Strona główna Wczoraj i dziś

Zabójstwa w międzywojennym Sączu

bazylika
Panorama miasta z 1943 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W międzywojennym Nowym Sączu dochodziło do makabrycznych zbrodni. Obowiązująca wówczas kara śmierci za zbrodnię zabójstwa została wykonana na kilku mieszkańcach naszego miasta.

Śledząc kroniki kryminalne z tego okresu możemy dostrzec trzy powody zabójstw. Pierwszym były porachunki miłosne. Drugim była bieda, która jednak stosunkowo rzadko popychała ludzi do tych odrażających zbrodni. Kolejny powód to awantury rodzinne, którym zazwyczaj towarzyszył alkohol.

Za zabójstwo ze szczególną premedytacją skazywano na karę śmierci. Więzień oczekujący wykonania wyroku mógł liczyć jedynie na łaskę prezydenta. Taki przypadek miał miejsce w Nowym Sączu. W 1927 roku została ułaskawiona przez Ignacego Mościckiego mężobójczyni – A. Mąka. Wcześniej odsiedziała 12 lat w więzieniu.

Inaczej było w sprawie J. Kuruca. W grudniu 1926 roku doszło do najbardziej znanej zbrodni na tle miłosnym. Niejaki czeladnik krawiecki Jan Kuruc wraz z kolegą S. Golcem, wynajmowali mieszkanie u Holiszowej na Piekle. W tym czasie Kuruc zdobył serce jej córki. Ukrywali przed matką swoją miłość ale widać była na tyle silna, że czeladnik krawiecki oświadczył się swojej Anielce. Jak się wkrótce okazało, jego współlokator Golec, również bardzo kochał pannę Anielcię, tylko do tej pory tego nie okazywał. Doszło do kłótni między mężczyznami. 19 sierpnia doszło do zbrodni na oczach narzeczonej. Jedna wersja mówiła, że dokonano jej na ulicy Gwardyjskiej, druga, że w szczerym polu. W każdym bądź razie Kuruc zastrzelił Golca, przykładając mu pistolet do skroni. Zabójca sam zgłosił się na policję. W 1927 roku został skazany na karę śmierci przez powieszenie – wyrok wykonano.

W lutym 1927 roku doszło do zabójstwa na tle finansowym. Jego ofiarą padł administrator realności na ulicy Poprzecznej – M. Janik. Rzadko spotykana solidarność żydowsko – polska, połączyła lokatorów zbuntowanych przeciw płaceniu czynszu. Kuchel, Raczyński i inni mieszkańcy wspólnie pobili Janika. Tenże zmarł w skutek obrażeń.

Konflikty rodzinne również często kończyły się zabójstwami. Opisywałem kilka tygodni temu awanturę w znanej rodzinie restauratorów na Placu Trzeciego Maja. Na szczęście, nie skończyła się tragedią. Inaczej było na ul. Ducha Św. Na początku sierpnia 1927 roku znaleziono trupa w mieszkaniu Marii G. Prowadziła ona na tej ulicy garkuchnię. Razem z mężem kilka miesięcy wcześniej kupili kamienicę, w której mieszkali. Jak się okazało ofiarą zbrodni był Konstanty G. 59 – letni mąż wspominanej Marii. Miał małą ranę kłutą w lewej części piersi. 50 – letnia żona została od razu aresztowana, jako podejrzana.

PIC_1-B-691-5 zabójstwa w międzywojennym Sączu
Przestępcy z Nowego Sącza często odsiadywali wyroki na miejscu – na zdjęciu strażnik przed nowosądeckim więzieniem karno-śledczym. 1932 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jak zeznali sąsiedzi, Maria piła notorycznie, tyle ile tylko mogła wypić do utraty przytomności. Tego feralnego dnia przyjechała do nich siostra męża. Odbyła się sroga libacja. Wieczór, w ich mieszkaniu zapadła dziwna cisza. 2 sierpnia ujawniono ciało Konstantego. Rozpoczęło się śledztwo. Sama siostra twierdziła, że małżeństwo żyło zgodnie. Jak się okazało po oględzinach zwłok, zgon nastąpił po przecięciu tętnicy płucnej przez…. skrobaczkę do ziemniaków. W czasie procesu okazało się, że oprócz picia Maria lubiła znęcać się nad swoim mężem – dzień przed zabójstwem miała rozbić flaszkę na jego głowie. W kwietniu 1928 roku żona została uznana winną i skazana tylko na karę 3 lat więzienia, które odsiedziała w Tarnowie. Odwoływała się bezskutecznie do Sądu Najwyższego.

PIC_1-B-715-6
Maria G. trafiła do więzienia w Tarnowie – tu więźniarki w tamtejszym zakładzie karnym w czasie zajęć szkolnych. 1927 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Alkohol towarzyszył większości zabójstw. Na kilka dni przed wybuchem wojny w 1939 roku prasa donosiła o kolejnej zbrodni: „Brat zabił brata”. Wszystko rozegrało się w znanej rodzinie awanturników z Piekła. Stefan, który był już pijany spotkał w szynku swego kuzyna Adama – zachęcał go aby się z nim napił. Ten odmówił twierdząc, iż ma żonę i dziecko – musi oszczędzać. Stefan nie uznawał takich argumentów: „ogłuszył go uderzeniem pięści, po czym dobywszy noża zadał mu kilka ran w brzuch i dwie rany w piersi”. Adam zmarł a Stefana złapano kilka dni potem.

Knajpy to było miejsce, gdzie można było najszybciej zakończyć życie. W październiku 1938 r. w restauracji „Pod ratuszem”, pracujący tam Grzegorz Uroda wmieszał się w kłótnię, między rzeźnikiem Śmietaną a listonoszem S. Porębskim. Ten pierwszy chciał wyrzucić z restauracji Porębskiego. Listonosz „podochocony alkoholem wyciągnął rewolwer i strzelił”. Kula trafiła w brzuch Urodę, po kilku dniach zmarł. Obydwaj awanturnicy trafili do sądu. Porębskiego uniewinniono a Śmietana został skazany na osiem miesięcy więzienia.

W niedzielę, 8 października 1933 murarz M. Połeć zabił P. Barana, pomocnika rakarza, znanego sądeckiego awanturnika. Obydwie rodziny z Piekła, od dawna miały ze sobą porachunki. Baran, kilka dni przed tragedią miał się pobić z rodzeństwem Połeciów. Został wówczas zraniony. W niedzielę miała nastąpić zemsta. W szynku u Krescha spotkał Połecia, w towarzystwie innego awanturnika Króla. Wywiązała się kłótnia, która przeistoczyła się w bójkę. Wszyscy wybiegli na zewnątrz, zaś Baran solidnie przygotowany do zemsty, pojawił się z nożem w ręku. Król z zaskoczenia uderzył Barana stołkiem w głowę a ten zachowując jeszcze przytomność zdążył Połeciowi wbić nóż w plecy. Według świadków ofiara jeszcze kilkadziesiąt dobrych minut walczyła o życie ale koniec końców Połeć padł martwy. Kto wie, gdyby zamiast dalszej bójki zajęli się pomocą murarzowi, może żyłby dłużej. Barana już w listopadzie skazano na 5 lat więzienia.

zabójstwa międzywojennego Sącza Piekło
Most na Kamienicy na ul. Lwowskiej – tu kończyła się uważana za najniebezpieczniejszą w Nowym Sączu dzielnica Piekło.

Oprócz knajp, w wyniku kłótni doszło do kilku morderstw na ulicy – oczywiście najwięcej na Piekle. Na początku kwietnia 1933 roku, doszło na ul. Lwowskiej do bójki między lokalnymi „szumowinami”. W niedzielne popołudnie napadnięto na znanego oszusta jarmarcznego A. Skotniewskiego. Napad odbył się „z użyciem lag i bagnetów”. Zaatakowany przez pięciu napastników, z góry był skazany na śmierć. Mimo ran, doszedł na ul. Kochanowskiego, gdzie wyzionął ducha. We wrześniu 1931 r. niejaki Fećko (co ciekawe – pomocnik masarski) zabił na ulicy Chaskela Gellera. Była to zemsta na Żydzie, który doniósł na policję o kradzieży, jakiej kilka dni wcześniej dokonał Fećko. Napastnik tak bił Gellera, że pobił go na śmierć.

W 1935 roku wywiązała się awantura na ulicy Lwowskiej, z udziałem muzyków 1 Pułku Strzelców Podhalańskich. Z nieustalonych powodów zaatakowali 22-letniego Józefa Ślęzaka, syna palacza kolejowego. Jeden z muzyków pchnął Ślęzaka nożem. Ofiara zmarła w szpitalu. Nie znamy konsekwencji, jakie wyciągnięto wobec muzyków.

Łukasz Połomski