Strona główna Wczoraj i dziś

Likwidacja sądeckiego getta – 23 sierpnia 1942

getto2
Upamiętnienie Nowosądeczan, którzy zginęli w Bełżcu.

To była piękna niedziela. Jak podają niemieckie gazety, w Nowym Sączu było wówczas pogodnie i ciepło. Nic nie wskazywało na to, że tego dnia zakończy się kilkuwiekowa historia Żydów w Nowym Sączu.

Getto w Nowym Sączu utworzono w 1940 r. Żydów grabiono, oznaczono opaskami z Gwiazdą Dawida i wyznaczono im miejsca po których mogą chodzić. W 1942 roku, kilka miesięcy przed likwidacją otoczono getto wysokim murem. Powoli wszystko zmierzało do jego likwidacji.

Emil Steinlauf pisał: „23-go o godz. 6 rano zebrała się cała ludność żydowska z otwartego getta pod zamkiem na placu koło Dunajca, obok mostu kolejowego, w porządku, wedle ulic. Na czele każdej ulicy miał być jeden obywatel ze spisem ludzi ze swojej ulicy. O szóstej rano w niedzielę wszyscy musieli być na miejscu”. Łąkę nad Dunajcem zaczęto w getcie nazywać Sammelplatzem, czyli placem zbiórki. Ci, którzy stali tam w upale od soboty, wierzyli w większości w to, że pojadą do pracy na wschód, tak jak mówili Niemcy. Wierzyli, że tych, którzy byli „niepotrzebni” zastrzelono tutaj, na cmentarzu żydowskim.

getto1
Łąka nad Dunajcem – tu 23 sierpnia 1942 roku dokonano selekcji przed likwidacją sądeckiego getta.

Słońce wstało o 4.25. Tymczasem Sammelplatz był szczelnie wypełniony. Między mostem kolejowym a helleńskim zebrało się 16 tysięcy ludzi. Każdy miał 15 kg odzieży i jedzenia. Miało go wystarczyć na 10 dni – tyle bowiem miała trwać podróż do pracy. „Nazajutrz, gdy wszyscy już byli ustawieni w szeregach, o godz. 5 –ej nadjechało auto z Hamannem i jego pachołkami” – napisał Mojżesz Ginter. „Wierzyć się po prostu nie chce, że szesnaście tysięcy ludzi stało posłusznie przed sześcioma mordercami i że nie rzucili się na nich” – zauważyła Rena Anisfeld.

Hamann w krótkiej mowie poprosił o 250 000 zł, bowiem jak zaznaczył, wcześniejsze kontrybucje nie pokryłyby podróży na wschód. Zebrano pieniądze a potem nastąpiła ostatnia selekcja, gdzie wybrano kilkuset zdolnych do pracy. W pozostałych miejscowościach selekcji dokonano wcześniej. Samuel Kaufer wspominał: „Hamann przechodzi dumnie, władczo obok zgrupowanych szeregów, mierzy każdego pogardliwym wzrokiem. Uderzeniem harapu w twarz daje znak, by dana osoba podbiegła do oddzielnej grupy (…) Wszystko to odbywa się cicho, jakby w śnie lunatycznym. Gdzieniegdzie słychać tylko przytłumiony szloch kobiet, które wśród spazmatycznych łkań przesyłają swym najdroższym ostatnie pozdrowienia.(…) To znowu przerywają ciszę odgłosy uderzeń harapu, które nie wywołują nawet syknięcia bólu, każdy jest jakoby pod narkozą, uśpiony, znieczulony”. Wszystko trwało dwie godziny. Część Żydów wysłano na dworzec kolejowy. Przeszli wałami na tzw. „kocie planty”, ul. Sienkiewicza dotarli na ul. Kolejową.

W getcie rozpoczęło się polowanie na wszystko co można było Żydom zabrać. Od poniedziałku do piątku trzymano ludzi bez jedzenia. A potem były jeszcze dwa marsze na dworzec. Ci, którzy je pamiętają nie zapomną ich do końca życia. W trzy dni Niemcy wysłali na śmierć niepotrzebnych rzemieślników (23 sierpnia), zbędnych pracowników (26 sierpnia) oraz starców i chorych (28 sierpnia).

26 i 28 sierpnia Żydów wyprowadzono bramą główną getta. Znajdowała się ona pod synagogą, u zakończenia ul. Bożniczej. Pochody szły przez Rynek i dalej ulicami Sobieskiego, Długosza, Aleją Batorego do dworca kolejowego. Jeden z makabrycznych pochodów wspominał Eugeniusz Gawron: „Żydzi szli środkiem ulicy. Z przodu szły dzieci, matki z dziećmi na rękach i wózkami, dzieci przeraźliwie płakały. Na końcu szły dwie tęgie Żydówki w futrach. Dzień był upalny. Dwaj Niemcy okropnie je bili. Na Alei Batorego jedną z nich gestapowiec zastrzelił i rzucił w ziemniaki rosnące przy drodze. Leżąc w nich jeszcze dawała ślady życia, lecz po kilku minutach skonała. Wszystkiemu, jak na ironię, przygrywała idąca z pochodem orkiestra”.

Potem upchnięto Żydów do wagonów (po ok. 1000 osób), w których wysypano na podłodze wapno gaszone. Reszta czekała przed „żydowskim torem”, aż Niemcy znajdą dla nich miejsce. Wsiadali pełni nadziei. Niektórzy obojętni na to co będzie.

getto3
Tzw. tor żydowski, z którego odchodziły transporty do obozu zagłady w Bełżcu.

Potem dojechali do miejscowości Bełżec. Kiedy zaproszono ich do łaźni niektórzy przypuszczali co ich czeka. Rozebrani, zostali pouczeni aby wewnątrz oddychać głęboko. Kiedy zapadła ciemność dzieci wołały: „mamusiu przecież ja byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno!”. Zamiast obiecanej wody pomieszczenia wypełnił gaz. Kilka minut potem ich ciała, starannie układano w masowym grobie – jednej z największych nekropolii, gdzie spoczywają synowie i córki Ziemi Sądeckiej.

Łukasz Połomski