Strona główna Wczoraj i dziś

Marsz śmierci – likwidacja sądeckiego getta

Getto w Nowym Sączu, ul. Kazimierza Wielkiego. Źródło: Fotopolska.eu

23 sierpnia 1942 r. zlikwidowano sądeckie getto. Ulicami naszego miasta sunął pochód, który zmierzał na dworzec kolejowy. Tam ostatni raz 16 tys. ludzi zobaczyło góry otaczające rodzinne miasto, zaczerpnęło powietrza, którym przez tyle pokoleń oddychali ich przodkowie.

Przemarsze Żydów z getta na dworzec kolejowy pamięta garstka sądeczan. Każdy unikał ich jak ognia, bał się, że zostanie do nich wciągnięty. Nigdy nie było wiadomo czego się spodziewać po Niemcach. Żaden z Żydów nie przeżył takiego pochodu, nie mogli tego opowiedzieć. 23 sierpnia pochód śmierci wyszedł prosto z łąki nad Dunajcem, gdzie dokonano selekcji, przez Wólki, „kocie planty”, następnie ulicą Sienkiewicza na dworzec kolejowy. Reszta Żydów została w getcie, w którym zapanował strach, panika, lęk ale także zobojętnienie.

Albin Kac tak opisywał pochód: Bici i maltretowani Żydzi dotąd wycieńczeni wieloletnim głodem i nędzną wegetacją ledwie trzymali się na nogach. W ścisku rozdeptywano ludzi na śmierć: Rozpaczliwym jękom i rżeniom konających nie było końca. (…) Był to pochód widm i upiorów słaniających się bez sił.

Kto miał więcej sił pomagał słabszemu, ale każdy walczył o swoje. Szli, wierząc Niemcom, że jadą do lepszych warunków. Wszak kilka dni wcześniej widzieli akty kanibalizmu, rzeczy o jakich ciężko pisać dziś, w XXI wieku. Na jeden metr kwadratowy przypadało 8 ludzi!

25 sierpnia wyszedł kolejny pochód, tym razem z getta. Potem następny, jak się okazało ostatni, 28 sierpnia. Żydowski Sącz przestał istnieć, a za murem zapanowała cisza.

likwidacja getta w Nowym Sączu
Getto w Nowym Sączu, ul. Kazimierza Wielkiego, widok w stronę Rynku. Źródło: Fotopolska.eu

W drugim i trzecim dniu deportacji, Żydów wyprowadzono bramą główną getta, znajdującą się na rogu ulicy Piotra Skargi i Bożniczej. Przeszli oni przez Rynek i dalej ulicami: Sobieskiego i Długosza, Aleją Batorego w kierunku dworca kolejowego, na rampę. Na jej końcu znajduje się do dziś tor, zwany przez starszych „żydowskim”.

Władysław Żaroffe miał wówczas 20 lat. Idąc do pracy widział jeden z tych marszów śmierci. Wspomina, że na jego czele szedł znany przed wojną lekarz dr Mieczysław Körbel. Niemcy chcieli tym samym wzbudzić zaufania podążających za nim Żydów.

Eugeniusz Gawron w sierpniu 1942 roku szedł ulicą Długosza razem z matką. Tak oto wspomina ten dzień: Ktoś nagle wybiegł na ulicę i zaczął krzyczeć, żeby uciekać, bo Niemcy prowadzą Żydów. Kto pojawił się na ich drodze, był wciągnięty do tłumu. Żydzi szli środkiem ulicy. Z przodu szły dzieci, matki z dziećmi na rękach i wózkami, dzieci przeraźliwie płakały. Na końcu szły dwie tęgie Żydówki w futrach. Dzień był upalny. Dwaj Niemcy okropnie je bili. Na Alei Batorego jedną z nich gestapowiec zastrzelił i rzucił w ziemniaki rosnące przy drodze. Leżąc w nich jeszcze dawała ślady życia, lecz po kilku minutach skonała. Wszystkiemu, jak na ironię, przygrywała idąca z pochodem orkiestra.

Eugeniusz Gawron wspominał również, że po makabrycznym marszu, na ulicy Sobieskiego, krew spływała do kratki ściekowej. Do końca życia nie zapomnę tej krwi – mówi.

Czerwiec 1942. Dzieci w nowosądeckim getcie. Ze zbiorów Stadtarchiv München. Fot. Wilhelm Nortz

Stanisław Basiaga widział załadowane pociągi pełne Żydów. Wszyscy tłoczyli się przy małych okienkach z drutem kolczastym, żeby zaczerpnąć powietrza. Ze środka dobiegały prośby i błagania o wodę, jedzenie, powietrze. Jak wspominałem i jak mówili świadkowie – tego nie da się opisać. Najtrafniej te obrazy określił Albin Kac: pole do popisu dla wyobraźni ludzkiej. Każdy wagon gdzie upychano sądeczan został wysypany wapnem gaszonym. Do jednego stłoczono po co najmniej 100 osób. Niemiłosiernie grzało słońce, było upalnie, zza odrutowanych okien wystawały ręce i dobiegały przeraźliwe wrzaski rozdzierające powietrze nad kolonią kolejową… Nie mamy pojęcia co działo się w tych zaplombowanych wagonach. Jak na ironię, wszystko odbywało się w należytym porządku. Przecież Hamann uwielbiał niemiecki „ordung”.

Starosądeczanin Moniek Goldfinger stał już przed wagonami. Nagle Niemcy zorientowali się, że brakuje im ludzi do pracy w jednym z obozów. Ktoś wyszarpał go z tłumu, tak jak by wyciągnął go z objęć śmierci… Dziś Moniek ma 92 lata, przeszedł gehennę obozów, ale doskonale pamięta ten dzień z 1942 r. Wspominał, jak Niemcy chwytali za nóżki niemowlaki i rzucali na wagony, tak jak się rzuca worek kartofli… Widział śmierć dzieci, rozpacz swoich najbliższych….

Getto w Nowym Sączu. Źródło: Centralna Baza Judaików / Muzeum Żydów Polskich POLIN

Pociągi upchane do granic możliwości ruszały, a kierowali nimi polscy maszyniści. Podróż trwała około 24 godzin. W tym czasie zrozpaczone matki wyrzucały malutkie dzieci przez okna, a może ktoś je uratuje, ktoś się nimi zaopiekuje…

Kolejarze zdawali sobie sprawę, gdzie pojadą, może nie chcieli dopuścić tej myśli do siebie. Jednym maszynistów był brat Eugeniusza Gawrona – Stanisław. Za kilka godzin kolejarz wracał do Sącza z pustymi wagonami… Ich pasażerowie zostali zagazowani.

Łukasz Połomski
W czwartek 23 sierpnia 2018 roku w Nowym Sączu rozpoczną się obchody 76. rocznicy likwidacji getta. O godz. 18:30 zaplanowano XX spacer historyczny – Śladami Zagłady Żydów. Początek przy kapliczce szwedzkiej (ulica Jagiellońska 18). Przewodnikami będą: Łukasz Połomski i Artur Franczak. Następnie o godz. 19.30 na Placu Trzeciego Maja odbędzie się Apel Pamięci, zostaną złożone wiązanki kwiatów oraz zapalone znicze. Obchody zakończy wieczór poetycki „Świat się otulił w złe chmury”, w wykonaniu aktorek Teatru Nomina Rosae – Aleksandry Powęzki i Justyny Stasik; w reżyserii Marii Molendy. Uroczystości rocznicowe organizuje Sądecki Sztetl przy udziale Urzędu Miasta Nowego Sącza.
76. rocznica likwidacji getta w Nowym Sączu