie dwóch zdań.

Dwie kwestie na koniec:

Biorąc pod uwagę, jak szeroko Cousins patrzy na kino pod względem geograficznym, jego film dobitnie udowadnia dominującą pozycje kina amerykańskiego, które zawsze było i jest pozytywnym bądź negatywnym punktem odniesienia dla filmowców z całego świata, tym samym determinując rozwój kinematografii.

Mimo 15 godzin trwania, uderzające jest to, jak wielu rzeczy NIE MA w cyklu Cousinsa. Tak naprawdę jest to jedynie wstęp, zaproszenia do podróży wgłąb historii kina, w której kryje się jeszcze co najmniej drugie tyle zjawisk ciekawych i fascynujących. Nawet z obrębu tzw. „żelaznej klasyki”, bo o wielu ważnych arcydziełach Cousins nawet nie wspomniał.

Film wyszedł już w boksie na DVD, wydanym przez Gutek Film. Nawet jeśli ktoś widział całość, to warto pewne rzeczy powtórzyć, a do innych wrócić dla czystej kinofilskiej przyjemności.

The Story of Film. Odyseja filmowa (The Story of Film. An Odyssey)

Wlk. Brytania 2011 reżyseria: Mark Cousins

Polecanki: Zainteresowanym warto przypomnieć, że Cousins jest twórcą także wielu innych równie ciekawych filmów o filmach, już mniej oczywistych i bardziej osobistych, ale na pewno wartych obejrzenia. Jeśli ktoś chce, to pozostaje tylko szukać i oglądać np. Cinema Iran; O czym jest ten film o miłości?; Opowieść o dzieciach i filmie

Newsy: Pisząc te słowa, dotarła do mnie smutna informacja o śmierci Boba Hoskinsa, którego perwersyjną rolę J. Edgara Hoovera z Nixona Olivera Stone’a pamiętam szczególnie.

A przy okazji, witam wszystkich ewentualnych czytelników mojego bloga. Wcale nie będzie tylko o filmach, ale mniej więcej właśnie tak to będzie wyglądać. Dla porządku wspomnę tylko, że główne zdjęcie bloga to kadr z Kociej kołyski Stana Brakhage’a, natomiast zdjęcie na dole zrobiła Alicja Gancarz, której serdecznie dziękuję.

Reklama