Strona główna Wczoraj i dziś

Roman Sichrawa – prezydent z pasją

Nowosądecki Rynek na przełomie lat 30. i 40. Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

Józef Bieniek napisał o nim: „Lord znad Dunajca”. W tym określeniu Regionalista miał sporo racji, bowiem Roman Sichrawa był człowiekiem niezwykłym. W dziejach miasta, nigdy wcześniej i potem, nie było burmistrza i prezydenta cieszącego się tak wielkim szacunkiem.

Postać burmistrza została przypomniana kilka tygodni temu w smutnych okolicznościach. Okazało się, że grobowiec Sichrawy na nowosądeckim cmentarzu jest w bardzo złym stanie. Jesteśmy zobowiązani zadbać o to miejsce. I to jak najszybciej!

Roman Sichrawa
Roman Sichrawa, prezydent Nowego Sącza. Fotografia portretowa. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sichrawa urodził się 22 lipca 1869 roku w Myślenicach. W Tarnowie ukończył Gimnazjum im. Brodzińskiego, a potem prawo i administrację na UJ w Krakowie (1895 r.). Tego samego dnia, kiedy złożył egzaminy doktorskie, wziął ślub z Anną Benoni. Rok potem mieszkał już w Nowym Sączu, gdzie młodemu małżeństwu urodziła się córka – Stefania – Romana. Później została nauczycielką i pisarką, ale to temat na osobną opowieść. Rodzina zamieszkała w Rynku 10, a początkujący adwokat szybko zaczął angażować się w działalność wielu instytucji i samorządu. Nieprzychylna mu prasa sugerowała, że dom w Rynku przejął wskutek przekrętów, co jednak nie było prawdą. Zapłacił za niego kolosalną sumę ponad 50 tys. koron!

Na początku Sichrawa zaangażował się w działalność „Sokoła”, który w mieście stawiał pierwsze kroki. Adwokat aktywizował sekcję cyklistów, był jej kierownikiem. Z „Sokołem” związał się do końca życia. W 1898 r. współtworzył w mieście Uniwersytet Ludowy, a w 1903 r. Towarzystwo Pomocy Przemysłowej, którego potem został prezesem. A jakby tego było mało, w 1906 roku był współzałożycielem Towarzystwa Tatrzańskiego „Beskid”. W 1907 r. zaczął pracować jako radny w ratuszu, gdzie związał się z miejscowymi konserwatystami, ale był daleki od nacjonalizmu i endecji.

Po wybuchu I wojny światowej burmistrz Barbacki ewakuował się z miasta. Stąd, 19 listopada 1914 roku, Sichrawa, jako radny z najdłuższym stażem, z niesmakiem oddawał klucze miasta w rosyjskie ręce. Trzy tygodnie później uradowany witał Józefa Piłsudskiego z legionistami.

1934 rok. Wizytacja kanoniczna biskupa tarnowskiego Franciszka Lisowskiego. Prezydent Roman Sichrawa (stoi bokiem drugi z prawej) wita ks. biskupa Franciszka Lisowskiego (stoi bokiem drugi z lewej). Ulica Kościelna (dziś Wyszyńskiego), w głębi kościół farny. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W 1919 roku został zastępcą burmistrza Wiktora Oleksego, nie rezygnując z aktywności społecznej. Był wielkim patriotą, czego dowodzi fakt, że podczas wojny z bolszewikami 50 – letni Sichrawa zgłosił się do wyjazdu na front! Szczęściem dla miasta wybito mu to z głowy, ale na wojnę wysłał syna Mieczysława (ur. 1898 r.).

Od 1920 roku Sichrawa pełnił funkcję prezesa klubu sportowego „Sandecja”. To kolejna instytucja, której oddał życie i całą swoją pasję. W mieście każdy wiedział, że sam nigdy nie zabiegał o urzędy. Trzeba było go na nie „wepchać”, był wzorem skromności. Wiedział, że ogrom obowiązków, a także postępujący wiek zmusi go do oddania kancelarii adwokackiej kolejnym pokoleniom. Wysłał więc na studia prawnicze swojego kolejnego syna Kazimierza, który w mieście słynął z hulaszczego trybu życia – delikatnie rzecz ujmując.

W 1925 roku Roman Sichrawa został najpierw Komisarzem Rządowym dla miasta, a od 1927 roku burmistrzem. Urząd pełnił do 1934 roku, kiedy sam, zmęczony i schorowany zrezygnował z funkcji. W latach 1921 – 1931 urzędował także jako prezes „Sokoła”. Angażował się w wiele komitetów: Towarzystwo Kasynowe, Kasę Oszczędności, zabiegał o odbudowę twierdzy Jagiellonów, wchodząc w skład Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego. Jako wybitny mówca i włodarz miasta witał Marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego i prof. Ignacego Mościckiego, Prezydenta RP. Nigdy nie zabiegał o pieniądze, a wyjeżdżający na urlop, nie dość, że nie prosił o zapomogę, to jeszcze ofiarował całą swoją miesięczną pensję na fundusz bezrobocia.

Marzec 1933. Obrady sejmiku młodej wsi Podhala w Nowym Sączu. Fotografia grupowa uczestników sejmiku. Widoczni m.in.: wojewoda krakowski Mikołaj Kwaśniewski (siedzi w drugim rzędzie 10. z lewej), starosta nowosądecki Maciej Łach (8. z lewej), prezydent Nowego Sącza Roman Sichrawa (12. z lewej. zbliżenie fotografii w ramce). Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

We wrześniu 1939 roku objął ponownie urząd włodarza miasta, tym razem jako jego prezydent. Zastąpił rezygnującego z funkcji Stanisława Nowakowskiego, który był zmęczony i wystraszony nadciągającą okupacją. W praktyce Nowym Sączem rządził kpt. Behrens, a dr Sichrawa od 9 września stał na czele Komisarycznego Zarządu Miasta. W październiku, Stadtkomissarem został Niemiec, dr Hein, a sądecki adwokat był jego zastępcą. Wtedy to, w grudniu 1939 r., 10 razy wpisał na listę straceńców własne nazwisko, przechodząc do historii miasta. Według relacji Zofii Rysiówny, Hein z uznaniem patrzył na ten heroiczny czyn.

W kamienicy Sichrawy w czasie okupacji działał „Komitet Pomocy Uchodźcom”, w który zaangażowała się elita miasta, razem z duchowieństwem. Komitet pomagał nie tytko w przerzutach uchodźców, dostarczaniu leków do getta, ale także w pomocy więźniom oraz przekazywaniu informacji zagranicę. W kwietniu 1941 roku siostry Stefaniszyn – łączniczki i sekretarki Sichrawy – zostały zesłane do Ravensbruck (przeżyły wojnę). Krótko po tym wydarzeniu ktoś wsypał Kazimierza Sichrawę, wywieziono go do Auschwitz, skąd powrócił po wojnie. 13 lutego 1942 r. zmarła córka burmistrza Stefania Romana Bilińska. To był ciężki czas, w którym nasz bohater nie poddawał się, pracując dla społeczeństwa.

Grobowiec prezydenta Sichrawy na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Rejtana w Nowym Sączu. Fot. Damian Radziak

Tuż po zakończeniu okupacji, przyjął jeszcze tytuł prezydenta miasta, nieświadomy, co niesie nowa władza. Był to jednak ostatni etap jego działalności społecznej, bowiem zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 13 kwietnia 1945 roku. Spoczął na miejscowym cmentarzu.

Łukasz Połomski