Strona główna Wczoraj i dziś

Zboczeńcy międzywojennego Sącza

PIC_1-B-691-17 przestępcy międzywojennego Sącza
Więźniowie podczas spaceru w Więzieniu Karno-Śledczym w Nowym Sączu, 1932 rok. Zdjęcie z Ilustrowanego Kuriera Codziennego. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Gwałty na kobietach i dzieciach należały zawsze do najbardziej ohydnych zbrodni. Okazuje się, że przed wojną Nowy Sącz mógł się „szczycić” wyjątkową galerią regionalnych zboczeńców. W historii naszego miasta znajdziemy wielu przestępców seksualnych. Nasze poszukiwania musielibyśmy zacząć w średniowieczu…

Od XIX wieku życie przestępcze naszego miasta skupiało się w dwóch punktach. Jednym z nich była dzielnica Piekło (wzdłuż ulicy Lwowskiej) a drugim baraki kolejowe. Jeszcze długo po wojnie (o ile nie do dziś!) zapuszczanie się w te rejony nocą można skojarzyć jedynie z grą w ruletkę.

Wyjątkowym zwyrodnialcem grasującym w rejonie baraków kolejowych był Aleksander G. Urodził się i zameldowany był w Krakowie ale w niejasnych okolicznościach znalazł się w Nowym Sączu. W jesieni 1931 r. prasa doniosła, iż „użył sobie siłą” Janinę Z., która mieszkała z nim w baraku. Co najdziwniejsze, młoda dziewczyna miała narzeczonego – sprawa zatem wydaje się mocno pogmatwana. Aleksander powiedział swojej współlokatorce, że jak coś wypapla swojemu narzeczonemu, to on ją własnoręcznie zastrzeli. Długo ukrywała prawdę. Jednak, kiedy się dowiedziała, że Aleksander wyjeżdża powiedziała o wszystkim swojemu mężczyźnie. Ten, nie zwlekając doniósł o przestępstwie na policję, która rozpoczęła poszukiwania zboczeńca. Jeszcze w tym samym miesiącu został ujęty.

Rejon dworca kolejowego też nie uchodził za miejsce bezpieczne dla kobiet. Tutaj przechodzili ludzie w drodze do Starego Sącza, tutaj pojawiali się pracownicy kolejowi – pośród nich także przestępcy. W styczniu 1928 roku pijani parobczacy chcieli zgwałcić dziewczynę w Biegonicach. Prasa pisała o nich krótko i zwięźle: „Zwierzęta w ludzkiej skórze”.

POK_06
Rejon dworca kolejowego nie był bezpieczny, szczególnie dla kobiet. Pocztówka z początku XX wieku.

W tej okolicy, w kwietniu 1928 roku służąca Magda S. padła ofiarą usiłowania gwałtu przez pijanych chłopów na rogu Źródlanej i Kunegundy. Jak zdegenerowane było tutejsze towarzystwo świadczy fakt, iż wszyscy byli pijani w sztok… o godzinie 7 rano.

W tym samym roku, na początku września, w domu Englanderów przy ul. Szwedzkiej nieznany napastnik zgwałcił służącą, która była sama. Śledząc akta policyjne i doniesienia prasowe możemy stwierdzić, że najczęściej ofiarami gwałtów padały służące i kobiety zamieszkałe w najbiedniejszych dzielnicach miasta.

W tego rodzaje zbrodni wpisuje się ohydny gwałt, jakiego dokonano na początku czerwca 1928 roku na 17 letniej służącej p. Borkowskiego. Na ul. Grodzkiej napadło na nią kilku młodych mężczyzn. Zakneblowali jej usta i zanieśli w stronę starego cmentarza, gdzie po kolei sobie ją używali. Zakrwawiona, po bezsensownej szarpaninie z napastnikami, przyszła na komisariat policji. Była tak zrozpaczona i wycieńczona, że nie była w stanie podać rysopisów gwałcicieli. Mimo to, sądecka policja ujęła ich już pod koniec lipca.

PO_55
Ulica Grodzka na pocztówce z przełomu lat 20. i 30. XX w.

Niebezpiecznym terenem były także okolice Dunajca. Tamtejsza plaża sprzyjała nie tylko kradzieżom. Najgłośniejsza próba gwałtu miała miejsce w czerwcu 1930 roku. W drugi dzień Zielonych Świąt do kąpieli na brzeg Dunajca udała się służąca M.P. Była to częsta praktyka wśród służby w tym czasie. Kiedy wracała do domu dołączyło się do niej pięciu młodych mężczyzn, którzy zaproponowali, że ją odprowadzą. Gdy znaleźli się w pobliskich wiklinach próbowali zgwałcić dziewczynę ale ta zaczęła krzyczeć. Na szczęście, o tej porze na plaży było dużo ludzi, którzy usłyszeli krzyk kobiety. Napastników powstrzymali kąpiący się nieopodal żołnierze.

Wyjątkowo odrażające były zbrodnie gwałtu na dzieciach. Jak się niestety okazuje, stanowiły największy odsetek tego rodzaju przestępstw. Bezbronne dzieci nie zawsze potrafiły rozróżnić dobro od zła, obronić się od napastników. Częstą praktyką wśród zboczeńców – jakich dziś nazwiemy wprost pedofilami – było wabienie dzieci do domów a następnie ich więzienie.

PIC_1-B-691-8 przestępcy międzywojennego Sącza
Więzienie Karno-Śledcze w Nowym Sączu. Naczelnik więzienia Wacław Gerlach przyjmuje raport od więźniów. 1932 rok. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

27 czerwca 1931 roku nowosądecka policja zatrzymała Piotra G., który wabił małe dzieci do swojego ogrodu a potem do domu. Działał od jesieni 1930 roku. Nie wiadomo ile ofiar miał na swoim koncie.

W podobny sposób działał chyba najbardziej odrażający bandzior międzywojennego Sącza -Szymon G. Miał 68 lat, kiedy zwabił do siebie 10 letnią dziewczynkę i zamknął w szopie na Załubińczu. Gwałcił ją przez kilka tygodni. Podobnie działał w 1939 roku niejaki Julian S. z ulicy Kraszewskiego. Z zawodu robotnik, przetrzymywał u siebie pod kłódką przez 10 godzin Helenę B. Do końca nie wiadomo, o co został oskarżony.

Dzieci padały ofiarami pospolitych gwałcicieli, których jak widać w Nowym Sączu nie brakowało. 31 sierpnia 1932 roku niejaki Kalman T. z Nowego Sącza użył sobie nieletnią Stefanię G. Podobnie Jan S., robotnik z Łazów Biegonickich, który zgwałcił 7 –letnią dziewczynkę. Na przykładzie tego przestępstwa możemy dostrzec, jak nieadekwatne były kary za zbrodnie. Jan S. za ów gwałt został skazany na 5 lat i 10 miesięcy więzienia, przy czym wyszedł na wolność zapewne po rozpoczęciu wojny.

PIC_1-B-691-2
Budynek nowosądeckiego więzienia w latach 30. ubiegłego wieku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wyjątkowo sensacyjnym wydarzeniem był tajemniczy zgon 73 letniej Marii G. w Dąbrówce. 4 lipca 1933 roku, według ustaleń policji staruszka miała zostać zamordowana na tle rabunkowym i seksualnym. Jak się okazało w toku badań, została uduszona. Co ciekawe szybko znaleziono przestępcę, którego danych prasa nie podała. Kilka dni potem okazało się, że to recydywista. Wcześniej chciał zgwałcić służącą dr. Zielińskiego. Miał także regularnie zaczepiać dzieci na ulicy.

Wyjątkowo ohydne zbrodnie były słabo karane w okresie międzywojennym. Dziś, chociażby jedna z takich zbrodni byłaby długo pamiętana. Losy zboczeńców i gwałcicieli były różne. Najbardziej przerażającym jest fakt, że wielu z nich nie odsiedziało w pełni wyroków i wyszli na wolność wraz z rozpoczęciem wojny.

Łukasz Połomski