Strona główna Wczoraj i dziś

Samobójcy w międzywojennym Sączu

PIC_1-U-4384
Panorama Nowego Sącza z okresu międzywojennego – Ilustrowany Kurier Codzienny 1934. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Popełnienie samobójstwa w okresie międzywojennym równało się społecznemu potępieniu. Księża nie odprowadzali zmarłych na cmentarz a rodzina długo ukrywała się z tym faktem. Sądeczanie niestety nie zawsze potrafili się godnie zachować wobec tych tragedii.

W Nowym Sączu żywy był ciągle mit, jakoby posiadanie sznurka, na którym powiesił się człowiek, przynosi szczęście. Wielokrotnie zdarzało się, że apelowano w prasie o umiar w tym względzie. Ludzie często przechodzili obok tragedii i rozdzierali między sobą sznurki. Tak było kiedy powiesił się w swojej kamienicy 21 letni Jan J., stróż z Piekła.

Samobójcza śmierć przez powieszenie była najczęściej wybieraną przez nowosądeczan. W pozostawianych listach wyjaśniano motywy tego zachowania. Dominowały wątki miłosne i niesnaski rodzinne. Rzadko zdarzało się uratować nieszczęśnika. Tak było w maju 1934 roku, kiedy młoda kobieta Regina Korngut, powiesiła się na strychu domu przy ul. Lwowskiej. Mimo szybkiej reakcji sąsiadów i wezwania lekarza, dr Segal nie zdążył z pomocą. Przyczyną były niesnaski małżeńskie.

Inaczej było w marcu 1931 roku. 25 letnia Rozalia W. po raz kolejny podjęła nieskuteczną próbę zakończenia życia. Służyła na ul. Zdrojowej i jej pracodawcy woleli ją odesłać do domu, niż nadal tolerować jej próby. 6 sierpnia 1933 roku prasa donosiła o samobójczym zgonie w Parku Strzeleckim Jana Kafarowskiego, młodego bezrobotnego, który mieszkał w barakach kolejowych. Powiesił się na jednym z drzew.

W międzywojniu zaskakująco dużo osób wybierało śmierć przez strzał w serce i głowę. Jedno z najgłośniejszych samobójstw miało miejsce w lipcu 1938 roku. Popełnił je Juliusz Tenner, pasierb znanego restauratora Spreia. Tenner strzelił sobie w skroń. Miał 23 lata. Podobnie życie w kamienicy na ul. Sobieskiego zakończyła 25-letnia Józefa Słowikówna. Powodem były spory rodzinne.

29 VIII 1927 r. w rodzinnym domu samobójczą śmierć popełnił chorąży 4 p.p. Legionów Henryk Berling – brat znanego potem generała Zygmunta Berlinga. W Sączu przebywał na urlopie. Strzelił sobie w serce. Zostawił trzy listy – żonie, dowódcy i teściom. Miał 27 lat. Jako powód tragicznej decyzji podał niesnaski z teściami…

Nie wszyscy potrafili skutecznie strzelać – w 1932 roku 16 letnia Felicja K, strzeliła sobie w pierś ale przeżyła.

Jeszcze w XIX wieku popularnym sposobem zakończenia życia było rzucenie się na tory. Tak w latach 30. zakończył życie znany dziennikarz sądecki Leon T. Miał 38 lat. Cierpiał na rozstrój nerwowy od dłuższego czasu. Prasa uskarżała się, że to już trzecie samobójstwo w ciągu dwóch lat, dokonane na torach przy ul. Mickiewicza.

Dosyć prostą ale czasem mało skuteczną metodą było utopienie się lub rzucenie się z mostu. Na początku lat trzydziestych było kilka takich prób. Za to 3 stycznia 1931 roku w nurtach Dunajca utopiła się uczennica gimnazjum „niepośledniej piękności”. Panna Bocheńska miała 15 lat. Powodem była grożąca jej dwója z jednego z przedmiotów.

Kilka osób próbowało wyskoczyć z okna. W styczniu 1927 roku, taką samobójczą ucieczką od rzeczywistości salwował się Edward Bochenek, który był oskarżony o gwałt publiczny. Była to zresztą jego trzecia w życiu próba. 4 VII 1928 roku o g. 22.00 Goduk Gutwirth wyskoczył z okna I piętra kamienicy przy ul. Lwowskiej. Ożenił się 4 dni temu a jako powód samobójstwa podał… niesnaski małżeńskie.

PIC_1-P-2916
Nowy Sącz z okresu opisywanego w tekście – uroczystości z okazji Święta Trzeciego Maja, 1929 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stosunkowo dużo było otruć i prób otrucia w Nowym Sączu. W ten sposób 6 III 1927 r. życie zakończyła 25 letnia Maria C. z Czarnego Dunajca. Wszystko stało się w hotelu przy ul. Długosza. Przybyła do Sącza z 2-letnim dzieckiem i odbyła gwałtowną rozmowę z narzeczonym, pracującym tam kelnerem. Jak się okazało narzeczony miał w Sączu kochankę. Otrucie wybierało wiele dziewcząt i nie zawsze był to skuteczny sposób na zakończenie życia. Najczęściej wybieraną trucizną była esencja octowa. 1 kwietnia 1931 roku Adela P. wypiła truciznę na szczury. Taka trucizna w momencie okazała się skuteczną.

Na początku czerwca 1928 roku pisano o epidemii samobójstw. Wszystkie miały wręcz niebywałe motywy. Na początku tygodnia Niejaka Dorota D. „w obowiązku” u krawca Schimella zakochała się bez wzajemności w sąsiedzie krawca. Kiedy dowiedziała się o tym, że nic z tego związku nie będzie, zdecydowała się ze sobą skończyć. Ona katoliczka a on Żyd – to nie mogło przejść w Nowym Sączu. „Mordka, żegnaj mi, przez Ciebie idę z tego świata!”.

Kilka dni potem bohaterem prasy była Stanisława J., wdowa po urzędniku kolejowym. Zakochała się w szanowanym Panu z ul. Kunegundy, też wdowcu. Z racji, że nie odwzajemnił uczucia postanowiła się zemścić. O pierwszej w nocy wkradła się do jego mieszkania i czekała aż wróci. Gdy wszedł oblała jego twarz kwasem solnym. Potem wróciła do siebie i napisała w domu kilka listów pożegnalnych. Wypiła kwas octowy i zakończyła życie.

Międzywojnie było ciężkim okresem. Mimo to większość samobójstw motywowano sprawami rodzinnymi, nieszczęśliwą miłością. We wcześniejszych latach powodem było także ubóstwo. Tragedia ludzi, która była niezrozumiała dla otoczenia, szybko stawała się przedmiotem plotek.

Łukasz Połomski