Strona główna Wczoraj i dziś

Pierwsze dni Niepodległej w naszym mieście

1918 w Nowym Sączu
Ulica Jagiellońska, prawdopodobnie jesień 1918 r. – fot. ze zbiorów rodziny Celewiczów za serwisem sadeckisztetl.com

Pierwsze dni wolności w Nowym Sączu wiązały się ogromnym chaosem, ale jednocześnie z wielką radością. Niespotykana solidarność sądeczan przysłaniała niemal wszystkie negatywne aspekty wydarzeń z 1918 r.

Nowy Sączu wyzwolił się z spod austriackiego zaborcy już 31 października 1918 roku. Należy pamiętać, że mimo iż los Imperium Habsburgów był przesądzony, to nikt nie miał pojęcia co się stanie z ziemiami polskimi, jak będzie wyglądać odrodzona ojczyzna. Każde miasto miało swój ośrodek władzy, który tymczasowo zarządzał administracją i dbał o bezpieczeństwo. Nie inaczej było w Nowym Sączu, dlatego pierwszy premier II Rzeczypospolitej Jędrzej Moraczewski mówił, że w listopadzie 1918 roku istniała nowosądecka republika.

31 października na telefoniczny rozkaz POW w Krakowie, Kawczak objął dowództwo nad oddziałami przejmującymi władzę. Nazywano je milicją wojskową. To ta formacja miała zadbać o bezpieczne ulice w Nowym Sączu, a chaosu nie brakowało. W listopadzie 1918 roku niemal nie doszło do pogromu w dzielnicy żydowskiej, bowiem okoliczni chłopi zjechali do miasta uzbrojeni w widły i kosy, aby wymierzyć Żydom sprawiedliwość za rzekome spekulacje. Tylko dzięki sprawnej akcji Kawczaka i milicji uniknięto tragedii. Żydzi czuli się jednak na tyle zagrożeni, że nawet powołali własną milicję obywatelską.

Faktycznie, w mieście pojawili się spekulanci, a ceny osiągały astronomiczne kwoty. Kostka smalcu była droższa od najlepszych butów w mieście! Wynikało to z faktu, że aprowizacja dla Nowego Sącza była ciągle niepewna. Nie przypuszczano, że sytuacja utrzyma się jeszcze długie miesiące, a drożyzna będzie największym problemem życia codziennego w pierwszych latach odrodzonej Rzeczypospolitej.

Tymczasem sądeczanie masowo udawali się na dworzec kolejowy, aby żegnać tłumy żołnierzy i urzędników zaborczych. Panowała atmosfera wielkiej radości, bowiem oni – podobnie jak Polacy – wracali do odrodzonych Czech, Węgier, czy Austrii. To było symboliczne rozstanie się z autonomią galicyjską.

Administracja wolnego Nowego Sącza cały czas się wzmacniała. Na drugi dzień po wyzwoleniu, 1 listopada, pod krzyżem powstańców z 1863 r. młodzież zaangażowana w POW odbyła ślubowanie. Chłopcy ochoczo przystąpili do rozbrajania resztek austriackich żołnierzy. W dniu Wszystkich Świętych, POW razem z milicją, zajęła Dom Robotniczy, resztę urzędów, a także składy broni.

Kolejny dzień, 2 listopada 1918 roku, był również ważny. Bohaterem tego dnia był ratusz, bowiem tam, w głównej sali odbyło się uroczyste ślubowanie milicji wojskowej na ręce PKL. Tego dnia kolejowa POW zajęła starostwo i pocztę. Powołano uroczyście Tymczasową Powiatową Komisję Likwidacyjną, której przewodniczył Henryk Suchanek (naczelnik Warsztatów Kolejowych), a major Trzciński objął wojskową komendę miasta. Potem na czele PKL stał Władysław Barbacki.

W mieście ciągle stacjonowało wojsko. W Szkole Żeńskiej im. św. Jadwigi znajdowali się jeszcze żołnierze z 10 pp, przede wszystkim Ukraińcy. W tym czasie zaczynała się walka o wschodnią granicę, dlatego postanowiono ich internować, a akcją otoczenia pułku dowodził Pieracki. Na kilka tygodni uwięziono niemal pół tysiąca osób. Niektórzy wyszli z miasta, ale musieli oddać broń i mundury. Część internowanych uciekła, ale i tak zostali złapani przed Grybowem. Członkowie POW zaczęli przeszukiwać mieszkających jeszcze w mieście oficerów austriackich, którzy byli znani z łapownictwa. Kapitanowi Walterowi skonfiskowano stos futer, biżuterię, bieliznę i broń. Wszystko złożono do depozytu w ratuszu.

Pocztówka patriotyczna z początku XX w. Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

Sytuacja na wschodniej granicy była coraz gorętsza, dlatego Milicja została przemianowana na Kompanię Powiatową i znalazła się w składzie 20 pp. Od 2 listopada, po napaści Ukraińców na Lwów, do Nowego Sącza przychodziły telegramy z prośbą o wojskową pomoc. Ochotników w naszym mieście nigdy nie brakowało! Na ich czele (głównie milicjantów) stanął por. Franciszek Kicka. Wyruszyli w kierunku Sanoka, niestety niemal wszyscy polegli. Major Trzciński organizował w tym czasie jednostkę wojskową złożoną z młodzieży POW. Niestety chłopcy mieli poniżej 16 roku życia, dlatego nie mogli wyjechać na front. Polak jednak potrafi i tak skutecznie obchodzono wymogi rekrutacyjne, że z Nowego Sącza wysłano do Lwowa dwie kompanie po 200 ludzi. Zdobytej w październiku wolności nie oddaliśmy tak łatwo.

11 listopada o godz. 8:00 odbyło się nabożeństwo za wolną Ojczyznę. Uroczyście odśpiewano „Boże coś Polskę”, tym razem zakończone zwrotem „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. Ludzie płakali nie wierząc w to, że jest wymarzona wolność… Na bramie I Gimnazjum obchodzącego 100 lat uroczyście odsłonięto Białego Orła, dokładnie w miejscu gdzie wisiał dwugłowy. Kilka dni później wrócił do Nowego Sącza 20 Pułk Piechoty, już nie jako „galicyjski”, ale „polski”. To z tej formacji zrodzi się 1 Pułk Strzelców Podhalańskich.

Dopiero 29 XI zakończyła się samozwańcza władza PKL w Nowym Sączu. Władze centralne mianowały prawowity zarząd miasta oraz powiatu. Jan Krupa napisał o Nowym Sączu w dniach 31 X – 29 XI 1918 r.: Tak – istotnie była to republika poczęta ze wspólnej i ofiarnej pracy wszystkich obywateli, którzy potrafili zapomnieć o tym, co ich dzieli, i potrafili wziąć na swoje barki odpowiedzialność za jutro.

Takiego Sącza życzmy sobie na kolejne 100 lat!

Łukasz Połomski

Reklama