Strona główna Twoje miasto Kampania społeczna

Kampania społeczna „Przeciw sądeckim defektom” [10]. E-papierosy na sądeckich ulicach – moda, czy zagrożenie dla zdrowia młodzieży?

kampania społeczna

E-papierosy na sądeckich ulicach – moda, czy zagrożenie dla zdrowia młodzieży?

Ostatni tekst naszego cyklu dotyczy sprawy ulotnej, ale w swojej pozornej niewinności bardzo groźnej i podstępnej, szczególnie dla młodych. To zadziwiające jak łatwo przywykliśmy do młodzieży palącej e-papierosy niemal we wszystkich miejscach publicznych, na przystankach, w parkach, w drodze do szkół, na sądeckich promenadach. Trudno to zjawisko nazwać defektem czysto sądeckim, bo dotyczy całego kraju. Za lokalny defekt należałoby uznać raczej wszechobecne przyzwolenie na to zjawisko.

Papierosy elektroniczne początkowo pozycjonowane były na rynku jako wybawienie dla nałogowych palaczy, miały stanowić mniej szkodliwą alternatywę dla ludzi uzależnionych od codziennej dawki nikotyny. Marketingowcy jednak szybko odkryli zupełnie nową niszę dla tych produktów. Świetnie przewidzieli wielki potencjał tkwiący w segmencie nieletnich przyszłych palaczy. Powszechna dostępność e-papierosów mimo obowiązujących zakazów i ograniczeń, atrakcyjne smaki i agresywna promocja w mediach społecznościowych sprawiły, że stały się one jednym z największych wyzwań zdrowotnych dla młodzieży.

Reklama

Warto wykonać na sobie pewien drobny test, aby przekonać się jak groźne to zjawisko. Bo czy nastolatek buchający na przystanku kłębem białego dymku o przyjemnym truskawkowym lub landrynkowym zapachu kojarzy nam się z uzależnieniem od nikotyny, z zakupem niedozwolonych towarów i łamaniem prawa? Najczęściej nie dostrzegamy tego problemu. Nawet jeśli używane do napełniania e-papierosów płyny, tzw. liquidy, nie zawierają nikotyny, to stanowią poważny krok w kierunku przyszłego nałogu i kształtowania się nawyku, który prawdopodobnie zaowocuje w przyszłości problemami ze zdrowiem.

Wielu z nas uwierzyło w niższą szkodliwość e-papierosów albo w ich neutralność dla organizmu, nawet jeśli sami nie palimy. To efekt braku naszej edukacji i raczej intuicyjnego podejścia do sprawy. Nie śmierdzi dymem, znaczy nie takie straszne. Każdy pewnie kiedyś słyszał o substancjach smolistych, o czarnych od dymu płucach nałogowych palaczy. Ohyda, ale czy ktoś pochyla się nad skutkami wdychania mocno rozgrzanego glikolu propylenowego i gliceryny roślinnej, słodkich syntetycznych aromatów rozpadających się pod wpływem temperatury na szkodliwe związki i aerozole atakujące płuca, czy lotnego benzenu i toluenu? Do tego grzałki w e-papierosach, wydzielające metale ciężkie, przedostające się do organizmu w postaci drobnych cząstek, które mogą gromadzić się w płucach i wywoływać toksyczne działanie?

No i przede wszystkim bezwonna, ale uzależniająca nikotyna, dokładnie taka sama jak ta wydzielająca się z płonącego żywym ogniem tytoniu w tradycyjnym papierosie – często w o wiele większych dawkach. A wszystko to podane w pięknie pachnącej chmurze o smaku waty cukrowej albo waniliowego ciasteczka. Jesteśmy jako rodzice i opiekunowie tak samo podatni na te marketingowe sztuczki, jak dzieciaki. Akceptujemy wszechobecne dymki lub po prostu ich nie chcemy zauważyć, zmanipulowani własnymi wrażeniami i wiarą w „nieszkodliwą alternatywę”.

Budują w nas tę wiarę także media społecznościowe. Wystarczy się oddać na kilka chwil przeglądaniu TikToka, Instagrama czy Youtube’a, aby zobaczyć jak popularni influencerzy promują e-papierosy jako część ich stylu bycia, stając się wzorem do naśladowania i w subtelny sposób omijając ograniczenia prawne, bo wiadomo, że reklama tego typu używek jest zakazana. Można by analizować powody sięgania bardzo młodych ludzi po e-papierosy, a to design i modny styl nowoczesnego gadżetu, a to rzekoma poprawa koncentracji i rozładowanie stresu, potrzeba buntu, ucieczka od problemów czy presja grupy rówieśniczej. Nie o to jednak nam chodzi. Motywy tych działań to nie defekt sądecki przecież! Naszym defektem jest natomiast obojętność, brak świadomości, brak reakcji.

W Polsce wykonano niedawno kilka badań na temat użycia produktów nikotynowych przez młodych ludzi. Szokujące są wyniki badań zleconych przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka, jak i wyniki uzyskane w badaniu firmy MOYA oraz Fusion Labs. Aż 62% nastolatków sięga po raz pierwszy po produkty nikotynowe pomiędzy 12, a 15 rokiem życia. 80% badanych deklarowało używanie wyrobów dostarczających nikotynę, a do ich codziennego używania przyznaje się blisko połowa uczniów. Jasno widać, że poza wszechobecną tolerancją dla palenia wśród nastolatków, ktoś także te wszystkie e-papierosy i liquidy sprzedaje młodym ludziom. Skala zjawiska pokazuje, że nie są to pojedyncze przypadki, a raczej totalne omijanie prawa i obowiązujących zakazów.

Polskie władze od początku 2024 roku zapowiadają prace nad zakazem sprzedaży e-papierosów zawierających nikotynę oraz całkowitym zakazem sprzedaży tych produktów dzieciom i młodzieży, niezależnie od tego, czy zawierają nikotynę, czy nie. Kolejne kraje decydują się na takie rozwiązanie, Belgia całkowicie zakazała sprzedaży e-papierosów jednorazowych, podobne przepisy wprowadzają też Francja, Niemcy i Irlandia. Polski przykład pokazuje jednak, że prawo, nawet surowe nie załatwia nigdy sprawy automatycznie, gdy społeczna akceptacja jest po stronie młodych ofiar nałogu. Porozmawiajmy więc z młodymi Sądeczanami o zagrożeniach, o których mogli nawet nie słyszeć.

(kampania społeczna)
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj