Strona główna Wczoraj i dziś

Spacery z historią. Kupcy, cadycy i rabini (cz. 2)

spacery z historią: Łukasz Połomski opowiada o przedwojennym żydowskim Nowym Sączu
Łukasz Połomski opowiada o przedwojennym żydowskim Nowym Sączu. Fot. Maria Molenda/Nomina Rosae

We wspomnieniach Albina Kaca ulice dzielnicy żydowskiej od święta wypełniali mężczyźni w chałatach, podążający do synagogi. Na co dzień zaś spotkać tam można było żydowskich handlarzy, dobroczyńców i żebraków.

Zapraszamy na drugą odsłonę spaceru zorganizowanego przez Sądecki Sztetl. Przypominamy w niej przedwojennych mieszkańców Nowego Sącza – Żydów.

Tuż nad zamkiem uczestnicy spaceru wysłuchali opowieści o słynnym cadyku Chaimie Halberstamie. Urodził się on w 1793 r. w Tarnogrodzie. Był uczniem najwybitniejszych cadyków. W 1830 r. został rabinem w Nowym Sączu. Do miasta nad Dunajcem ściągał swoich zwolenników. Miasto stało się znaczącym ośrodkiem chasydzkim. Cadyk słynął z wielkiej mądrości oraz z dobroci dla wyznawców wszystkich religii. Napisał wiekopomne dzieło „Diwrei Chaim” czyli „Słowa Chaima”. Założył także w Nowym Sączu słynną na całą Galicję jesziwę, wyższą szkołę religijną, gdzie studiowano święte księgi.
Cadyk mieszkał w domu który graniczył z sądeckim zamkiem, wzdłuż ulicy Bożniczej. Tam też zmarł w 1876 r. Jego pogrzeb był jednym z największych – o ile nie największym – w historii miasta Nowego Sącza. Wziął w nim udział m.in. ks. Jan Machaczek, proboszcz nowosądecki, który przyjaźnił się z sądeckim rabinem. Obydwaj, o przeszło wiek wyprzedzili epokę w dialogu międzyreligijnym. W ramach wdzięczności i szacunku, także Żydzi pokłonili się trumnie sądeckiego proboszcza, kiedy ten był żegnany przez sądeczan w 1882 r.

spacer z historią
Fot. Maria Molenda/Nomina Rosae

Po śmierci Chaima, w domu mieszkali jego następcy – cadycy i rabini. Pierwszym z nich był Aron, który zmarł w 1906 r. Potem sądecki rabinat objął Arie Leib, syn Arona. Zmarł w 1935 r. Ostatnim rabinem był Mordechaj Zew, syn Arie Leiba, który zginął w czasie II wojny światowej w Zbylitowskiej Górze koło Tarnowa.
Warto zaznaczyć, że w Nowym Jorku mieszka potomek wyżej wymienionych rabinów Joel Halberstam, który od kilku lat pełni funkcję rabina sądeckiego.
Przy ulicy Bożniczej mieściły się domy modlitwy, w których gromadzili się chasydzi. Były bożnice: sieniawska, bobowska, Talmud Tory i ta najważniejsza, gdzie na co dzień modlili się Halberstamowie – grybowska. Wzdłuż ulicy Kazimierza Wielkiego (nazywanej żydowską) mieściły się chedery (elementarne szkoły żydowskie), bożnice i stragany. Ulica Franciszkańska nazywana była Fisz Gasse, zaś plac na skrzyżowaniu nazywano Placem Rybnym, bowiem Żydzi handlowali tutaj rybami. Tepe Plac to nazwa Placu Trzeciego Maja, gdzie rzemieślnicy handlowali garczkami. Stąd polska nazwa tego miejsca – plac garnkowy.
Następnie uczestnicy spaceru zatrzymali się w miejscu, gdzie sądecki cadyk chodził na… piwo. Wystarczyło, że raz napił się browaru w szynku Englanderów, a taka reklama wystarczyła, żeby rodzina w kilka lat dorobiła się kilku szynków oraz fabryki alkoholi w Dąbrówce Niemieckiej.
Przystając w zaułkach dawnej dzielnicy żydowskiej można było wysłuchać opowieści o niezwykłych postaciach tego zaginionego świata. Przywołano Ester Szamesową, która pomagała ubogim dziewczętom w organizowaniu wypraw ślubnych. Pojawił się kupiec Neugroschel, który mieszkał w kamienicy na Franciszkańskiej. Sam, mimo iż był bardzo biedny i miał wielodzietną rodzinę na utrzymaniu, nigdy nie odmówił pomocy. Zawsze pomagał anonimowo, unikał rozgłosu. Żydzi nazywali go łamed – wownik, czyli jeden z 36 sprawiedliwych zesłanych przez Boga na ziemię dla danego pokolenia.
Na ulicy Tymowskiego mieszkał Jumyn Szabos, który uchodził za symbol dzielnicy żydowskiej. Był chory umysłowo i nigdzie nie pracował. Mimo to pędził bardzo pobożne życie. Jego ulubionym zajęciem były wycieczki po zakładach krawieckich, gdzie zbierał kawałki materiału lub papieru, ciął je na drobne części i następnie rozrzucał na ludzi z najwyższego piętra swojej kamienicy. W czasie wojny poszedł za gestapowcami na cmentarz żydowski.

Kiedy Niemcy zobaczyli Jumyna rozstrzelali go pod murem cmentarza. Ciągle widzę go na zdjęciu, jak uśmiechnięty, z opaską założoną na prawej ręce, niesie wiadro z potłuczonym szkłem.

Z takim wiadrem, ja mówią świadkowie, poszedł na śmierć. Taki był po prostu Jumyn Szabos, który swą śmiercią zamknął jakąś kartę w historii sądeckiego sztetlu.
Na koniec tej części jedna z mądrości rabina Chaima, która nic nie straciła na aktualności: „Oto co zwykł opowiadać rabbi z Sącza: W młodości, kiedy rozpaliła się we mnie miłość Boga, sądziłem, że nawrócę cały świat. Ale wkrótce zrozumiałem, że dość będzie, jeżeli zdołam nawrócić ludzi w moim mieście; długo się nad tym trudziłem, ale to mi się nie udało. Zrozumiałem wtedy, że podjąłem się rzeczy zbyt wielkiej i zwróciłem się ku moim domownikom. Ale ich także nie udało mi się nawrócić. Wreszcie zaświtało mi, że powinienem starać się o to aby rzetelnie i w prawdzie służyć Bogu. Ale i tego nawrócenia nie zdołałem dokonać”.

Łukasz Połomski

pierwsza część spacerów z historią