Strona główna Wczoraj i dziś

Skandale i legendy cygańskich taborów

PIC_1-P-2316-3
Wozy cygańskie w czasie postoju (lata 30 XX w.). Takie wozy zatrzymywały się często na łąkach nad Dunajcem. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Cyganie, bo tak nazywano Romów przed wojną, kiedy pojawiali się w Nowym Sączu budzili nieufność mieszkańców miasta. Stereotypy kształtowane od XIX wieku utrwaliły negatywny obraz Cygana. Wielu Cyganów starało się żyć uczciwie, wielu także wybierało drogę przestępczą…

Już prasa galicyjska interesowała się życiem taborów cygańskich. Przedstawienia ich obrzędów, tradycji i kultury utrwalały ich negatywny wizerunek. Dziś, niektóre artykuły wręcz mogą skłonić do refleksji nad wyobraźnią autorów. Niestety, utrwalony wówczas przestępczy wizerunek pokutował aż do II wojny światowej a nawet pozostał aż do dziś.

Nowosądecka prasa w okresie międzywojennym notowała obecność Cyganów wyłącznie w rubrykach kryminalnych. Nie obchodziła sądeczan ich kultura i tradycja, jedynie sensacja. A było o czym poczytać…
Z przedwojennych gazet rysuje nam się szczególnie kilka nazwisk zaangażowanych w życie przestępcze. Najczęściej były to drobne kradzieże, a jeżeli dochodziło już do większych awantur to tylko wewnątrz własnej społeczności.

Już w 1926 r. prasa ostrzegała przed niejakim Ondyczem, który grasował w okolicy Nowego Sącza. Miał wróżyć mieszkańcom wsi, a także ich okradać. Wróżbiarstwo było jednym z tradycyjnych zajęć cygańskich od zarania dziejów tego narodu. Starsi mieszkańcy miasta pamiętają tylko ich jako muzyków, kowali, żebraków i właśnie wróżbiarzy.

Cyganie także w Nowym Sączu raz na jakiś czas byli odnotowywani przy kradzieżach. Salomon Abraham został okradziony przez nieznanego Cygana w 1930 r. Poniósł dosyć pokaźną stratę – 120 zł. Rok potem Cyganie napadli na dom Wincentego Pacholarza w Nowym Sączu. Gazety ostrzegały przed żebrzącymi Cyganami, którzy potrafili się mścić za to że nie dostali datków. W ten sposób niejaki pan WF z Nowego Sącza, w akcie zemsty miał pozbył się szyb w oknach z rąk cyganki pochodzącej z Rytra.

Szczególnym potępieniem społecznym ale i także zainteresowaniem cieszyły się przestępstwa z pogranicza seksualnych i matrymonialnych. Z pikantnymi szczegółami opisywała je prasa lokalna. Z ogólnym oburzeniem spotkał się gwałt na Cygance, dokonany przez jej najbliższych. Tak w 1931 r. niejaki Jan C. z ojcem Ewy M. „użył przez gwałt” 15-latkę, co wzbudziło powszechne oburzenie. Zainteresowaniem sądeczan – bynajmniej nie ze względu na tradycję i obrzędowość – cieszyły się zaręczyny w rodzinie Kwieków w lipcu 1931 roku. Kwiekowie byli starą cygańską rodziną, szanowaną wśród pobratymców. Jednocześnie była to rodzina znana policji, bowiem tylko do połowy wspomnianego lipca tego roku dokonali dwa razy poważnych napadów na sądeczan. Latem 1931 roku w rodzinie postanowiono wydać za mąż córkę głowy rodu. Ceremonia zaręczyn odbyła się na przedmieściach Nowego Sącza. Narzeczona – widać przedsiębiorcza kobieta – chciała 9000 złotych posagu, co wzbudziło oburzenie niedoszłego narzeczonego i doszło do awantury. Aby rozwiązać konflikt roli mediacji podjął się lokalny wójt, alei i on wdał się w bójkę. Wszystkich bohaterów aresztowała policja. Odstawiono ich do więzienia na ul. Pijarskiej.

PIC_1-P-2323-3
Rodzina cygańska gdzieś w międzywojennej Polsce – zdjęcie z Ilustrowanego Kuriera Codziennego. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Przestępczy obraz Cyganów kłóci się z tym co pamiętają starsi sądeczanie. Tabory, które zajeżdżały do Nowego Sącza nad rzeki zawsze budziły ciekawość ale także były sygnałem aby zabezpieczyć swoje mienie. Wozy cygańskie zatrzymywały się często na łąkach nad Dunajcem, między mostem kolejowym a heleńskim. Okoliczni mieszkańcy pamiętają, że ostrzegano przed kradzieżami głównie kur i kotów. Dzieci ostrzegano, żeby nie zbliżały się do taborów, a wieczorami matki często straszyły swoje pociechy Cygankami, które porywają niegrzeczne dzieci. W ten sposób budowano niechęć i niewidzialny mur, który istnieje do dnia dzisiejszego.

I na koniec jeszcze jedna historia plotkarska, tym razem romantyczna, która w międzywojennym Sączu była ciągle żywa. Jej bohaterem był hrabia Adam Stadnicki, który miał mieć kochankę wśród jednej z Cyganek. Na jej prośbę miał się zgodzić na powstanie cygańskiej osady na jego dobrach w Rytrze, gdzie mieszkała wraz z rodziną. Ba, hrabia nie szczędził grosza żeby osada wyglądała porządnie. Kto wie, może tak jak Żydzi krakowscy mieli swoją Esterkę, tak sądeccy Cyganie mieli swoją tajemniczą i piękną opiekunkę…

Łukasz Połomski