Strona główna Wczoraj i dziś

Spacery z historią. Przedwojenni Żydzi sądeccy (cz. 1)

wnętrze synagogi w Nowym Sączu - żydzi sądeccy
Na pierwszy spacer śladami sądeckich Żydów zaprosiła mieszkańców miasta w minioną niedzielę Fundacja Nomina Rosae.
Fot. Maria Molenda

Czy cadyk Halberstam pijał piwo w szynku? Gdzie przed wojną mieścił się targ gęsi? Gdzie mieszkali najbogatsi żydowscy mieszczanie? Pasjonaci historii Nowego Sącza zaprosili mieszkańców na pierwszy spacer szlakiem Żydów sądeckich. Tym razem historie dotyczyły okresu międzywojennego. Organizatorem wydarzenia był „Sądecki sztetl” działający w ramach fundacji Nomina Rosae.

W minioną niedzielę (11 maja) uczestnicy spaceru wysłuchali historii sądeckiej synagogi, zbudowanej pod koniec XVIII wieku. Początkowo, po zezwoleniu na osadnictwo w mieście (w 1673 r.) Żydzi posiadali swoją bożnicę prawdopodobnie na zamku sądeckim. Jednak to synagoga stała się symbolem kultury i religii żydowskiej w mieście. Jak mówiła popularna wśród samych Żydów plotka, jej powstanie można było zawdzięczać samej cesarzowej Marii Teresie. Zanim powstał budynek, wyznawcy religii mojżeszowej musieli uzyskać

zgody instytucji kościelnych. Decyzja o budowie synagogi zaznaczała, że nie może to być budynek wyższy od chrześcijańskich świątyń w mieście. Tak też się stało. Wybudowana w stylu mauretańskim, stała się centrum życia religijnego aż do 1939 r.

Co ciekawe jedyne przedstawienie jej wnętrza zachowało się dzięki rysunkowi samego Stanisława Wyspiańskiego, który gościł w jej wnętrzu. Zilustrował m.in. bimę, czyli podwyższenie na którym odczytywano święte księgi. Według relacji pamiętających jej wnętrze sądeckich Żydów, w synagodze znajdowały się ławki, być może nawet freski z scenami biblijnymi a na środku wisiał ogromny żyrandol zrabowany przez okupanta. Uczestnicy spaceru mogli także zobaczyć babiniec, który znajdował się za widocznymi do dziś kratami nad wejściem na salę główną. Jak sama nazwa mówi, mogły tam modlić się kobiety, które nie miały wstępu na salę.

W przedsionku uczestnicy spaceru dowiedzieli się m.in. o obrzędowości Żydów nowosądeckich. Mało kto pamięta, że przed wejściem do synagogi pod baldachimem odbywały się śluby. Zainteresowanie sądeczan wzbudziły zdjęcia z wesela córki bobowskiego cadyka, które znajdują się nad gablotami. Żydzi, którzy przebrali się na tą okazję w stroje góralskie, w owym czasie wzbudzili sensację nie tylko w Bobowej ale w całym kraju.

Tu modlili się Żydzi sądeccy - wnętrze synagogi
Łukasz Połomski opowiada zgromadzonym kilkudziesięciu sądeczanom o przedwojennych mieszkańcach miasta
Fot. Maria Molenda/ Nomina Rosae

Na ekspozycji stałej poświęconej Żydom, bogato przedstawione są także elementy związane z świętami żydowskimi. Część z świąt dzięki Fundacji Nomina Rosae, Muzeum Okręgowemu w Nowym Sączu i Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej przedstawiliśmy w tym roku. W synagodze znajduje się m.in. Księga Estery czytana w Purim, czy naczynia pesachowe używane w czasie tego święta, podczas uroczystej wieczerzy zwanej sederem.

Etapem kończącym część religijną spaceru była wizyta na ulicy Piotra Skargi. Tuż za synagogą mieścił się najstarszy w mieście cmentarz żydowski, o jakim pisaliśmy ostatnio. W murku wiodącym pod kasztanami znajduje się najstarsza macewa (nagrobek) na Sądecczyźnie, pochodząca z XV wieku. U zbiegu ulicy Tarnowskiej i Kazimierza Wielkiego znajdował się zaś plac gęsi. Było to popularne miejsce handlu w mieście.

Pod samym zamkiem znajdowała się zaś osobna dzielnica zwana podzamczem. Tutaj na kilku nie istniejących dzisiaj ulicach (m.in. Rzeźnicza, Legionów) mieszkali bardzo znani Żydzi. Jednym z nich był dr Herman Reiss, który słynął z tego, że na początku XX wieku uratował całą dzielnicę żydowską od epidemii czerwonki. Cieszył się dobrą opinią wśród wszystkich nowosądeczan bowiem pomagał za darmo ubogim chorym.

Istotnym elementem podzamcza były mykwy, czyli łaźnie żydowskie. Budynki te były przeznaczone do rytualnych żydowskich oczyszczeni przed świętami i modlitwami. Pod sądeckim zamkiem znajdowały się dwa takie mykwy – jedna dla postępowych Żydów i druga dla ortodoksyjnych Chasydów. Do nich chodził m.in. sam cadyk Chaim Halberstam. W czasie żydowskich świąt myło się w nich nawet kilka tysięcy osób!

To co mieściło się nad zamkiem, już wkrótce w kolejnej części.

Łukasz Połomski