Strona główna Wczoraj i dziś

Niedoszli zabójcy z międzywojennego Sącza

prasa międzywojennego Sącza Tygodniowy Kurier Podhalański
Tygodniowy Kurier Podhalański z 1927 roku. Relacja z miejsca zbrodni.

Jak się okazuje, przed wojną najłatwiej można było znaleźć nóż w żebrach w centrum miasta. Zupełnie jak znanym przysłowiu, że „pod latarnią najciemniej” do awantur dochodziło najczęściej pod nowosądeckim ratuszem, gdzie znajdował się komisariat policji…

Ilość krwawych porachunków była porażająca. Dlatego postanowiłem podzielić je na te zakończone śmiercią i te bardziej szczęśliwe. Charakterystycznym dla wszystkich są często motywy: pieniądze lub kobieta oraz nieodłączny towarzysz każdej awantury – alkohol.

W zbrodniach jakie miały miejsce na sądeckim rynku można przebierać. Najczęściej kradzieże i zabójstwa odbywały się tam w dni targowe, kiedy do miasta zjeżdżała okoliczna ludność chłopska. Handlarze często zahaczali o pobliskie szynki i karczmy, których akurat w centrum Nowego Sącza nigdy nie brakowało. Podchmieleni trafiali na sądecki rynek…

Co tam widzieli? Na przykład we wrześniu 1931 r. bywalec Rynku mógł być świadkiem śmiertelnych porachunków pod sądeckim ratuszem. Niejaki Jan O. dzień wcześniej, w środę wieczór pobił żonę. W jej obronie stawił się jej brat Władysław B. Z racji, że był atletycznie zbudowany to szybo przekonał siłą szwagra, żeby na żonę nie podnosił ręki. Jan O. tymczasem był przygotowany do zemsty. Dzień później, w czwartek O. zrobił swojemu szwagrowi na Rynku pokazową awanturę i zadał mu sześć ran nożem. Rozciął mu twarz „od ucha do ucha” i brzuch. Prasa wyjątkowo barwnie jak na Nowy Sącz opisała cięcie Pana O.: „w ten sposób, że jelita wyszły na wierzch”. Jak się okazuje zemsta nie była skuteczna bo Władysław B. przeżył…

Znanymi szeroko awanturnikami byli mieszkańcy Trzetrzewiny. Nie da się ukryć, że budzili czujność innych bywalców Rynku. Mimo to, nie zawsze udawało się zachować spokój. W lipcu 1939 r. prasa w artykule „Nożownik przy pracy” donosiła o wyczynach niejakiego Jana Ś., jak napisano: „oczywiście z Trzetrzewiny”. Tego dnia potraktował nożem na Rynku Jana Janika.

Na każdej ulicy istniało ryzyko spotkania nożownika. I tak 19 lipca 1928 roku na ulicy Piotra Skargi spotkali się Franciszek Ch. i Władysław G. Mieli ze sobą od dawna „na pieńku”. Pierwszy z nich, znany kieszonkowiec, wyszedł dwa dni temu z więzienia. Na ulicy doszło do kłótni, a następnie dźgali się wzajemnie nożami. Obydwaj przeżyli. Często nożownicy pozostali anonimowi i nigdy ich nie ujęto. Tak było w przypadku niedoszłego zabójcy Judy Teichtela, który został poraniony na ul. Nowej (dziś Sobieskiego).

prasa międzywojennego Sącza Kurier Podhalański 1929
Międzywojenna prasa chętnie opisywała każde niecodzienne wydarzenie z życia miasta. W tle niemal zawsze był alkohol… Kurier Podhalański 1929.

Wyjątkowe niebezpieczeństwo stwarzał Edmud P., znany powszechnie recydywista. 12 maja 1938 roku żądał od Dawida Lustbadera 40 groszy i groził mu zabiciem. Tego samego dnia pobił i skopał po głowie Szymona Gruna. Groził mu wybiciem zębów. Dostał na odczepne 12 złotych. Tego samego dnia zdążył jeszcze w podobnych okolicznościach straszyć Ignacego Twardowskiego oraz Markusa Klaftera. Odsiedział 4 miesiące w 1939 r. Złożył odwołanie od wyroku w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. Nie wiemy jak rozstrzygnięto sprawę.

Jak się okazuje, do krwawych porachunków dochodziło także na tle mieszkaniowym. 12 listopada 1933 r. w domu Krobierdowej przy ulicy Młyńskiej, jeden z jej lokatorów postanowił siłą przekonać właścicielkę, że nie musi jej płacić zaległego czynszu. Nie płacił go zresztą tak długo, że właścicielka straszyła lokatora eksmisją i sądami. Doszło do tego, że w czasie jednej z awantur Krobiedowa zwyzywała lokatora a on ją uderzył dranką od płotu. Wszystko widział jej syn, który rzucił się na napastnika broniąc matki. Skopał lokatora tak brutalnie, że ten trafił do szpitala. W międzyczasie, zanim wkroczyła policja, zdemolował jego mieszkanie.

Głośna była próba zabójstwa w 1938 roku. Dotyczyła bardzo znanego małżeństwa prowadzącego restaurację w centrum Nowego Sącza. „Podhalańska Prawda” donosiła o tym czytelnikom w artykule o barwnym tytule: „Mściwy restaurator poranił żonę nożem”. Ów mściciel to Stanisław Ł. mieszkający na placu Trzeciego Maja z żoną Anną, właścicielką wspomnianej restauracji. Jak pisała prasa Stanisław bardzo często bił żonę. Anna w końcu zdecydowała się pójść z tym na policję i 5 IX odbyła się rozprawa między małżonkami.

Stanisław został skazany na trzy miesiące aresztu. Zamiast myśleć, jak zmienić swoje życie, Stanisław w więzieniu obmyślił plan zemsty na żonie. Tymczasem okazało się, że Stanisław miał wyjątkowego pecha. Kiedy przyszedł do domu po odsiadce, postanowił przywitać żonę uderzeniem w twarz. Anna skutecznie zasłoniła się ręką, którą jednak uszkodziła. Potem Stanisław chwycił w rękę nóż i wbił go żonie w klatkę piersiową, tak że trafił w kość a nóż się złamał. Wyczerpał limit pecha i widząc swą bezradność „popadł w swoisty szał”. Przewrócił żonę na ziemię i skopał ją tak dotkliwie, że straciła przytomność. Sąsiedzi wezwali policję i go aresztowano. Nieprędko opuścił więzienie.

PIC_1-B-692-2
Brama wejściowa do sądeckiego więzienia, 1932 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Stanisław miał gdzie się uczyć posługiwania nożem, bowiem sądeckie szynki, knajpy i karczmy nie należały do najbezpieczniejszych miejsc. Jedną z najbardziej znanych „mordowni” była „Miodostynia”, znajdująca się na Kaduku. Bardzo często bili się tam okoliczni mieszkańcy. W sierpniu 1932 roku pobili się tam prawie na śmierć znani, lokalni awanturnicy Stanisław S. i Piotr S. W październiku 1930 roku ostrzegano przed awanturnikiem i nożownikiem A. Honenbergerem, który grasował po okolicznych szynkach. Ujęto go i aresztowano.

Oprócz pieniędzy i porachunków, często dochodziło do awantur o kobiety. Tak było w 1927 roku na festynie Towarzystwa Wioślarskiego. W maju pobito tam jednego ze znanych sądeckich inżynierów. Przy okazji warto zaznaczyć, że rywal inżyniera, zamiast uderzyć przeciwnika przyłożył mocno w rękę kobiecie, o którą walczył. Musiało boleć…

Festyny i święta także sprzyjały bójkom, awanturom i wypadkom. Wszystkiemu winny zapewne alkohol. W kwietniu 1930 roku, w drugi dzień świąt Wielkanocnych, dwaj znani awanturnicy Jan B. i Julian P. poranili się przy bitce nożami w barakach kolejowych.

Wyjątkowo krwawo wyglądały Zielone Świątki w 1935 roku. W tych dniach utonął w Dunajcu jeden mężczyzna. Pierwszego dnia świąt odbywało się w Nowym Sączu wesele żydowskie, podczas którego niejaki Kornhauser przypadkiem przyczepił się do dorożki ślubnej i wpadł pod nią. W ciężkim stanie trafił do szpitala. W drugi dzień świąt, Wojciech W. z Chełmca pobił do nieprzytomności Macieja Kociołka. Większości tych wydarzeń towarzyszył alkohol.

Łukasz Połomski
Reklama