Strona główna Wiadomości

W Nowym Sączu średnio zarabiamy (prawie) najgorzej w Polsce

średnie zarobki w Nowym Sączu
Panorama Nowego Sącza. Fot. Janusz Miczek / Twój Sącz

Wśród 66 miast na prawach powiatu, Nowy Sącz zajmuje… 64 miejsce pod względem przeciętnego wynagrodzenia brutto. Średnia pensja w małych, średnich i dużych firmach (za wyjątkiem zatrudniających do 9 osób) wynosi u nas 3 578,27 zł brutto. W Jastrzębiu-Zdroju, gdzie średnio zarabia się najlepiej w kraju – 6 609 zł. Prezydent Ryszard Nowak liczy, że wkrótce będziemy lepiej zarabiać, bo pracodawcy będą zmuszeni nam więcej płacić.

Dane (za 2017 rok) obejmujące 66 miast na prawach powiatu, czyli m.in. dawne stolice województw oraz miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, opublikował właśnie Główny Urząd Statystyczny.

„Jastrzębie-Zdrój, z kwotą przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w wysokości 6 609 zł, kolejny raz znalazło się na czele miast na prawach powiatu, w których zarabia się najwięcej. Kwota przeciętnych zarobków w tym mieście stanowi 146 proc. średniej krajowej, wynoszącej 4 528 zł” – zauważa Serwis Samorządowy PAP.

Na drugim miejscu ponownie znalazła się Warszawa, w której statystyczne wynagrodzenie to 6 059 zł (134 proc. średniej krajowej). Trzecie miejsce – z kwotą średniego wynagrodzenia na poziomie 5 475 zł – zajął Płock.

„Najniższe średnie wynagrodzenie wśród miast na prawach powiatu po raz kolejny odnotowano w Piotrkowie Trybunalskim. Przeciętna pensja w mieście to 3 447 zł, co stanowi 76,1 proc. średniej krajowej (dwa lata temu było to jeszcze mniej – 75,3 proc.)” – informuje redakcja Serwisu Samorządowego PAP.

Niemal tak samo niskie przeciętne wynagrodzenie jest w Grudziądzu (3 514 zł), Nowym Sączu (3 578 zł) oraz Świętochłowicach (3 595 zł). Nasze miasto zajęło w zestawieniu trzecie od końca miejsce, z zarobkami na poziomie 79 proc. średniej krajowej.

Dane o wynagrodzeniach GUS podaje w ujęciu brutto, łącznie z zaliczkami na poczet podatku dochodowego od osób fizycznych oraz ze składkami na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe i chorobowe), płaconymi przez ubezpieczonego pracownika. Kwoty nie obejmują podmiotów gospodarczych, w których pracuje do dziewięciu osób.

Złą pozycją miasta w zestawieniu nie jest zaskoczona Aneta Oleksy-Gębczyk, wykładowca w Zakładzie Ekonomii Instytutu Ekonomicznego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu. – Zauważmy, że ranking bierze pod uwagę wyłącznie zarobki w dużych firmach, zatrudniających powyżej 10 osób, a Nowy Sącz jest miastem drobnej przedsiębiorczości i to właśnie małe firmy zapewniają tutejszemu rynkowi pracy odpowiednią jakość i strukturę – mówi Oleksy-Gębczyk.

Jednak jej zdaniem różnica między średnimi płacami w dużych przedsiębiorstwach miasta a podobnymi firmami z większych ośrodków w Polsce jest na tyle istotna, że „może stanowić motywację do migracji zarobkowej”.

– Sądeckie firmy to często przykłady sukcesu osiągniętego dzięki przedsiębiorczości i dostępowi dobrych, acz konkurencyjnych cenowo zasobów pracy. Jestem przekonana, że zarządzający tymi przedsiębiorstwami już dostrzegają, że rynek pracy się zmienił i w ich interesie jest oferowanie wykwalifikowanym pracownikom konkurencyjnych zarobków, by ci decydowali się na kontynuowanie swojej kariery na miejscu. W przeciwnym wypadku ich firmy napotkają istotną barierę w dalszym rozwoju – brak dostępności kreatywnych, wydajnych i zmotywowanych kadr. A to sprawi, że Nowy Sącz na zawsze pozostanie rynkiem taniej siły roboczej choć bezdyskusyjnie ma potencjał do tego by być wśród liderów i za kilka lat znaleźć się w czołówce tego typu rankingów – uważa Aneta Oleksy-Gębczyk z sądeckiej PWSZ.

O tym, że wkrótce pracownicy w Nowym Sączu zaczną lepiej zarabiać, jest przekonany prezydent miasta Ryszard Nowak. Przyznaje, że region od zawsze charakteryzował się niskimi płacami i tanią siłą roboczą i tę sytuację wykorzystują pracodawcy.

– Ubolewam nad tym i wierzę, biorąc pod uwagę brak rąk do pracy i brak fachowców, że to się zmieni i że pracownicy będą zarabiać zdecydowanie więcej. To pewnego rodzaju proces, który zapewne będzie trwał – mówi portalowi Twój Sącz prezydent Nowego Sącza.

Jego zdaniem teraz jest dobry czas na polepszenie sytuacji. – Koniunktura jest dobra, bezrobocie jest niskie, zwłaszcza, jeśli chodzi o Nowy Sącz. W związku z tym coraz częściej będzie trudno o pracowników i pracodawcy będą zmuszeni płacić więcej, na co liczę – dodaje Ryszard Nowak.

Według Nowaka wiele zależy od samych pracowników, którzy powinni stale podnosić kwalifikacje, odbywać praktyki i zdobywać doświadczenie, dzięki czemu sprostają popytowi na wykwalifikowane kadry. – Liczę również na rozwiązania rządowe, które wprowadzą stawki minimalne, zdecydowanie wyższe, niż do tej pory – mówi Nowak.

Zdaniem prezydenta miasta, decydujący głos w kwestii wysokości zarobków mają jednak pracodawcy. – Wiem, że sądeckie firmy bardzo dobrze funkcjonują i nie widzę powodów, by zarobki sądeczan nie były wyższe. Zależy to niestety od właścicieli tych przedsiębiorstw. Muszą oni wreszcie zrozumieć, że, aby mieć dobrych fachowców, dobrych pracowników, trzeba ich uczciwie i adekwatnie wynagradzać – twierdzi Ryszard Nowak.

Ale nie wszyscy są optymistami. Mieszkający w Nowym Sączu od 28 lat Wojciech Knapik, aktywista miejski (kiedyś m.in. członek zarządu firmy komputerowej Optimus a dziś m.in. dyrektor starosądeckiego Centrum Kultury i Sztuki oraz pomysłodawca i organizator znakomitego festiwalu Pannonica w Barcicach) uważa za mit oraz „samozachwyt” twierdzenia o wyjątkowej przedsiębiorczości i pracowitości w regionie czy dynamicznym rozwoju miasta.

– A może jesteśmy mało ambitnym, odizolowanym i zacofanym regionem, który struga sobie coś tam coś tam w tym swoim osikowym klocku, ale który dawno wypadł z głównego nurtu cywilizacyjnego, gospodarczego, kulturalnego? Który ma znikomy udział w krajowym PKB, czyli na którego bogatsi, mądrzejsi i bardziej zdolni muszą się zrzucać. Który jest takim klasowym „osłem” wiecznie z tyłu, na samym końcu. Który wygrać cokolwiek może tylko w konkurencji z samym sobą: „Sącz miszczem Sącza” – napisał Knapik na portalu społecznościowym komentując dane GUS o średnich zarobkach w Nowym Sączu.

– Sądzę, że przyda się kubeł wody, w „złotej erze” zapomóg socjalnych, które tworzą złudne poczucie dobrobytu wśród mieszkańców naszego miasta. Jesteśmy Bangladeszem bardziej niż Japonią, chociaż fajnie jest tak, że Japonią, o sobie myśleć – podsumowuje Wojciech Knapik.

(JO)