Strona główna Wczoraj i dziś

Sądeckie Państwo Podziemne 1863

Pomnik powstańców z 1831 i 1863 roku na cmentarzu komunalnym przy ul. Rejtana w Nowym Sączu. Fot. Janusz Miczek / Twój Sącz

Powstanie styczniowe przyciągnęło wielu sądeczan. Ci, którzy nie mogli chwycić za broń, zdecydowali się wspierać walczących i przekonywać do wspierania innych. Państwo podziemne z 1863 r. jest fenomenem, to pierwsza taka organizacja na Ziemi Sądeckiej. Jej stolicą był Nowy Sącz.

Sądecką Ławę (jedną z siedmiu w Galicji) utworzono w listopadzie 1862 r. Cały czas czekano na rozwój wydarzeń w zaborze rosyjskim, aby sytuacja nie była zaskoczeniem.

Aktywności członków Ławy kierowały się w kilka punktów. Zasadniczym, przynajmniej na początku, był werbunek do wojska. Odbywał się on w nielegalnych biurach w Nowym Sączu, Grybowie i Starym Sączu. Ludwik Kubala, który stworzył sądecką Ławę, przekonał do nie kilku wybitnych obywateli Sądecczyzny: Zygmunta Marszałkowicza, Marcelego Żuk-Skarszewskiego, Konstantego Fihausera, Antoniego Głębockiego, Konstantego Krobickiego, Józefa Kołodzińskiego i Jana Szalaya. Byli oni ludźmi wpływowymi i zamożnymi, co znacząco ułatwiało działania podziemia. Warto odnotować, że wyżej wymienieni Panowie to weterani powstania chochołowskiego i ruchów związanych z Wiosną Ludów w 1848 r.

Władze austriackie obawiały się ich działalności, dlatego często odbywały się u nich rewizje. Fihauser, właściciel Jazowska i okolic, już w chwili wybuchu powstania był aresztowany. Austriacy go wypuścili, ale się pomylili: szybko zaangażował się w podziemie. Ziemianin został Referentem Komunikacji i Policji Obwodu Sądeckiego.

Zebrania członków organizacji odbywały się nieregularne u szewca Jana Miernika w Nowym Sączu. Spotykano się także u Zająców na ul. Lwowskiej, ale ich dom był obserwowany. Były to miejsca niczym nie przypominające lokali dla tak zacnego towarzystwa, teoretycznie wykluczające obserwacje policji austriackiej.

Do grudnia 1862 r. w organizację zaangażowano doświadczonych spiskowców z lat 1846-48, głównie starych znajomych i przyjaciół. Wszyscy musieli cieszyć się pełnym zaufaniem. Dlatego pomijano w niej gimnazjalistów i rzemieślników.

Naczelnikiem Ławy był Marceli Żuk-Skarszewski. Z wykształcenia był prawnikiem, uczestnik ruchów narodowych na Sądecczyźnie 1846-1848 r., więzień polityczny a do 1861 korespondent „Czasu”. Niesamowity człowiek, którego życiorysem można obdzielić wielu ówczesnych ludzi. Dziś niestety jest niemal całkowicie zapomniany. Mieszkał w Gródku nad Dunajcem.

Zasadnicza praca Skarszewskiego polegała na dostarczaniu rekrutów do wojska, ściąganiu podatku, dbaniu o bezpieczeństwo, nadzorowaniu tajnej policji narodowej. Ten ostatni organ miał pilnować porządku w mieście. Naczelnik pisał do swoich zwierzchników specjalne raporty, w których donosił o swojej działalności. Zaznaczał w nich osoby wrogie sprawie narodowej, w tym ziemian i urzędników austriackich – a takich nie brakowało. Podlegali mu naczelnicy powiatowi i miast oraz inni urzędnicy.

Sądecka Ława 1863
Pomnik powstańców z 1831 i 1863 roku na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu. Fotografia z listopada 1936. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Naczelnikiem Nowego Sącza był Kazimierz Miczyński (1834-1904), właściciel dworku w Gołąbkowicach. Pochodził z zasłużonej sądeckiej rodziny i mimo iż jest prawdziwym symbolem powstania w Nowym Sączu, dziś nikt o nim nie pamięta.

Naczelnik obwodu wydawał okólniki do urzędników służby cywilnej w obwodzie aby utrzymać punktualne wykonywanie poleceń. Przestrzegał przed nastrojami burzącymi harmonię między obywatelstwem. Niestety, nie miał zaufania do chłopów, ale ciężko się dziwić: doskonale zaznał smaku rabacji galicyjskiej. O innych problemach obwodu pisał do władz naczelnych. Sprawy wojskowe i skarbowe wleką się bez końca, a zwłaszcza pierwsze stoją prawie w zawieszeniu (…) Niech w tym niezawodnie trudnym zadaniu przewodniczy Panom przysłowie: Volenti nihil impossible – kończył.

Sądecka Ława swoimi wpływami obejmowała niezwykle strategiczny teren – jej zadaniem była współpraca z Słowakami i Węgrami. Specjalni wysłannicy zbierali tam pieniądze i werbowali rekrutów do wojska. Skarszewski wykorzystał starych znajomych: Wilhelma Prokopowicza i Kalmana Csaty. Oni w imieniu Polaków rozwijali propagandę i ściągali tam podatek narodowy.

Csata dostał za współpracownika Zygmunta Marszałkowicza, przyjaciela z rewolucji w 1848 r. Marszałkowicz był pełnomocnikiem Ławy na Węgry i Spisz. Pomagali mu Adolf Tetmajer i Józef Szalay. Zza Tatr płynęła pomoc materialna i werbunkowa. 7 marca 1863 r. Ława sądecka dostała 20 koni, a następnie 480 złotych. Zgłaszali się ochotnicy, których przerzucano w miejscach znanych z okresu 1848 r. m.in. w Muszynie i Piwnicznej. Komisarzem Pasa Granicznego i jednocześnie Naczelnikiem Powiatu był Władysław Dobrzyński z Rożnowa. Pomagali mu chłopi z Jamnicy: Kazimierz Górski i Feliks Bacieski a także Józef Gutwiński z Żegiestowa.

Dla prowadzenia wojny niezbędne były pieniądze. Dlatego warto zaznaczyć, że część zaopatrzenia kupowano z podatku i ofiary narodowej. Ława stworzyła sieć kolektorów podatku, którzy zbierali podatek narodowy w wysokości 10% kwot płaconych skarbowi austriackiemu. Za sprawami finansowymi stał Marceli Drohojewski, właściciel Czorsztyna.

Państwo podziemne z 1863 r. działało perfekcyjnie. Była to świetnie rozhulana maszyna, która znacząco wspierała walczących.

Łukasz Połomski
Reklama