Strona główna Wczoraj i dziś

Sącz w obiektywie Stanisława Wajnikonisa – 1965 rok

Stanisław Wajnikonis, do dziś mieszkający w Łodzi, pasję fotografowania przejął od ojca, Romana Wajnikonisa, adwokata, który pozostawił po sobie mnóstwo zdjęć międzywojennej Polski. Również on przez większą część życia podróżował po kraju i robił fotografie. W Nowym Sączu był co najmniej dwukrotnie, w 1955 roku i dziesięć lat później, w 1965.

waj1965_2
Rynek Nowego Sącza 1965 rok. Fot. Stanisław Wajnikonis

Dziś kilka zdjęć z tej drugiej podróży. – Tata zawsze miał w sobie pasję fotografa-podróżnika. Zaraz po wojnie, w latach czterdziestych, każdą wolną chwilę spędzał na Mazurach – przetransportowywał pociągiem zaprojektowany przez siebie i zrobiony przez siebie jachcik o imieniu Skrzat i na nim pływał po jeziorach. Później zaprojektował żaglówkę W-5 i też sam ją zrobił. Sam również zbudował samochód – wspomina Justyna Wajnikonis – Maciejewska, córka Stanisława Wajnikonisa, która prowadzi stronę Albumy z niepublikowanymi skanami i zamieszcza tam dawne fotografie Ojca.

Pan Stanisław, inżynier, postanowił zbudować samochód aby wygodniej i sprawniej podróżować po Polsce. I zaczął to robić w 1958 roku, mając do dyspozycji używanego wcześniej poniemieckiego Adlera. Jak opowiada Justyna Wajnikonis – Maciejewska, sporządził makietę w skali 1:1, będącą konstrukcją z listewek i desek. Przerwy pomiędzy listewkami i deskami uszczelnił papierem, na który położył warstwę z gliny. Po wyschnięciu glinę wymodelował, położył na nią warstwę gipsu z kredą, a na niej zaczął kleić nadwozie samochodu.

Do sporządzenia nadwozia wykorzystał papier światłoczuły – pocięty na wąskie paski naklejany był warstwa po warstwie na sporządzoną makietę. Nie było w tym czasie żywic, do spojenia wykorzystany był klej. Po całkowitym wyschnięciu i po usunięciu spodnich warstw desek, sklejek, gliny i gipsu – pozostała karoseria, która została dodatkowo od środka i na zewnątrz posmarowana mieszanką polistyrenu i tri, na co położona została warstwa tkaniny. Po całkowitym wyschnięciu nałożona została cieniutka druga warstwa polistyrenu z tri, po czym całość została pomalowana i zamocowana na podwoziu Adlera.

I właśnie to auto widzimy na znakomicie oddającej ducha lat 60. fotografii sprzed nowosądeckiego ratusza. Rodzina Wajnikonisów była wtedy na wakacjach na południu Polski i zwiedzała m.in. Kraków, Ojców i Jezioro Rożnowskie.

Sącz w obiektywie Wajnikonisa
Fragment rynku w Nowym Sączu, 1965 rok Fot. Stanisław Wajnikonis

Podróżowali tym dość egzotycznym autem, sypiając w namiotach i gotując posiłki na małej kuchence. – Obiady od czasu do czasu w barze mlecznym zdawały się nam królewskimi posiłkami – śmieje się pani Justyna.

Przy okazji powyższej fotografii warto zwrócić uwagę na rynek wyłożony kamieniami. Zdjęcie jest z lata 1965 roku, dopiero rok później rozpocznie się remont płyty rynku i zamiana na istniejącą do dziś nawierzchnię z płyt granitowych i betonowych.

Wkrótce kilka fotografii z wcześniejszej wizyty Stanisława Wajnikonisa w Nowym Sączu, w 1955 roku.

(z)

sącz w obiektywie Stanisława Wajnikonisa
Widok na kościół św. Małgorzaty i ulicę Kościelną (dziś Wyszyńskiego), 1965 rok Fot. Stanisław Wajnikonis