Strona główna Wczoraj i dziś

Nowy Sącz 80 lat temu. Wrzesień 1939

Reklama

Pierwsze dni okupacji niemieckiej budziły przerażenie wśród sądeczan. Początkowo nie było tak źle, jednak krwawa machina terroru nabierała powoli rozpędu. W drugiej połowie miesiąca sądeczanie byli już pewni, że wojna nie skończy się tak szybko.

Nad ranem, 6 września 1939 r., od wschodu do miasta wkracza kompania Psnnera. Maszeruje przez Lwowską i most na Kamienicy. O godzinie 6:00 padł Nowy Sącz, praktycznie bez wystrzału. Dawid Golik w swojej najnowszej książce dotyczącej walk we wrześniu na Sądecczyźnie, szacuje że w bojach o Nowy Sącz zginęło około 40 osób. Od drugiej, zachodniej strony, Niemcy bez problemu zdobyli most heleński i rozpoczęli usuwanie barykad – o g. 5:30 przeprawa była już przejezdna.

Tak zdobyte miasto opisywał jeden z niemieckich żołnierzy: Nowy Sącz ukazywał w niektórych fragmentach miasta obraz zniszczenia, w jaki przeobrażają miasta tylko wojny. Zaraz po przekroczeniu mostu na Dunajcu widać było na lewym poboczu dwóch leżących obok siebie zabitych Polaków z rozbitymi czaszkami. Na wszystkich placach stali polscy jeńcy, domy przy wyjeździe do miasta były całkowicie ostrzelane. Nasza artyleria tutaj szalała. Cegły, pobite szyby, gotowe do strzału karabiny maszynowe, które ubezpieczały nasz przemarsz, nadawały miastu obłędny charakter.

Wrzesień 1939 Nowy Sącz
Wrzesień 1939. Na pierwszym planie polscy żołnierze, którzy polegli w obronie miasta (zginęli prawdopodobnie w wyniku wcześniejszego silnego ostrzału artyleryjskiego). W oddali, ulicą Piotra Skargi niemieccy żołnierze 136 pułku strzelców górskich idą w stronę rynku. Fotografia z archiwum Kazimierza Fałowskiego (dziękujemy za udostępnienie)

Podobnie pisał Markus Lustig: 6 września miasto zostało zdobyte przez wojsko niemieckie, które wyglądało na mocne, wielkie i wyposażone w rozmaity sprzęt wojenny. Liczna piechota, spora ilość czołgów, różnego rodzaju amfibie, artyleria, muły, oddziały górskie – obute w specjalne obuwie – i cała ta ogromna siła sunęła na wschód. Część żołnierzy zatrzymała się w mieście, głównie na placach: odpoczywali, myli się, jedli. Gdy wyszliśmy z domu Żupników, zobaczyłem obok wejścia polskich jeńców, którym Niemcy odebrali broń i ułożyli w ogromny stos. Potem przekazali ich do obozów jenieckich lub do lokalnych więzień. Po pewnym czasie opuściliśmy Żupników i wróciliśmy do domu. Tak jak i inne domy na naszej ulicy, nasz budynek ucierpiał od kuli armatniej, która trafiła prosto w strych i wyrwała dużą dziurę. Na ulicach pojawili się volksdeutsche, ozdobieni swastykami na ramionach i zaczęli dawać w kość przypadkowo spotkanym Żydom.

Również Emilia Piwońska pisała o zniszczeniach w dzielnicy żydowskiej, na ul. Kazimierza Wielkiego: wszędzie wyrwy w murach, wybite szyby, szkło potłuczone na drobne kawałeczki leżało masami. Piwońska pisała też o zniszczonych kamienicach na Jagiellońskiej. Wspominała o zamku, gdzie przed bramą stał przy trumnie polskiego żołnierza Niemiec. Widziała tam więcej ciał. Ludzie chowali się masowo po piwnicach, wierząc, że w ten sposób ocaleją.

6 września w miejscowości Łęka koło Korzennej zginęli rolnik Błażej Gacek i Józef Rola (16 lat). Zostali zastrzeleni z samochodu Wehrmachtu, który przejeżdżał przez wieś. Kolejnego dnia zginęło kilka osób w sąsiedniej miejscowości Trzycierz – w tym trzech zostało żywcem spalonych w domu.

Wieści o rozpędzającym się niemieckim terrorze spływały do Nowego Sącza. Warto dodać, że w pierwszych dniach wojny Niemcy spotkali się też ze zorganizowaną formą oporu w Świniarsku. Ludzie do nich strzelali, dlatego Niemcy zabili 7 cywilów, dla przykładu. Potem zamordowali kolejnych oraz spalili wiele zabudowań wsi (26 gospodarstw).

Prezydent Stanisław Nowakowski zrezygnował z funkcji włodarza Nowego Sącza. Zastąpił go Roman Sichrawa, który 6 września – w dniu wkroczenia wojsk nieprzyjaciela – został zastępcą Komisarycznego Zarządcy Miasta. 9 września objął urząd burmistrza, stanął na czele Rady Przybocznej, której nikt nigdy nie zwołał. Nowym Sączem rządził jednak kpt. Behrens, zaś dr Sichrawa pomagał cierpiącym, tułaczom i biedocie.

9 września Sichrawa wydał odezwę w sprawie zgłaszania o wolnych kwaterach dla żołnierzy Wehrmachtu. Życie powoli wracało do normalności. Sichrawa apelował o opłacanie prądu, aby uruchomić elektrownię w Nowym Sączu. Kolejne zarządzenia wydawał już Behrens. 14 września wezwał do zgłaszania artykułów opałowych, oświetleniowych oraz żywnościowych. Wkrótce nakazano polskim urzędnikom powrót do pracy.

Zdaniem M. Wintera – Bergmana już na początku okupacji Niemcy rozstrzelali Żydów nad Dunajcem. W swoich wspomnieniach wymienia ich nazwiska, m.in. Freya z Łabowej, członka rodziny Tenzerów z Jagiellońskiej, bracii Buksbaun, bracii Birenbaum i innych. Złapano ok. 100 osób w łapance, ocalało 20. Zanim zabito Żydów, wysłano ich do rozbrajania min i ładunków wybuchowych, kompletnie nie licząc się z ich życiem. Ocalonych 20 przeznaczono do pracy w więzieniu i do innych prac.

Myśmy wówczas nie zdawali sobie sprawy z tego co się tam działo… – pisał Bergman, który osobiście grzebał ofiary egzekucji nad Dunajcem, pierwszych żydowskich męczenników miasta Sącza. Kolejna, podobna łapanka miała miejsce 9 września. Zatrzymano ludzi w bożnicach, a Bergaman szacował, że pogrzebał ok. 50-60 osób. Szojcheci miejscy (rzeźnicy) i gabaj (pomocnik rabina) zostali przywiązani do koni i wleczeni przez Rynek. Inni zmuszani byli do nieludzkich prac. Bergman wspominał, że z grupą Żydów miał wyszorować szczoteczkami do zębów salę przy zborze ewangelickim. Miała niemal 500 m kw. a na pracę przeznaczono im 30 minut czasu… Gdy nie mogli temu zdołać, musieli użyć czapek. Wszystko ku uciesze miejscowych volksdeutschów.

Zaczynało się prześladowanie Żydów. Kolejne rozporządzenia miały na celu najpierw zepchnąć Żydów na margines gospodarczy a potem w ogóle usunąć. Już 21 IX Richard Heydrich (szef Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa III Rzeszy) wystosował do podległych mu dowódców grup operacyjnych tajny dalekopis, w sprawie obchodzenia się z Żydami na terenie Polski, w tym o przesiedlaniu i koncentrowaniu ludności. Padło w nim słowo „cel ostateczny”, czyli eliminacja ludności żydowskiej. Tego samego dnia nakazano tworzyć Judenraty, czyli rady żydowskie praktycznie zależne od Niemców.

Pierwsze żydowskie święta pod okupacją niemiecką to święta Sukkot, czyli szałasów. Stały się zapowiedzią końca religii. Dr Hein, niemiecki naczelnik miasta, osobiście jeździł na koniu i niszczył deptując szałasy jakie robili Żydzi. Wkrótce prześladowania objęły całą ludność. Niemcy włamywali się domów i zabierali mężczyzn do ciężkiej pracy, skąd ci wracali wyczerpani, posiniaczeni i pokrwawieni. Podobnie volksdeutsche i chuligani grabili mienie Żydów, czując się bezkarnymi.

W pierwszy szabas pod okupacją urządzono pokaz na Rynku. Okupanci zebrali Żydów z pejsami i długimi brodami, którzy pozowali do fotografii w pozach karykaturalnych. Potem zdjęcia te pokazano w „Der Sturmer” jako część artykułu „Żydowscy podżegacze wojenni”. Podobną zabawę Niemcy urządzili sobie z bratem ostatniego sądeckiego rabina Herschem Halberstamem. Grupa Żydów stanęła na placu, rabin znajdował się przed nimi. Żydzi oskarżycielskimi gestami wskazywali rabina jako winnego ich losowi. Fotografia również ukazała się w „Der Sturmer”. Podpis zdjęcia wskazywał, że tutejsi Żydzi wystąpili przeciw rabinowi.

17 września Polska została zaatakowana od wschodu przez ZSRR. Ludzie, którzy uciekali na wschód teraz chcieli wrócić do domów. Rozpoczęło się nowe zamieszanie. Tego samego dnia Niemcy zlikwidowali w Nowym Sączu samorząd miejski przejmując pełnię władzy.

Nowy Sącz, marzec 1939. Niezidentyfikowany żołnierz 1 PSP. Fot. ze zbiorów Włodzimierza Waląga

25 września Niemcy aresztowali byłego posła na Sejm RP Jakuba Bodzionego, który pełnił także funkcję kierownika szkoły w Chełmcu. Wypuszczono go z więzienia na początku października. Tymczasem organizowało się powoli podziemie. W Nowym Sączu powstał zespół ludzi, który miał za zadanie stworzyć Nowosądecki Rejon Organizacyjny Organizacji Orła Białego. Na czele grupy patriotów stanął por. inż. Henryk Radosiński.

Powoli życie gospodarcze wracało do normy. Wiemy, że Niemcy nie pozwolili wszystkim przedsiębiorcom otworzyć zakładów. Drukarnia Alojzego Mółki, wydawcy I tomu „Rocznika Sądeckiego”, została zamknięta, a nowoczesny sprzęt wywieziony z Nowego Sącza. Pieniądze traciły na wartości, stąd np. aptekarz Jarosz wydawał chorym tylko te leki, które były refundowane przez Ubezpieczalnię Społeczną. Niemcy w tym czasie aresztowali Stanisława Kordzika, właściciela apteki w dzielnicy kolejowej.

Wrzesień 1939. Oddział niemiecki na ul. Lwowskiej. Fot. Fotopolska.eu

W okresie pierwszych walk szpital sądecki został zamieniony na szpital wojskowo – cywilny, podobnie jak większość szkół. 4 września ewakuowano polski personel lecznicy do Jasła. Po 6 września, przy ul. Śniadeckich, Niemcy otworzyli szpital polowy. Opiekę nad chorymi żołnierzami sprawowali dr Jan Dudziński i dr Jan Słowikowski. We wrześniu 1939 r. Niemcy zastrzelili na podwórzu leczonego tutaj studenta, poszukiwanego przez gestapo. Miało to być ostrzeżenie, że nie będzie zgody na pomoc partyzantom i wrogom III Rzeszy.

Potem, w kolejnych miesiącach sytuacja nowosądeczan się pogarszała, niemal z dnia na dzień. Zaczęła się wojna, która zmieniła i zniszczyła przedwojenny Nowy Sącz.

Łukasz Połomski