Strona główna Wczoraj i dziś

Letnie festyny przedwojennego Sącza

festyny przedwojennego Sącza
Pocztówka z 1929 roku. Źródło: Biblioteka Narodowa / Polona

Od XIX wieku popularnością na Sądecczyźnie cieszyły się zabawy i festyny. Nie wymagały zbyt wielkiego kosztu, interesowały wszystkich i stanowiły ciekawą alternatywę spędzania wolnego czasu. Mieszczanie sądeccy chętnie korzystali z takiej rozrywki, zupełnie jak dziś.

Lato idealnie pasowało do takiej zabawy. Mieszczanie podążali nad Dunajec, bowiem tam koncentrowało się życie rozrywkowe Nowego Sącza. Przed II wojną światową festyny często były niemalże cykliczne, a ludzie wyczekiwali kolejnych okazji do zabawy. Popularny „festiwal dożynek” odbywał się w ostatnim dniu sierpnia. Mimo, że w Nowym Sączu nie było wielu rolników świętujących zebranie plonów, to przecież chodziło o pretekst do dobrej zabawy.

Niedawno w Nowym Sączu oburzenie części mieszkańców wzbudził festiwal hip-hopowy. Nie pierwszy to taki przypadek, bowiem historia lubi się powtarzać… Popularne, aczkolwiek kontrowersyjne były przed wojną wianki. Próbowało je organizować Towarzystwo Wioślarskie na Wenecji. Konserwatywne środowiska grzmiały, że to odwołanie do pogańskiej tradycji, a my jednak jesteśmy krajem katolickim. W związku z tego typu głosami, zaniechano wielkiej imprezy.

Wszystkie festyny, zabawy i spotkania odbywały się w Ogrodzie Strzeleckim. Nocą rozświetlano park lampionami, tworząc tym samym niepowtarzalną atmosferę. Przed 1939 r. festyny i potańcówki zawsze kończył pokaz sztucznych ogni.

Barwny opis tych festynów zostawiła nam Gabriela Danielewicz:

Popularne zabawy przyciągały tłumy ludzi w różnym wieku, nieraz na festynach spotykały się trzy pokolenia. Orkiestra rześko grała do tańca, cudacznie ubrane błazny z kartoflanymi nosami i rumieńcami z buraków rozśmieszały publiczność i wywoływały radość dzieci. Bufet kusił lemoniadą i gorącymi parówkami, strzelnica wabiła nagrodami, a loteria fantowa łudziła na nadzieją wygrania atrakcyjnego przedmiotu.

Przebrane za Cyganki niewiasty stawiały kabały niezmiennie bajdurząc o wielkim uczuciu, niespodziewanych pieniądzach, zazdrosnych rywalach i nagłej odmianie losu. W takt muzyki spacerowały leciwe panie i stateczni panowie, których do parku przywiodły wspomnienia zabaw z młodości, młodzież obsypywała się confetti i owijała girlandami z bibuły, dzieci biegały z pajacami ciągnąc je za poły szlafroków, w które były odziane.

Wieczorem, gdy zapadł zmrok, w parku zapalano lampiony i puszczano ognie bengalskie, co tworzyło urzekający nastrój. Niepowtarzalny urok festynów odszedł w niepamięć…”.

Festyny i zabawy odbywały się z różnych okazji, także poważnych. Długo wspominano zabawę po Zjeździe Towarzystwa Pedagogicznego z 1878 r. W kolejnych latach w organizację tego typu imprez zaangażowała się straż pożarna, nazywana wtedy ogniową. Aktywnie działała w tym względzie Czytelnia Kolejowa i Związek Urzędników Kolejowych.

Ci ostatni organizowali spotkania towarzyskie w westybulu dworca. Sprawa jest o tyle ciekawa, że przecież wówczas dworzec tętnił życiem, przewijało się przez niego setki pasażerów. Może dla nas współczesnych to ciekawa wskazówka ożywienia tego miejsca. Potańcówki kolejarzy miały miejsce w parku położonym koło dworca. W czasie tego typu wydarzeń zbierano pieniądze na cele charytatywne lub wspomagano ubogich mieszkańców, a ich nie brakowało w międzywojennym i galicyjskim Nowym Sączu.

Zainteresowanie sądeczan latem budziły także wizyty cyrkowców w naszym mieście. Nie były to wydarzenia codzienne, stąd budziły one olbrzymie zainteresowanie mieszczan.

Już w 1913 r., gdy w Nowym Sączu gościł cyrk Klaudskiego, Helena Barbacka relacjonowała podniecona: „widziałam Arabów, jeden miał śliczne, czarne oczy, ale usta takie grube, że aż obrzydliwość” – zapisała w swoim pamiętniku. Sądeczanie kochali egzotykę, zresztą nie tylko oni. W czasach, kiedy nie było telewizji sensacją było zobaczenie czarnoskórego człowieka. W 1936 r. zorganizowano na Rynku pokazy gimnastyczne „murzynów”, jak nazwano akrobatów. Gromadziły one rzesze mieszkańców.

Przed 1939 r. cyrkowcy rozbijali swoje namioty się głównie na placu Dąbrowskiego (dzisiejszy dworzec MDA). W 1931 i 1933 r. do Nowego Sącza zawitał cyrk braci Barańskich, bardzo popularny i znany w całej Polsce. W 1935 r. mieszczanie podziwiali występy cyrku „Francesco”, a wcześniej braci Staniewskich. Ci ostatni ponownie przyjechali do Nowego Sącza w sierpniu 1939 r. Pieniądze zebrane w czasie ich występu przeznaczono na Fundusz Obrony Narodowej (FON).

Artyści cyrkowi podczas tresury psów. Kraków, 1934 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stanisław Stanuch tak wspominał ten moment: „W lipcu lub na początku sierpnia 1939 do Nowego Sącza przyjechał cyrk Staniewskich, trudem mieszczący liczne swoje namioty i wagony mieszkalne dla artystów, a także olbrzymi zwierzyniec na placu Dąbrowskiego, gdzie dawniej handlowano drzewem (…). Chodziły pogłoski jakoby w cyrku tam przebywało wielu niemieckich wywiadowców, a trasa jego podróży miała przebiegać zgodnie z niemieckim planem penetracji Polski”.

Z racji, że zazwyczaj życie żydowskie toczyło się osobnym torem należy nadmienić, że te proste rozrywki jednoczyły wszystkich mieszczan. Cyrk, festyn czy zabawa były wyjątkowo demokratycznymi wydarzeniami kulturalnymi. Przy dobrej zabawie, procentowych trunkach i skocznej muzyce znikały podziały majątkowe, religijne i polityczne. Czy coś się zmieniło do dziś? Chyba nie…

Łukasz Połomski
Reklama