Strona główna Wczoraj i dziś

Epidemie na Sądecczyźnie w XX wieku

Jeżeli ktoś myśli, że zarazy skończyły się w Nowym Sączu w XIX wieku to jest w wielkim błędzie. Ostatnie poważne choroby przetoczyły się przez nasze miasto niecałe 75 lat temu, kiedy zamarło życie na ulicach a szkoły i kościoły świeciły pustkami. A wszystko zaczęło się w 1903 roku od zimy bez śniegu.

Na początku XX wieku „Mieszczanin” donosił, że starzy górale niepokoili się brakiem śniegu zimą. Ich zdaniem miało to zwiastować wielkie choroby. Podobno w wigilię 1903 r. brakowało śniegu w górach, a niebo było czerwone. Można było się śmiać z tych przepowiedni mniej więcej przez trzy pierwsze miesiące 1904 r. Potem już nikomu nie chciało się żartować. Na Nowy Sącz i Sądecczyznę spadła prawdziwa plaga chorób.

Reklama
hiszpanka epidemia Nowy Sącz

Wiosną 1904 r. pojawiły się tyfus i szkarlatyna. Przyczyn epidemii dopatrywano się w korzystaniu z nowego wodociągu – Sądeczaninie już dawali się wcześniej poznać jako przeciwnicy nowinek. Miłośnicy teorii spiskowych w przypadkach epidemii mają prawdziwe pole do popisu i do dziś niewiele się zmieniło. W celu zahamowania chorób zamknięto wszystkie szkoły w mieście.

W 1908 i 1909 r. znowu pojawiała się na Sądecczyźnie szkarlatyna. Chorowało niemal 300 dzieci. Burmistrz Barbacki postanowił zastosować ryzykowny manewr i nie zamknął placówek edukacyjnych. Złośliwa prasa pisała, że lekarze miejscy czekają na większą liczbę ofiar. Na całe szczęście nie było tak źle, a szkarlatyna była chorobą, z którą ludzie „nauczyli się żyć”. Od początku XX w. to właśnie ta choroba występowała najczęściej. I to ona towarzyszyła odrodzeniu się wolnej Polski. Z jej powodu w 1919 r. zamknięto szkoły.

W marcu 1922 r. edukacja została zawieszona po wybuchu epidemii tyfusu plamistego, a pięć lat później w całej Polsce ponownie zapanowała szkarlatyna. Żadna z powyższych epidemii nie mogła się równać hiszpance, która grasowała falami, od końca 1918 r. przez niemal rok. Nikt nie liczył ofiar tej choroby, ale czytając szkolne kroniki możemy się dowiedzieć, że w każdej z placówek umierało po kilkanaścioro dzieci. To właśnie one były wówczas najbardziej zagrożone.

Niedługo potem pojawiła się czerwonka, która na początku lat 20. XX w. grasowała po starym mieście. Wówczas bezinteresowną pomoc zakażonym niósł dr Herman Reiss, żydowski lekarz, który w czasach zaborów służył w CK Armii. Dzięki niemu ocalało mnóstwo ludzi.

Meningitis, czerwonka i hiszpanka szerzą się podobno w przerażający sposób w Nowosądeckiem, tak po wsiach, jak i w samym mieście – pisał „Głos Narodu” w październiku 1918 r.

Dzieci i młodzież dorastającą dziesiątkuje menigitis i czerwonka, młodzież i starszych – czerwonka i hiszpanka. W samym Nowym Sączu i najbliższej okolicy zmarło w ostatnim tygodniu blisko 200 osób. Między innymi zmarł niezwykle ceniony i ogólnie lubiany prof. gimn. ś. p. Erazm Iszkowski oraz wikaryusz tamtejszej parafii ks. Bogacz. W Klęczanach pod Nowym Sączem wójtowi Gniewkowi w ciągu kilku dni zmarło pięcioro dzieci – relacjonował korespondent z Nowego Sącza.

Tak się złożyło, że kiedy szalała hiszpanka, Polska odzyskiwała niepodległość. Panował wielki chaos, nie było mowy o rozstrzygnięciach administracyjnych na szczeblu rządowym. O zamknięciu szkół miał zdecydować samorząd. Stało się to na początku października 1918 r. Nareszcie po licznych wypadkach zasłabnięć i zgonów zamknięto bursę im. T. Kościuszki i wstrzymano naukę we wszystkich szkołach ludowych, wydziałowych i gimnazyach. Starostwo zakazało zaś wszelkich widowisk, a w tem i przedstawień kinematograficznych. Wyjątek uczyniono tylko dla kina wojskowego, wychodząc z zapatrywania, że osoby wojskowe i ich rodziny nie posiadają tej inkinacyi co cywilni do zasłabnięcia i nie roznoszą bakcyli – pisał korespondent „Głosu Narodu”. Taka sytuacja „zamrożenia” życia publicznego trwała niemal do końca 1919 r.

Nowy Sącz sfotografowany z wieży kościoła św. Małgorzaty na przełomie lat 30. i 40. Na pierwszym planie most na Kamienicy i ul. Lwowska wraz z dzielnicą Załubińcze i jej częścią – Piekłem. Na horyzoncie dość dobrze widać granicę miejskich zabudowań – ostatnią ulicą w granicach Nowego Sącza (od tej strony) była w tamtym okresie ul. Poprzeczna (dziś Sikorskiego). Fot. archiwum prywatne / Twój Sącz

Po otwarciu szkół we wrześniu 1919 r. znowu zaczęła szaleć hiszpanka. Od 23 września do 13 października 1919 r. zdecydowano się zamknąć placówki, jednak bezskutecznie. Sytuacja powtórzyła się w listopadzie tego samego roku, a do tego dołączyła czerwonka. W czasie tej pandemii ludzie również chodzili w maskach, o czym donosi ówczesna krakowska prasa. Instruowano dokładnie jak należy je nosi, a nawet jak sobie je samemu uszyć. Ciężko powiedzieć, czy owa „moda” dotarła do prowincjonalnego Nowego Sącza.

Kolejne epidemie przyszły w czasie wojny. W getcie pojawił się tyfus, czerwonka. Sytuacja wyglądała tragicznie. Czerwonka opanowała także całe miasto. Wskutek choroby zmarł m.in. jezuicki proboszcz kościoła kolejowego ks. Józef Bury. Zmarł 20 września 1942 r. w wielu zaledwie 57 lat.

Epidemie z lat 20. XX wieku były ostatnimi jakie paraliżowały miasto. Przez 100 lat nie mieliśmy do czynienia z chorobami zakaźnymi na taką skalę. Wydawało się, że historyk piszący te słowa będzie mógł napisać, że to ostatni z artykułów dotyczących epidemii na Sądecczyźnie. Ale część IV, pt. „Epidemie w XXI wieku” pozostawiam już kolejnym pokoleniom.

Łukasz Połomski
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj