Strona główna Wczoraj i dziś

Odjechana historia Nowego Sącza (część I)

Reklama
historia Nowego Sącza Baszta Kowalska
Zrekonstruowany fragment murów z Basztą Kowalską. Nowy Sącz około 1960 r. Fot. PTTK Zakład Wytwórczy Foto-Pam w Jaśle

8 listopada Nowy Sącz świętuje swoje kolejne urodziny. Warto przypomnieć bogatą historię miasta. Aby ułatwić naukę także młodszemu pokoleniu, Autor postarał się o pionierski przekład na język współczesnych nastolatków. Nierozumiejący niektórych fragmentów starsi Czytelnicy proszeni są o ewentualne konsultacje z dziećmi lub wnukami.

Jesienią 1292 roku król Wacław II skrybnął przywilej lokujący Nowy Sącz. Do tej pory była tam wiocha zabita dechami, gdzie psy ogonami wodę piły… Różne rzeczy Król słyszał o tutejszych ziomkach. Tworząc ten dokument dręczyły go srogie rozkminy czy aby mieszkańcy wiochy Kamienica są zdrowi na głowie. Twierdzili, że kiedy przewożono przez wieś obraz, konie się zatrzymały. Dla nich to był cud. Dla Wacka liczył się hajs. Widział worki pieniędzy, które płynęły szlakiem na Węgry.

Niewiele się pomylił. Sądeckie ziomki doskonale wiedziały, jak zgarnąć kasę. Władysław Łokietek w tym czasie zmagał się z buntem wójta Alberta. Nie trudno zgadnąć, że działo się to w Krakowie a w powietrzu gęsto latały maczety. Sądeczanie pomogli Władziowi a ten wydał im pierwszy przywilej handlowy. Ponoć napisał pierwszy hiphopowy utwór z którego zachowało się słynne zdanie: „a wasze imię wierni sądeczanie”. Od tego dnia hajs płynął do miasta tłustymi korytami handlowymi. Zazwyczaj nasi pradziadkowie wiedzieli, gdzie się przylizać, tak żeby było git.

Czasy panowania Piastów i Jagiellonów były okresem rozkwitu. A jak jest dobrobyt to są balety. Królowie mieli rozmach, toteż postawili sobie w mieście imprezownię zwaną zamkiem. Dokonał tego oczywiście znany z grubych melanży Kazimierz Wielki. Jego następcy też robili wypasione w kosmos imprezy. Szczególnie Jagiełło. W 1409 roku rozkminiał na zamku wojnę z Krzyżakami. Od czasu do czasu przychodził też czas na powagę. W Nowym Sączu kształciły się dzieci Kazimierza Jagiellończyka. Psorem w tym przedszkolu był Jan Długosz.

Warto dodać, że mniej więcej w tym czasie jakiś rycerzyna zakopał studnię pod zamkiem bo widział latające czarownice. Co koleś wąchał – do dzisiaj nie wiadomo. Na mieście mówili coś o siarce. Koniec końców parę wieków potem zmontowali mu pomnik. Taki lokalny koloryt. Inny chłopczyna chodził i ponoć rozrzucał monety w nowy rok po rynku. Jak widać imprezy musiały być na bogato.

Kiedy sądeczanie poimprezowali i nachapali się hajsem, nagle zachciało im się uczyć. W 1448 roku stworzono sądecką Kolegiatę, do Nowego Sącza przybywali ówcześni celebryci. Wystarczy nadmienić, że w całej historii na czele Kapituły stało dziewięciu dyrków Uniwersytetu Jagiellońskiego, kilku dziekanów, jacyś prymasi i trochę plebsu. Przy Kolegiacie powstała buda na wypasie, która kształciła na bardzo wysokim levelu. Kujony ze szkoły bujały się po wielu Uniwersytetach w całej Europie. Generalnie było grubo.

Kiedy kopnął w kalendarz ostatni Jagiellończyk, nikt nie przypuszczał że dla Sącza oznacza to game over. Nasi pradziadowie mieli to wiadomo gdzie. Mieszczanie dalej balowali za hajs państwa a tymczasem miasto się staczało. Coraz rzadziej zaglądali tutaj królowie. Jak już byli, to przypadkiem. Ostatnim, jaki odwiedził Nowy Sącz był Jan III Sobieski. Akurat wracał z ustawki spod Wiedniem, którą zresztą wygrał.

Akcje miasta leciały na łeb, na szyje. Jakby było mało pogoda była lipna i w XVII wiek zaznaczył się wielkimi powodziami. Zdrówko też nawalało, co objawiło się epidemiami. Nie ma co ukrywać, na ulicy był przysłowiowy „syf, kiła i mogiła”. Do pieca – dosłownie – dowalili sami sądeczanie, którzy w 1611 roku przypadkiem shajcyli swoje miasto. Przysłowiowym gwoździem do trumny były ustawki międzynarodowe, które nas nie ominęły. Szczególnie do bani był potop szwedzki w 1655 roku. Szwedzi zniszczyli Sącz a jego mieszkańców skroili na gruby hajs. Wpienieni nowosądeczanie, po kilku miesiącach wywalili popaprańców z Sącza. Było generalne bajabongo, bo sądecki gród był pierwszym wolnym miastem w całej Rzeczpospolitej. Był 13 grudnia (przypadek?) 1655 roku.

PIC_2-8598
Fragment dziedzińca nowosądeckiego zamku. Zdjęcie z okresu II Wojny Światowej. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sądeczanie próbowali wielu sposobów aby wygrzebać się z finansowego szamba. Na fali tych zmian pozwolono Żydom zamieszkać w opuszczonych hawirach. Rozwalili swój majdan koło rozlatującej się imprezowni, którą zaczęto nazywać już zamkiem. W zamian za swój kwadrat, Żydzi musieli próbować wyciągnąć miasto z kryzysu. Taki deal.

W 1770 roku Nowy Sącz nastąpiła sroga imba – miasto nagle stało się częścią państwa Habsburgów. Stało się to praktycznie z dnia na dzień toteż szok był duży. Sądeczanie, jak podręcznikowe lemingi, złożyli przysięgę na wierność Marii Teresie, ówczesnej szefowej podwórka. Tymczasem Austriacy obczaili sytuację i na „dzień dobry” zlikwidowali zakony i Kolegiatę. Hajsy pokościelene zabrali do siebie i wyglądało na to, że nie mają się zamiaru niczym z nami dzielić.

Mieszczanie długą będą utrzymywać, że Austriacy to dziady były i popaprańce. Jak jednak było za mateczki Austrii? – już wkrótce.

Łukasz Połomski
Reklama