Strona główna Wczoraj i dziś

Przedwojenny sądecki „piłkarski poker”

Reklama
Sandecja Nowy Sącz zdjęcie grupowe 1937 NAC
Fotografia z Ilustrowane Kuriera Codziennego z 1937 roku. Fotografia grupowa zawodników. Stoją od lewej: Nowakowski, Holba, Chmielarski, Samoder, Pattak, A. Łukasik, Urban, K. Łukasik, Swierzb, Kippel, kierownik sekcji Jurkowski. Siedzą: Hubert, Iwański, Anzel. Fot. NAC Narodowe Archiwum Cyfrowe

Począwszy od czasów starożytnych Greków po najbliższą nam współczesność, wszelkie sportowe zmagania rodziły wiele emocji. Towarzyszące temu zasady „fair play” często schodziły na drugi plan. Nie inaczej było w przedwojennym Nowym Sączu. Wśród wielu dyscyplin sportowych Sądeczanie, co rzecz jasna, najbardziej upodobali sobie zmagania piłkarskie. Oczkiem w głowie sądeckich kibiców był w tym czasie kolejarsko-robotniczy zespół „Sandecji”.

Podobnie jak dziś, historia przedwojennej polskiej piłki nożnej jest bogata w obyczajowe skandale, korupcyjne afery, nadużycia i liczne występki bardziej krewkich kibiców obserwujących z trybun zmagania swoich ulubieńców. Ta szara strefa polskiego piłkarstwa również nie ominęła naszego miasta w latach międzywojennych.

Już na początku lat dwudziestych „Przegląd Sportowy” donosił o licznych nieprawidłowościach regularnie pojawiających się podczas „piłkarskich matchów” rozgrywanych w Nowym Sączu. Nie rzadko dochodziło do sytuacji, w których piłkarze nie godząc się z decyzją sędziów ostentacyjnie opuszczali boisko. Tak w 1921 r. postąpili gracze „Beskidu”, którzy dopuścili się tego nietaktu po stracie piątej bramki dowodząc że została zdobyta z pozycji spalonej.

Z kolei wielki niesmak pozostawiła wizyta piłkarzy Czarnych Jasło, którzy w mocno osłabionym składzie podjęli „Sandecję”. Sporą przykrością było żądanie jasielskich działaczy odszkodowań za sam przyjazd, a już skandalem nie pojawienie się na murawie po zakończeniu pierwszej połowy przy stanie 2:2.

Rok później podobnie postąpili piłkarze Sandecji w meczu z wojskowymi z 1psp. Wówczas obecny korespondent „Przeglądu Sportowego” zanotował „Może by Krakowski Związek Okręgowy Piłki Nożnej otoczył większą opieką miasto N. Sącz. Nie tylko gracze, ale i publiczność zachowuje się tutaj niemożliwie!”.

Również młodym piłkarzom „Beskidu” zdarzało się zbłądzić. Podczas pokazowego meczu w Krynicy w 1923 r. nowosądeccy gracze raczyli się wysokoprocentowymi napojami wyskokowymi, paląc papierosy i „obrzucając obelżywymi wykrzyknikami sędziego oraz przeciwników”.

Jednak obok wątków obyczajowych największym skandalem lat dwudziestych piłkarskiego Nowego Sącza okazała się w 1928 r. sprawa utraty boiska przez Sandecję przy ul. Sienkiewicza. Teren gdzie znajdowało się boisko był wydzierżawiony od Banku Robotniczego. Po wypowiedzeniu dzierżawy przez właściciela, został on przekazany innemu dzierżawcy który odmówił działaczom Sandecji dalszej współpracy, najzwyczajniej w świecie sadząc w tym miejscu ziemniaki.

Kolejna dekada obfitowała w liczne sportowe ekscesy natury obyczajowej, głównie z udziałem krewkich piłkarskich kibiców. Na pięknym nowo wybudowanym stadionie „Sandecji” za Warsztatami Kolejowymi bardzo często emocje sięgały zenitu. W odczuciu kibiców, ich „pupile” musieli zawsze wygrywać. Nie było zmiłuj! Toteż czasem sędziego przed linczem musiała ratować policja, nierzadko przyjezdni gracze po strzeleniu bramki Sandecji ku niezadowoleniu miejscowych musieli stoczyć prawdziwą bitwę z uzbrojonymi w … parasole i laski rozwścieczonymi sądeckimi kibicami, czy też jak gracze Jutrzenki Tarnów opuścić boisko i samo miasto pod eskortą policji!

przedwojenny stadion Sandecji
Nieistniejący stadion Sandecji za Warsztatami Kolejowymi (dzisiejszy obszar osiedla „Błonie”) z piękną drewnianą zadaszoną trybuną. Fot. archiwum

O niezbyt dobrym wyrobieniu sportowym sądeckiej publiczności świadczą dalsze podtytuły prasowe tamtego okresu „Znowu bójka w Nowym Sączu”, „Łobuzeria hula na boiskach”, „Sukces paryski i wstyd nowosądecki”. Również samym zawodnikom i działaczom często puszczały nerwy. Nie raz dochodziło do przepychanek pomiędzy ławkami trenerskimi drużyn gospodarzy i gości.

Wiosną 1938 r. wielką sensacje w sądeckim świecie sportowym wywołał fakt przejścia z judaizmu na katolicyzm znanego i bramkostrzelnego napastnika Sandecji, Samuela Kippla, który jesienią tego samego roku stał się jednym z głównych bohaterów największej sportowej korupcyjnej afery międzywojennego Nowego Sącza. W tym roku dwie drużyny walczące o awans do ligi okręgowej, Sandecja oraz TS Mościce, zostały posądzone o dokonanie przekupstwa drużyny krakowskiego „Kabla” w celu uzyskania jej zwycięstwa nad swoim konkurentem. I rzeczywiście, drużyna „Kabla” przegrała z Mościcami, w dodatku pokonała w bezpośrednim meczu Sandecję, która złożyła protest przeciwko zespołowi z Mościc za „niedozwolone zdopingowanie drużyny Kabla przez działaczy z Mościc”. Śledztwo Wydziału Dyscypliny KOZPN wykazało że to działacze Sandecji dopuścili się skorumpowania graczy krakowskiego zespołu, by ci wygrali swoje spotkanie z Mościcami. Dożywotnią dyskwalifikacją na działalność we wszystkich gałęziach sportu został ukarany członek zarządu Sandecji Władysław Nosal, a z pięcioletnią dyskwalifikacją musiał się pogodzić wspomniany Kippel. Oprócz kar personalnych, klub musiał zapłacić grzywnę w wysokości… 150 zł. Cała afera była szeroko opisywana na łamach prasy nie tylko regionalnej lecz również ogólnokrajowej. Według opinii postronnych obserwatorów sądeccy działacze zostali niesłusznie osądzeni i ukarani. Dziś już nie jesteśmy w stanie zweryfikować gdzie tak naprawdę kto zawinił.

Czasy się zmieniają, jednak cała wciąż niezmienna od dekad pozasportowa otoczka towarzysząca piłkarskim meczom i funkcjonowania klubów sportowych po dziś dzień ma się wciąż bardzo dobrze. Zmieniły się cele oraz idee temu towarzyszące, jednak metody wciąż pozostały takie same, a minęło już przecież tyle lat…

Piotr Kazana, student historii na Uniwersytecie Rzeszowskim w Rzeszowie
Reklama