Strona główna Wczoraj i dziś

Kwietniowa zbrodnia

Grób Czterystu na cmentarzu żydowskim. Fot. Autor

29 kwietnia 1942 roku w Nowym Sączu wydarzyła się najbardziej tragiczna zbrodnia w dziejach miasta. W przeciągu dwóch dni zginęło 400 osób. Wstrząsające wydarzenia upamiętnia tablica na rogu ulicy Franciszkańskiej i Kazimierza Wielkiego. W 2008 roku odsłonił ją Jakub Muller.

Inspiratorem zbrodni z 1942 roku był szef sądeckiego gestapo Heinrich Hamann. Pod koniec kwietnia znalazł listę lewicowych organizacji. Na jej podstawie skompletował listę 300 ofiar. Jeżeli kogoś na liście nie znalazł, kazał aresztować ludzi o takim samym lub podobnym nazwisku.

Najbardziej aktywnymi „poszukiwaczami” przyszłych ofiar byli policjanci żydowscy: Volkmann i Blaustein. To oni wpadli na szatański pomysł, aresztowania osób o identycznych nazwiskach, jak na liście. 28 kwietnia, do 16.00 musieli zdążyć z dostarczeniem 300 więźniów. Wśród aresztowanych znalazły się nawet dzieci. Izaak Tauger tak wspomina aresztowanie żony: „Odprowadziłem ją w towarzystwie syna. Szła mężnie, spokojnie i jak zawsze zrównoważona. Ostatnie jej słowa do mnie brzmiały: – Idurku, wybacz o ile byłam kiedyś niedobra, zaś do syna: – Griszka popatrz się dobrze na mamusię, byś ją dobrze pamiętał”.

Rena Anisfeld napisała, że gestapo zebrało „całą młodzież, najpiękniejsze dzieci”. To wszystko komuniści! – mówił Hamann. W więzieniu urządził sobie z nimi widowisko. Całą noc grała na podwórzu orkiestra. Tych młodych zmuszono tańczyć. Na galerii zasiadały żony SS –owców z dziećmi i przypatrywały się. Das ist euer Totentanz! [ to jest wasz taniec śmierci!] – mówił Żydom Hamann”. Mojżesz Ginter wspominał, że „na dziedzińcu więziennym Racka Goldberg po mężu Spirowa zwróciła się do Niemców mimo straży wokoło z rewolwerami i nahajkami, mówiąc w postawie pełnej godności i dumy, że krew nasza nie przyczyni się do wygrania wojny, ale spadnie na ich głowy i będzie pomszczona przez dzieci nasze. (…) Niemcy oczywiście zbili ją”.

kwietniowa zbrodnia
W nocy z 29 na 30 kwietnia 1942 r. Niemcy zamordowali na cmentarzu parę nowożeńców. Kadr z filmu Sądecki sztetl, gdzie została przywołana ta tragiczna historia.

Tak samą egzekucję na cmentarzu żydowskim opisał Samuel Kaufer: „Dnia 29 kwietnia członkowie Służby Porządkowej i Sanitarnej udają się na cmentarz celem brania masowego grobu. O godzinie 3–ciej rusza z więzienia na cmentarz „pochód śmierci”, a na ich czele kroczy sześciu członków Judenratu [rada żydowska-red.]. Kto niebacznie ukazał się na ulicy zostaje przyłączony do szeregu. Po przybyciu na cmentarz, wszyscy muszą się nad grobem rozebrać do naga, ułożyć swe ubrania w porządku. Na rozkaz wszyscy kładą się na ziemi z twarzami zwróconemi na dół. (…) Ustaje strzelanina, wielu jest zaledwie rannych, nie każdy miał szczęście znaleźć na miejscu śmierć. Szkoda jednak dalszych kul, te potrzebne są dla następnych ofiar. Ciepłe, krwawiące ciała zostają ułożone warstwami, wielu daje znaki życia… 360 ciał zostaje ułożonych w zbiorowym grobie, kilku Ordungstadienstow musi udeptywać zwłoki nogami, by zajęły najmniej miejsca. Grób zostaje zasypany, a po paru dniach krew wybija na powierzchnię i tworzy czarną krwistą kałużę….”.

Mieszkająca obok grobu pani Królowa wspominała, że „ziemia ruszała się jeszcze trzy dni”. Straszną egzekucję wspominał także Ignacy Twardowski, który obserwował ją z pobliskiego strychu: „Czuliśmy się nie widoczni przy oknie, ale w momencie, gdy jeden esesman po oddaniu serii z karabinu maszynowego odwrócił się w naszą stronę małośmy się nie posrali w portki, przykucając ze strachu na podłodze”.

Tablica pamiątkowa na roku Kazimierza Wielkiego i Franciszkańskiej. Fot. Autor

Wydarzenia, jakie rozegrały się 29 kwietnia 1942 r. na cmentarzu żydowskim przeżył tylko jeden Żyd, który po wojnie raz odwiedził to miejsce. W czasie egzekucji także i on stał nad swoim grobem. Już czekał na serię z karabinu, kiedy po pierwszej grupie rozstrzelanych, krew ofiar trysnęła na buty Hamanna. Szef gestapo kazał wytrzeć je swojemu ordynansowi. Ten odmówił mu czyszczenia butów. Haman długo się nie zastanawiał – zastrzelił swojego ordynansa. Wtedy zbrodniarz zwrócił się do Żydów oznajmiając, że kto mu wyczyści buty ten pójdzie wolno. „Wtedy ja się zgłosiłem. Resztkami ubrania, łachmanami starłem krew z cholewek jego wysokich butów i ze spodni. „Nie rozstrzelam cię za to, a liczba zabitych i tak będzie się zgadzać” – powiedział Haman. Żyd i tak mu nie wierzył do końca. Pozwolił młodemu Żydowi biec w stronę Dunajca. Ocalony, biegnąc czekał, aż salwa przeszyje jego plecy. Przeżył.

W getcie atmosfera po egzekucji była przygnębiająca. Tymczasem Niemcy zaczęli świętować, a ucztę suto zakropili alkoholem.
W nocy, gestapowcy wpadli do getta. Mordowali wszystkich, jak leci. Tego dnia zginęła cała rodzina Markusa Lustiga. Do dziś opowiada o tym ze łzami w oczach, a głos grzęźnie w gardle. Nieopodal jego domu, na rogu ulic Kazimierza i Franciszkańskiej Niemcy wymordowali wszystkich 81 mieszkańców kamienicy: z rodzin Neustadtów, Millerów, Perlów i innych. Hamann miał wtedy śmiertelnie postrzelić własnego szwagra, który śmiał mu się przeciwstawić mówiąc: „Dosyć tego świństwa”. „Sam Hamann krzyczał, że Żydzi go zastrzelili”- wspominał Jakub.

Dzień po zbrodni, kiedy sprzątano getto i grzebano ofiary obraz dzielnicy przyzamkowej był wstrząsający. Samuel Kaufer pisał: „Na drugi dzień, przy uprzątaniu ghetta, widzi się dzieci, które w śmiertelnym strachu schroniły się pod łóżko, lecz i tam znalazł ich morderca, widzi się mężczyzn, którzy wcisnęli się za szafy i w stojącej pozycji przetrwały ich zwłoki do następnego ranka. Piszący te słowa widział matkę, tulącą kurczowo niemowlę do swej nagiej piersi, kula przez główkę dziecka przeszła do serca matki….”
W sierpniu, ci którzy przeżyli to piekło zginęli w komorach gazowych Bełżca.

Pamiętajmy 29 kwietnia o Ofiarach tej zbrodni. Jak, co roku zapalmy znicze pod tablicą na ul. Franciszkańskiej. Odwiedźmy cmentarz żydowski przy ul. Rybackiej, gdzie znajduje się masowy grób Ofiar tej zbrodni. Pamiętajmy!

Łukasz Połomski
Reklama