Strona główna Wczoraj i dziś

Tak się bawił przedwojenny Nowy Sącz

bale karnawałowe w przedwojennym Nowym Sączu
Luty 1932. Fotografia grupowa uczestników Balu Związku Strzeleckiego wykonana w sali posiedzeń Ratusza. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W XIX wieku i przed wybuchem II wojny światowej w naszym mieście kwitło życie kulturalne. Większe imprezy organizowano w okresie letnim. Ale „grube balety” – używając języka dzisiejszej młodzieży – organizowano jednak w karnawale!

Nasi pradziadowie naprawdę mieli rozmach. Oczywiście należy pamiętać, że zazwyczaj oprócz wesołych karnawałów miały miejsce wydarzenia smutne. Takie były zapusty roku pańskiego 1863, kiedy w naszej ojczyźnie trwało krwawe powstanie styczniowe. Wówczas wszelkie bale i imprezy zamarły.

W organizowaniu życia karnawałowego miasta dominowały instytucje propagujące kulturę. W XIX w. dominowało wśród nich m.in. kasyno miejskie. Organizowane w nim bale, miały one przeważnie charakter charytatywny. Przeważnie dniem imprezy była sobota, czasem piątki. Ze względów religijnych ten drugi termin był często odrzucany. Tak wypracowany schemat pozostał aż do międzywojnia. Podobnie przebiegał scenariusz balu z 1937 r., gdy datki przeznaczono na pomoc zimową dla biednych. Podczas balu ludzie tańczyli, a w tle było słychać muzykę miejskiej orkiestry Harmonia. Podobny cel miały imprezy organizowane w sali sądeckiego ratusza. Zazwyczaj brała w nich udział elita miasta.

Słynne bale na początku XX wieku organizowało Towarzystwo Szkoły Ludowej. 9 stycznia 1904 roku Koło Pań urządziło „biały wieczór” w sali kasyna miejskiego. Zabawę rozpoczął polonez, tradycyjnie otwierający imprezy tego typu. Ważne było, kto tańczy w pierwszej parze – tego dnia była to Bronisława Lösch (przewodnicząca koła i znana emancypantka sądecka) i Bazyli Jaworski (były poseł do Rady Państwa, postać bardzo wpływowa w lokalnym środowisku). W wydarzeniu wzięło udział 160 osób a więc 80 par. Zgodnie z ówczesnymi standardami i konwenansami zabawa nie mogła się przedłużać, stąd trwała najwyżej do godz. 22.00.

Styczeń 1934. Fotografia grupowa uczestników karnawałowego Balu Związku Strzeleckiego zorganizowanego w ratuszu przez Koło Przyjaciół Związku w Nowym Sączu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ubożsi mieszkańcy miasta nie brali udziału w balach. Spotykali się w swoich chatach, a najczęściej były to suto zakrapiane imprezy. Śledząc kroniki kryminalne można dojść do wniosku, że nie był to najbezpieczniejszy okres w Nowym Sączu. Bardziej religijni w tym samym czasie kolędowali w domach, odwiedzali sąsiadów.

Swoje życie karnawałowe prowadziła młodzież akademicka z Nowego Sącza. Gimnazjalistom nie można było uczęszczać na imprezy bez błogosławieństwa dyrekcji szkoły, bowiem groziło to wydaleniem z placówki edukacyjnej. Studenci urządzali zabawy w siedzibie TSL. Podczas zabaw grano w szachy i w karty.

Nie wolno w lokalu żadnej innej gry w karty uprawiać jak tylko preferansa i 66 i to w granicach ogłoszonych w lokalu czytelni (…) jeżeli się kogoś wyłupie na zakazanej grze będzie postawiony przed sąd – odnotowano w uchwale towarzystwa. W późniejszym czasie w siedzibie organizacji pojawiły się kręgle oraz bilard, zazwyczaj tego typu rozrywki były oblegane w czasie karnawału.

Purim to rodzaj żydowskiego karnawału, przypadający zazwyczaj wczesną wiosną. Na ulicę wychodzili więc Żydzi ubrani w maski, Jagiellońską podążały grupy przebierające się w postacie biblijne. W tych dniach zazwyczaj odgrywano Purim Szpil – sztuki purimowe. Odwoływano się w nich do historii z Biblii, szczególnie losów Esterki, która ocaliła swój naród od zagłady. Tego typu rozrywka dotyczyła biedoty żydowskiej. Należy pamiętać, że wielu adwokatów i lekarzy brało udział w ogólnomiejskich imprezach.

Życie kulturalne kwitło też w domach najbogatszych mieszczan, w większości wielkich i przestrzennych kamienicach, willach, ale przede wszystkim dworkach. Jan Sitowski wspominał niezapomniane zabawy u Żywickich. Gromadziła się na nich elita miejska, duchowni, inteligencja i wojskowi. Tego typu imprezy oczywiście miały charakter zamknięty. Gwiazdami tego typu wydarzeń w połowie XIX w. byli szczególnie kapitan Karol Lohr i ks. Jan Machaczek, proboszcz sądecki. Ten ostatni był znany w całej Galicji ze swojego poczucia humoru.

Szczególnym miejscem spotkań w karnawale były różnego rodzaju miejsca gdzie podawano alkohol (szynki), czyli po prostu knajpy. Do miasta zjeżdżało ziemiaństwo, które bywało w tego typu przybytkach. Popularnym miejscem w XIX w. był szynk W. Obrechta na Jagiellońskiej, pobliski sklep K. Millera czy Kosterkiewicza. W dni targowe tłumy przybyszów gromadziły się w winiarniach Ehrlicha, Landaua, Herbsta i Dormana. Pito wówczas popularne wino węgierskie. Nie może zatem dziwić, że w związku z tym dochodziło do różnych ekscesów, a raz zdarzyło się, że klient wjechał do szynku na koniu.

Tak sądeczanie spędzali karnawał, aby za jakiś czas popaść w religijne ascezy… Z jednej strony potrafili się bogobojnie modlić, ale jak się bawili, to na całego!

Łukasz Połomski

Reklama