Strona główna Twoje miasto

ŚWIĘTO DZIECI GÓR: Dzień lachowsko-austriacki

lach3
Fot. Dorota Bielska / MCK Sokół

Ostatni dzień narodowy. Ostatni raz w tym roku trombita ogłosiła spotkanie dwóch narodów: Polaków z Sadka-Kostrzy i Austriaków. W Sadku-Kostrzy co trzecie dziecko w szkole uczy się alfabetu kulturowego w stroju, śpiewie, tańcu, obyczajowości. Józef Broda pochwalił placówkę im. Jana Pawła II, a potem zagrał na bacie. Dwojako, na drzewcu jako fujarce i potem jak trzeba – jeden siarczysty wystrzał. Wprowadził w ten sposób w temat.

Bo oto na pastwisku siedzi Jasiek i plecie bat. Pojawiają się młodsi chłopcy zafascynowani jaśkową pracą: Kto cię naucył? A Jaśka naucył dziadek, a ojciec kazali nie mitrężyć casu na pastwisku i pleść. Jasiek z dumą, jako specjalista, pokazuje młodszym sztukę plecenia batów. A kutosiki, jakie Hanka robi, muszą być czerwone, żeby gadzina nie ruszyła. Dziewczęta się pojawiają, jedna ze skrzypcami, a druga z pięknym głosem. Śpiew, skrzypce wabią kolejne. Wyliczanka, kto będzie pasterecką: Pasterecko moja mała, cemuś ocka zapłakała śpiewają wszyscy, pasterecka odpowiada. Dwa kogutki biegają wewnątrz kręgu, Kogutku, kogutku nie biegaj po ogródku zabawa zwieńczona walką kogutów… i kolejne dwa ruszają do ataku. Uprosiły potem dzieciaki Jaśka z niemałym trudem, żeby im pożyczył świeżo uplecionego bata. Do mietlarza. Jo jestem mietlarzem bez pary i znajduje tego do pary, który za chwilę znów jest mietlarzem bez pary.

Jeden już pary nie znajduje, bo przychodzi muzyka. Starsi idą do Jaśka (innego niż ten od batów), który właśnie z wojska po trzech rokach wrócił. No ale młodsi uprosili, żeby zostali chwilę na pastwisku, zagrali, zatańczyli, zaśpiewali

Trąbka, klarnet, dwoje skrzypiec, bas. Dobrze znany tutaj lachowski skład. I tradycyjne lachowskie tańce, przyśpiewki zabawy: poleczka, suwany, chodzony, piekorz, kowol, szewc, ogrodnik. PNIOKI to są ci, którzy mocno wrośli w ziemię, których trudno z tej ziemi wyrwać. Oby.

Zespół ROSSECKER przyjechał z okolic Gracu, ze Styrii. Radośnie i tak jakoś charakterystycznie, że tylko usłyszysz te akordeony, cymbały styryjskie i już wiesz, że to stamtąd. Do tego stroje, chłopcy mają spodnie na szelkach, pod kolana i zielone podkolanówki, dziewczęta – czarne czepce, niebieskie spódnice.

Chwila tańca i śpiewu, i na scenie pojawia się pierwszy szczególny instrument, to kowadło i uderzające w nie młoteczki w dłoniach, być może przyszłych kowali. Dziewczęta bawią się w lecące ponad granicami zabawy w uderzenia dłoni o dłonie, dłoni o ramiona.

lach4
Fot. Dorota Bielska / MCK Sokół

W kolejnym tańcu dłonie trzech chłopców uderzają o ich stopy, kolana, uda, chwytają się za ręce, przeplatają nawzajem. To znów wszechświatowe, nie znające granic pragnienie, by się popisać. Teraz tworzy się na scenie druga kapela. Dziewczynka na okarynie, dwie na fletach poprzecznych, jeszcze skrzypce i flet prosty. Chłopcy jeden na flecie prostym, drugi na klarnecie. Wiadomo jednak, że najważniejsza jest ta okaryna, na którą w zapowiedzi zwrócił uwagę Józek Broda, mówiąc, iż to najbardziej swego czasu rozpowszechniony instrument w Europie.

Na scenie staje ponadtrzymetrowy słup. U góry wieniec z kwiatów, od którego w dół biegną wstążki. Te białe symbolizują śnieg odchodzącej zimy. Te zielone sosnę, bo idzie na wiosnę. Każde z dzieci chwyta jedną wstążkę i idą dookoła. Każde raz dołem, raz górą. Wstążki na słupie splatają się w jeden wzór. Potem jeszcze trudniej: wokół kolegi lub koleżanki z jednej strony i z drugiej I kiedy w głowie obserwatora, być może niejednego, pojawiła się myśl, że muszą to przed każdym koncertem rozplątać, jakby taśma poszła w drugą stronę. Niełatwy układ odtworzony wstecz i znów długie wstążki zwisają swobodnie.

Zmiana warty przy tablicy zespołu. Do gry wchodzi najmłodszy. Bo to jest opowieść o niesfornym chłopcu, właśnie tym najmniejszym, który nie umie się dostosować do innych, tańczy własnymi drogami i trafia za karę do worka. Z którego coś tam próbuje śpiewać, ale jak tu śpiewać, kiedy koleżanka, która cię do worka zapakowała, siada na tobie. Ale potem go z worka wyjmuje. I przytula serdecznie.

Na finał polka coraz szybsza, coraz bliżej publiczności Pięknie. Radośnie. Po dziecięcemu.

Na zakończenie niespodzianka, wójt gminy Jodłownik Paweł Stawarz wręczył zespołowi z Austrii pamiątkowy album z dnia u polskich przyjaciół, a PNIOKI otrzymały skrzypce, bo skrzypiec nigdy dość.

Kamil Cyganik