Strona główna Wczoraj i dziś

Skandale obyczajowe międzywojennego Nowego Sącza (cz. 3)

wiezienie
Budynek nowosądeckiego więzienia (widoczne też resztki murów miejskich). Tu wielokrotnie „gościła” opisywana w tekście Józefa. Zdjęcie z 1931 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ciężko pisać o skandalach międzywojennego miasta nie wspominając o prostytucji. Ze zgromadzonych informacji i dokumentów wynika, że najstarszy zawód świata świetnie prosperował w mieście nad Dunajcem już od XIX wieku.

Z relacji mieszkańców możemy się przekonać, że prostytutki w Nowym Sączu były tematem tabu. W porządnych domach się o nich nie mówiło. Ku ogólnemu zgorszeniu paliła papierosy w długiej szklanej lufce – wspomina Teodozję, jedną z mieszkanek ul. Targowej Gabriela Danielewicz. Plotka głosiła, że miała przyjechać z Tarnowa i mieć za sobą liczne romanse z oficerami wojska. Sąsiedzi nie mieli pojęcia z czego żyła. Ubrana zawsze była elegancko a dzieci na ulicy częstowała cukierkami karmelowymi. Wyprowadziła się nagle. Na tej samej ulicy mieszkać miała jeszcze jedna młoda i piękna kobieta, która swoim postępowaniem zasłużyła na miano skandalistki. Podobnie jak w przypadku Teodozji nikt nie wiedział, z czego się utrzymywała. Była brunetką, do której wzdychali wszyscy panowie z tej okolicy. Ubierała się w kwieciste suknie, miała długie złote kolczyki, kilka łańcuchów na szyi i pobrzękiwała bransoletami. Słynęła z głośnych imprez w swoim mieszkaniu, które zazwyczaj kończyły się nad ranem. Nikt nie mógł dostrzec, co działo się podczas tych głośnych i częstych spotkań, gdyż brunetka zasłaniała zawsze okna. Jedna z imprez skończyła się interwencją sąsiadów, a wynajmująca mieszkanie gwałtownie je opuściła nad ranem.

prostytut2
Fotografia z Ilustrowanego Kuriera Codziennego z 1934: Prostytutki podczas przypalania papierosa pod latarnią na Plantach w Krakowie. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

„Kariery” sądeckich prostytutek znamy z dokumentów archiwalnych. Idealnym przykładem była „pracująca” dosyć intensywnie kobieta o imieniu Józefa. Jej zaangażowanie w wykonywany zawód zakończyło się w sądeckim więzieniu, a dokładny opis skazanej zostawił nam lekarz więzienny dr Dawid Hohchäuser. Urodziła się w Tarnowie w 1911 roku. Ukończyła 7 klas szkoły powszechnej i jedną seminarium nauczycielskiego. W szkole powszechnej uzyskała zachowanie bardzo dobre. Nie wiadomo czy niepowodzenia w seminarium, czy też chęć szybkiego zarobku sprowadziły ją na złą drogę. W każdym razie swoje życie seksualne – jak sama zeznała – rozpoczęła w 17 wiośnie życia. Niestety, uwarunkowania rodzinne na pewno miały wpływ na jej zachowanie. Jej ojciec był kolejarzem w Tarnowie i jak sama twierdziła – alkoholikiem. Dlatego do 12 roku życia wychowywała ją babcia. Następnie wróciła do domu, gdzie w 3 – pokojowym mieszkaniu mieszkała z rodzicami i dwójką rodzeństwa. Od pamiętnego 17 roku życia mieszkała już kątem u siedmioosobowej rodziny robotniczej przy ulicy Bandurskiego w Nowym Sączu. Na początku utrzymywała się za 5 zł dziennie pracując w sklepie spożywczym. Tuż przed wojną zamieszkała przy ulicy Kunegundy. Miała dwójkę dzieci – nieślubnych rzecz jasna – ale niestety jedno zmarło, jako niemowlę.
Jej życie tuż przed wojną było, delikatnie mówiąc, bardzo burzliwe. 12 razy była w więzieniu, odsiadując kary pozbawienia wolności – od 10 miesięcy (dwukrotnie) do siedmiu dni najkrócej. Oprócz tego karana była sześć razy dyscyplinarnie za grypsy i pobicia. Jako motyw przestępstwa zawsze podawała, że zrobiła to… dla dobra swojego dziecka.

Była oszustką i złodziejką. Najdłuższy swój wyrok – dwa lata – dostała za obrabowanie z gotówki i biżuterii swojego klienta w czerwcowy wieczór 1937 r. Jeden z szanowanych i znanych sądeczan, którego nazwisko pomińmy, stracił 200 złotych w gotówce i przedmioty o wartości 60 zł, co było pokaźną kwotą. Co ciekawe, Józefa zrobiła to w czasie miesięcznej przepustki… dla dziecka oczywiście. O zdeprawowaniu tego sądeczanina świadczy fakt, że do domu sprowadził na jedną noc dwie kobiety lekkich obyczajów – oprócz Józefy w jego łóżku znalazła się jeszcze Maria pochodząca z kolonii klejowej. U jej rodziców Józefa wynajmowała na czas przepustki pokój. Najwidoczniej młodziutkiej Marysi spodobał się sposób zarobkowania lokatorki i sama postanowiła spróbować. Maria była zresztą mężatką… Józefa była tak zniesmaczona aresztowaniem po tej aferze, że wyładowała swoją złość w pierwszych dniach aresztu, pobijając współwięźniarkę, za co odsiedziała cztery dni w odosobnieniu.

prostytut1
Dwie prostytutki na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie, 1925 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Interesujący wydaje się opis wyglądu przedwojennej prostytutki sądeckiej. Dzięki lekarzowi więziennemu posiadamy jej obraz w najdrobniejszych detalach. A chyba rzeczywiście była warta uwagi, bowiem lekarz podszedł do niej bardzo dokładnie, jak do żadnego z badanych więźniów.  Była niska – 152 cm wzrostu. Ciemne, gęste włosy przykrywały częściowo bladą i podłużną twarz. W jej aparycji uwagę przyciągały niebieskie oczy, które otoczone były skomponowanymi do koloru ciemnymi blond brwiami.

Jak Józefa twierdziła, jej pasją był haft i bardzo chciała się go nauczyć. Niestety, nie wiemy czy spełniła swoje marzenia. 1 września 1939 roku, dziewięć dni przed zakończeniem odsiadki wybuchła wojna, która urywa nam jej dalszą historię…

Łukasz Połomski

Poprzednie odcinki skandali obyczajowych Nowego Sącza: [część 1]  [część 2]