Strona główna Wczoraj i dziś

Początek wojny w Nowym Sączu

PIC_2-8599a
Dziedziniec nowosądeckiego zamku. Mogiły żołnierzy niemieckich poległych w okolicach miasta we wrześniu 1939 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

6 września 1939 roku Nowy Sącz zajęły oddziały niemieckie. Przez most heleński do miasta wkroczyli oficerowie i zwykli żołnierze. Zaczęła się ciemna karta w historii naszego miasta – ponad pięcioletnia okupacja.

Wojna zawsze niosła ze sobą chaos. Nie inaczej było 76 lat temu. W wielkim zamieszaniu zanikały normy moralne a człowiek myślał tylko o tym, jak przeżyć i uciec od piekła, jakie przybywało z za zachodniej granicy. Wspominano I wojnę światową i łudzono się, że Niemcy to naród, który tworzył kulturę europejską. Nie mógł dopuścić się zatem bezprawnych aktów przemocy.

Początek II wojny poprzedzony został szeroko zakrojoną propagandą antyniemiecką. Na długo przed 1939 rokiem w mieście bojkotowano towary niemieckie. W sierpniu 1939 roku, przy kościele ewangelickim, znaleziono swastyki i broń. Nie zwiastowało to niczego dobrego. Młodzież, która miała niemieckie korzenie często utożsamiała się z hitleryzmem. Doprowadziła do wysadzenia mostów kolejowych i niszczenia infrastruktury drogowej. Ich dywersyjne działania intensyfikowały się przed 1 września.

Już od końca sierpnia wśród ludności sądeckiej widoczna była panika i chaos. Sądeczanie, którzy do tej pory stanowili w miarę zgodną jedność, zaczynali się dzielić na narodowości. Zanim Niemcy pojawili się w mieście, można było dostrzec klarowanie się „hierarchii narodów”. Niestety, wszystko kreowały stereotypy i domniemania. Ewangelik równał się hitlerowiec, Łemko to potencjalny zdrajca sowiecki a Żyd to ofiara, na której można było zarobić.

Zaostrzenie stosunków narodowościowych było widoczne gołym okiem, w życiu codziennym. Na dwa tygodnie przed wojną Żydówka z Naściszowej na Rynku nowosądeckim w czasie targu, podczas kłótni z kobietą krzyczała: „Wy i tak tu nie będziecie, bo wam Hitler da w dupę i wszyscy pójdziemy z Polski!”. Co prawda została skazana na kilka dni więzienia za obrazę Polaków ale miała rację – od końca sierpnia rozpoczyna się masowy exodus ludności polskiej i żydowskiej, bowiem one głównie zamieszkiwały miasto.

Kierunkiem podróży był wschód, który do 17 września wydawał się bezpieczny. Ucieczka odbywała się najczęściej bez planu, byle na wschód. Ci, którzy nie chcieli udawać się tak daleko, uciekali do mniejszych miast i pobliskich wiosek. Tak uciekała rodzina Korblów z ulicy Wałowej. Głowa rodziny, Mojżesz nie przewidywał długiego pobytu poza miastem, bowiem był przekonany, że wojna potrwa kilka tygodni i wróci z rodziną do swojego domu. Nie zabierał ze sobą wiele rzeczy, pozostawił swoją winiarnię, tak jakby miał do niej wkrótce wrócić. Pojawił się w niej dopiero w 1945 roku.

PIC_2-5891
Cmentarz ewangelicki w Nowym Sączu, listopad 1939 r. Demonstracyjny pogrzeb volksdeutschów – dywersantów, aresztowanych przez polski kontrwywiad pod koniec sierpnia 1939 i rozstrzelanych 8 września 1939 pod Baranowem Sandomierskim. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Tymczasem na wsiach panował niezmącony spokój. Wojna wydawała się czymś odległym, egzotycznym. Mieszkańcy wiosek wojnę widzieli jedynie w postaci latających samolotów. Zamiast budzić przerażenie i strach, aeroplany fascynowały ludność zamieszkałą na wsi.

Od 30 sierpnia 1939 roku z Nowego Sącza datuje się większe, masowe ucieczki na wschód. Trochę niepotrzebnej paniki wzbudziły słowa kpt. Franciszka Czerwińskiego, który na zebraniu Komitetów Dzielnicowych oświadczył, że przewiduje pozostawienie miasta bez obrony. Takie słowa nie były potrzebne w tych dniach.

1 września do Nowego Sącza, na cotygodniowy targ przyjechali chłopi. Kiedy dowiedzieli się o wybuchu wojny, próbowali zawracać furmankami. Doprowadziło to do paraliżu komunikacyjnego – jedni chcieli jechać do domów, inni uciekali, a z zachodu przybywały rzesze uciekinierów. W kolejnych dniach przez miasto ciągnęły tłumy uciekających przed hitlerowcami. Potrzebujących wspomagało lokalne PCK, harcerze i Komitety Dzielnicowe. Wszyscy stanęli na wysokości zadania. Także zwykli mieszkańcy dzielili się z uciekinierami najbardziej potrzebnymi towarami, jak chlebem czy wodą. Przy okazji uciekinierzy opowiadali o niemieckich zbrodniach. Panika rosła.

Oddziały słowackie i niemieckie granicę państwową przekroczyły już 1 września. Wtedy zginęła też pierwsza ofiara wojny na Sądecczyźnie – strażnik graniczny. Był to piątek a więc tak jak do dziś, dzień targowy. Wówczas w Nowym Sączu tylko Żydzi masowo wykupywali jaja, masło, zboże, warzywa a także owoce. Być może przewidywali nadchodzące ciężkie czasy. W Nowym Sączu zapanował popłoch i niepewność związana ze zmianami na froncie. Rabunki, spekulacja, ale i solidarność stały się elementem życia codziennego aż do 1945 roku. Drogi wyjazdowe z miasta, po 1 września nie były przejezdne bo wszyscy uciekali. 5 września koleją wyjechali urzędnicy.

początek wojny w Nowym Sączu - wkroczenie wojska do miasta 1939
Wrzesień 1939, Niemcy wkraczają do Nowego Sącza. Fotografia ze zbiorów Jakuba Muellera (Millera) przekazana do Instytutu Yad Vashem. Fot. Yad Vashem Photo Archive

Tego samego dnia, 14 Armia niemiecka wkroczyła na Ziemie Sądecką, a 6 września 1939 r. do stolicy Sądecczyzny. Nowy Sącz został stolicą starostwa i częścią Generalnej Guberni. Na początku września miasto było bombardowane, niszczono infrastrukturę kolejową. Nie wyglądało najlepiej wizualnie. Również rosnące ceny nie zapowiadały niczego dobrego.

Już w środę 6 września zaczęły się pobicia, aresztowania i wysyłanie do przymusowej pracy. Początkowo dotyczyło to ludności żydowskiej a wkrótce całej społeczności miasta. Dla wielu nowosądeczan rozpoczynał się czas apokalipsy. Jej dopełnieniem było przybycie do miasta Heinricha Hamanna, osławionego kata Nowego Sącza i szefa tutejszego gestapo.

Łukasz Połomski
Reklama