Józef Rossmanith to jeden z pierwszych Sądeczan z wizją swojego biznesu. Jego losy opisywałem w pierwszej części. Wybitny przedsiębiorca i wizjoner biznesu zmarł w czasie I wojny światowej. Jego pracę kontynuowali energiczna żona oraz dzieci.
Jak może czytelnicy pamiętają założyciel firmy zmarł w czasie I wojny światowej w Czechach, ale jego ciało zostało przywiezione i pochowane w Nowym Sączu, na cmentarzu, który zresztą nazywano powszechnie „Pod Rossmanithem” (przy ul. Rejtana). Czytaj: Hamernia Józefa Rossmanitha
I wojna światowa i okres powojenny to czas wielkiego kryzysu, bardzo niekorzystny na prowadzenie interesów. Nikogo by nie zdziwiło, jeżeli po śmierci seniora rodu hamernia i cały dorobek życia Józefa został zamknięty na kartach historii. Nie mogła do tego jednak dopuścić pani Rossmanithowa. Choć w Nowym Sączu zazwyczaj panie nie stały na czele firm i zakładów pracy, to I wojna wymusiła taką sytuację. Kobiety pokazały wówczas, że potrafią zarządzać biznesem niejednokrotnie lepiej niż ich mężowie i ojcowie. Jedną z takich postaci była żona Józefa Rossmanitha – Etelka, która przybyła do Nowego Sącza z Węgier. Miała bardzo utrudnioną komunikację z resztą otoczenia ze względu na język, ale w Galicji nikomu to nie przeszkadzało. Potrafiła dogadać się w zasadzie tylko po niemiecku, bo węgierskiego nikt nie znał.
Kierownikiem hamerni została więc po 1915 r. wdowa po Józefie, która otoczyła się mądrymi ludźmi. Jedną z nich była Maria Maak – księgowa, ale także powierniczka i przyjaciółka Etelki. Duet naprawdę się sprawdzał. Kancelarię i sekretariat prowadziła córka Józefa, Ludomiła. Ukończyła Szkołę Handlową we Lwowie, znała biegle pięć języków – do pracy nadawała się idealnie. Zakład cały czas prosperował. Dzięki niemu, w 1935 r., do dzielnicy Młyny-Hamry doprowadzono prąd.
Przyjrzyjmy się tym przedsiębiorczym kobietom. Etelka urodziła się w rodzinie Grünwaldów w Bardejowie. Jej rodzina była niezwykle wpływowa i szanowana. Od dzieciństwa uwielbiała się stroić, a już po ślubie, w Nowym Sączu uchodziła za najbardziej elegancką damę. Jak odnotował Józef Bieniek, żona przemysłowca ubrania zamawiała u krawca w Bielsku, miasta określanego galicyjskim Paryżem. Rossmanith długo musiał się starać o taką „partię”, ale mu się udało. Etelka już po ślubie „dusiła” się Nowym Sączem. Była przyzwyczajona do wielkiego świata. Podróżowała do Wiednia czy Budapesztu, oglądała spektakle i słuchała koncertów. Znakomite stosunki utrzymywała przede wszystkim z proboszczem nawojowskim, ks. Jakubem Żabeckim. Zapewne poznali się jeszcze, kiedy Józef pracował w Nawojowej. Duchowny ochrzcił wszystkie dzieci Rossmanithów. Po I wojnie światowej Rossmanithowa odcinała się powoli od świata. Etelka von Bartfai Rossmanithowa z Grünwaldów zmarła po ciężkiej chorobie nowotworowej 19 października 1944 r. Miała 75 lat.
Zupełnie niezwykłą postacią była Maria Maak, księgowa i faktyczny kierownik hamerni. Choć nie należała do rodziny biologicznie, to niewątpliwie była jej częścią, ale i też podporą i filarem. Bieniek napisał, że Etelka po śmierci Józefa sprawy zakładu potraktowała jako zło konieczne, zwalając wszystko na barki księgowej, faktycznej kierowniczki fabryki i serdecznej przyjaciółki, Marii Maak. Księgowa urodziła się we Lwowie w 1879 r., tam ukończyła Szkołę Przemysłową. W 1912 r. znalazła pracę w sądeckiej hamerni. Bieniek pisał, że była bardzo ładną dziewczyną, lubianą przez załogę. W czasie choroby Etelki była dla niej niemal jak pielęgniarka. Rossmanithom była wierna do końca, a kiedy firma była w kryzysie, sprzedawała po kryjomu na rynku bułki które sama piekła, próbując ratować biznes. Maria Maak zmarła 10 czerwca 1956 r. Fabrykanci docenili jej bezgraniczne poświęcenie i księgowa spoczęła w grobowcu Rossmanithów.
W międzywojniu właścicielem hamerni był syn Józefa, Alfred Rossmanith, który przejął ją w latach 20. XX w. Trafił na nieciekawy czas kryzysu gospodarczego. Choć zwolnił kilku robotników, zakład przetrwał. Alfred zmarł w czasie II wojny światowej, 12 września 1940 r. W kolejnych latach fabrykę prowadził syn Józefa, a potem brat Alfreda – Franciszek Hugo. W czasie wojny był przymuszany przez Niemców do produkcji rzeczy, których okupanci potrzebowali. Jego śmierć była niezwykle tragiczna. Rossmanith został zgnieciony przez czołg radziecki, który wyjeżdżał na ulicę Długosza. Akurat wówczas pojawiła się w sprzęcie awaria gąsienicy i maszyny nie dało się zatrzymać.
Dziś po historii Rossmanithów została piękna willa i walące się hale fabryczne. Kto wie, może jeszcze będą świecić blaskiem dawnej chwały? Życzymy im tego, ponieważ zakład, który tutaj istniał i ludzie, którzy go prowadzili byli naprawdę niezwykłymi postaciami!




![10 lat później: zmieniło się? [17] Lwowska 59, ibis, Szkoła Muzyczna Nowy Sącz ul. Lwowska 59 - kamienica Sieradzkich, (obecnie Apartamenty Lwowska)](https://twojsacz.pl/wp-content/uploads/2026/01/lwowska_59_10_lat-100x75.jpg)