Strona główna Wczoraj i dziś

Spacery z historią: sądeckie getto

getto7
Każdy z uczestników spaceru dostał specjalnie przygotowaną na rocznicę likwidacji getta plakietkę. Fot. R. Bobrowski

Ostatni w tym roku spacer śladami sądeckich Żydów odbył się 23 sierpnia, w dniu rocznicy likwidacji getta w Nowym Sączu. Przewodnikami po terenie dawnego getta byli Artur Franczak i Łukasz Połomski.

Spacer rozpoczął się w bożnicy Bajs Nusn, gdzie dyrektor Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej Artur Franczak opowiedział o historii gett. Przedstawił także w jaki sposób Niemcy wprowadzali kolejne zarządzenia dyskryminujące Żydów. Przywołana została historia sądeckiego getta, które zostało założone w 1940 roku. Rok później otoczono je murem, a w sierpniu 1942 roku zlikwidowano. Opowieść Artura Franczaka były wzbogacona archiwalnymi zdjęciami.

Zanim uczestnicy spaceru wkroczyli na teren dawnego getta, zatrzymali się pod budynkiem, który kiedyś był siedzibą sądeckiego gestapo przy ul. Czarnieckiego. Wysłuchali opowieści o kacie Nowego Sącza Heinrichu Hamannie, szefie tutejszego gestapo. Szacuje się, że ten zbrodniarz był odpowiedzialny za śmierć przeszło 20 tys. ludzi, w tym głównie sądeczan. Zatrzymaliśmy się także pod sądeckim więzieniem. Tutaj 29 kwietnia 1942 r. umieszczono 300 aresztowanych Żydów, jakich Hamann planował zamordować na cmentarzu przy ul. Rybackiej. Tuż przed wymarszem na egzekucję, na dziedzińcu więzienia Racka Goldberg i Josef Zelman krzyczeli do Niemców, że zbrodnia jaką zaplanowali zemści się kiedyś na nich. Zostali tam zastrzeleni. Reszta aresztowanych udała się na cmentarz żydowski, gdzie tego samego dnia zostali zamordowani.

Kolejnym punktem spaceru były łąki nad Dunajcem. W tym miejscu dokładnie 72 lata temu zgromadzono 16 tys. mieszkańców getta. Hamann dokonał selekcji. Wybrał tych, którzy jego zdaniem mogli być przydatni do pracy. Resztę, w trzech transportach kolejowych (23, 25 i 28 sierpnia) wysłano do Bełżca i zamordowano.

Na skrzyżowaniu Rynku i Kazimierza Wielkiego można było usłyszeć znaną historię Berty Korenman, która została uratowana przez pracownika zegarmistrza Dobrzańskiego – Stefana Mazura, który pomagał swojemu mistrzowi opiekować się zegarem ratuszowym. Wyprowadził Bertę z getta i umieścił w mechanizmie wspomnianego zegara, gdzie leżała unieruchomiona kilka tygodni. Obydwoje przeżyli wojnę i pobrali się. Berta do końca życia nie mogła znieść dźwięku tykającego zegara.

getto6
Na końcu ulicy Kazimierza Wielkiego w 1941 roku wzniesiono mur getta. Fot. R. Bobrowski

Getto, na teren którego wkroczyliśmy, było ogrodzone murem. Zamykał on ulicę Kazimierza Wielkiego (od strony zamku i Rynku), Franciszkańską (od strony Piotra Skargi) i Plac Trzeciego Maja. Ulica Pijarska była ogrodzona drutem kolczastym. Główna brama getta mieściła się u wylotu ulicy Bożniczej (do ul. Skargi). W tym miejscu Hamann miał zwyczaj strzelać do przechodzących w okolicy Żydów. Zaraz obok tej bramy mieściła się siedziba policji żydowskiej, która w ocenie świadków była niejednokrotnie bardziej gorliwa dla Hamanna, niż sami gestapowcy. Druga, „nieoficjalna” brama getta mieściła się u wylotu ul. Franciszkańskiej na ul. Pijarską. Tą bramą wyprowadzano Żydów na gestapo, a stamtąd raczej nikt nie wracał. Ulica Pijarska była wyłączona z getta aż do kościoła ewangelickiego, do którego uczęszczali na nabożeństwa Niemcy.

getto4
Przy ul. Bożniczej znajdowała się główna brama getta. Fot. R. Bobrowski

Na skrzyżowaniu ulicy Franciszkańskiej i Kazimierza Wielkiego zatrzymaliśmy się pod tablicą upamiętniającą wspomnianą akcję z 29 kwietnia 1942 r. Po egzekucji na cmentarzu, pijani Niemcy wdarli się do getta. Wymordowali 81 mieszkańców kamienicy, gdzie dziś znajduje się tablica. Tej nocy zginęła także rodzina Markusa Lustiga, specjalnego gościa rocznicowych wydarzeń w Nowym Sączu. Markus wspominał, że do ich mieszkania na rogu ulicy Pijarskiej i Tymowskiego gestapowcy wpadli nocą. W pokoju obok którego spał, zamordowali jego ojca Jakuba, matkę Itę, siostrę Rachelę. Kiedy usłyszał strzały nakrył się kocem. Spał w łóżku z bratem Mosze. Niemcy zobaczyli tylko jego braciszka, do którego strzelili. Markus wspominał, że czuł jak krew brata spływa po jego ciele. Wychodząc gestapowcy powiedzieli po polsku „dobranoc”. Kiedy strzały umilkły, Markus wyszedł spod koca i zobaczył wymordowaną rodzinę. Wspominał, że wokół latały czerwone pióra. Następnego dnia pochował najbliższych. Potem przeżył cudem selekcję nad Dunajcem, getto w Rzeszowie, obozy koncentracyjne.

Spacerując po dawnym getcie, zebrani usłyszeli o okrucieństwach Niemców. Wspominaliśmy o żołnierzu niemieckim, który jeździł rowerem ulicą Berka Joselewicza i strzelał do mieszkańców getta. Pokazaliśmy miejsce, gdzie znajdowała się pompa studzienki na placu Trzeciego Maja, o którą Niemcy uderzając, mordowali żydowskie niemowlęta. Na końcu wspomnieliśmy o tych, którzy nie zawahali się nieść pomocy bliźniemu. W opowieściach przypomnieliśmy postać młodego chłopaka, który przed wojną rzucał kamieniami w okna synagogi, a w czasie wojny do tych samych okien rzucał chleb. Przywołaliśmy jezuitów, którzy kanałami odwiedzali mieszkańców getta niosąc im upragnioną pomoc.

Na końcu naszego spaceru, pod postumentem na placu Trzeciego Maja odbył się Apel Pamięci. Markus Lustig, który wygłosił przemówienie krzyczał: „Nigdy więcej! Oby nigdy więcej się to nie wydarzyło!”. Kwiaty złożył wiceprezydent miasta Jerzy Gwiżdż, który w swojej mowie podkreślił znaczenie jakie przez wieki Żydzi odgrywali dla naszego miasta. Na końcu zapaliliśmy znicze, a krótką ekumeniczną modlitwę odmówili o. Józef Polak SJ i pastor Jacek Orłowski.

getto5
Przemówienie Markusa Lustiga. Fot. R. Bobrowski

Dziękujemy wszystkim, którzy w tym roku brali udział w naszych spacerach. Zachęcamy do śledzenia kolejnych wydarzeń jakie będą organizowane przez „Sądecki sztetl” i Fundację Nomina Rosae.

Łukasz Połomski

Polecamy wcześniejsze odcinki spacerów śladami sądeckich Żydów:

[Przedwojenni Żydzi sądeccy] [Kupcy, cadycy i rabini]

[Śladami sądeckich Żydów]  [Sztetl Piekło część 1]

[Sztetl Piekło część 2]  [Cmentarz żydowski]

Reklama