Wiosną minęła kolejna rocznica śmierci najbardziej rozpoznawalnego sądeckiego proboszcza w XIX wieku, a może i w sądeckiej historii. Ks. Jan Machaczek to postać, o której powstawały anegdoty i legendy, mówiła o nim cała Galicja. Nazywano go „Szwejkiem w sutannie”. Nie bez przyczyny.
Urodził się w 1794 roku w czeskim Jiczynie, tym samym miasteczku, które zasłynęło z rozbójnika Rumcajsa. Jego całe życie było pełne humoru – od pierwszego tchnienia do ostatniego. Pozostawił po sobie bardzo dużo anegdot. Zanim kilka z nich, garść faktów. Przed przybyciem do Nowego Sącza był proboszczem w Brzesku. Już tutaj musi być anegdota…
Aby załatać dziurę w parafialnym budżecie, Machaczek podnosił opłaty za posługi duszpasterskie. Starał się przede wszystkim zarobić na tych nabożeństwach, które opłacało miasto, jak np. pochówki ubogich. Wszystko ma swoje granice i w pewnym momencie Machaczek je przekroczył – w czasie kazania nazywał własnych parafian „świniami”. Kiedy potem odbywała się procesja, parafianie brzescy pobili go…. świecami. Proboszcz nie pozostając dłużny przeklął miasteczko i zapowiedział, że na Brzesko spadnie siedem wielkich pożarów. Legenda legendą, a fakty są faktami: kiedy Machaczka nie było już w tamtejszej parafii, w latach 1863 – 1904 miasto faktycznie strawiły wielkie pożary. Ludzie pamiętali doskonale, kto jest temu winny.
W 1853 r. Machaczek został proboszczem w Nowym Sączu. Na liście kandydatów przedstawionych władzom na to stanowisko zajmował… ostatnie 11 miejsce. Jak to Machaczek – w życiu miał szczęście. W Nowym Sączu zasłynął jako pionier dialogu międzyreligijnego, codziennie kąpał się w Dunajcu (i to z żydowskim adwokatem), ale przede wszystkim miał niespotykane poczucie humoru.
Do południa proboszcz często chodził na spacery w stronę Heleny, gdzie zbierał polne kwiaty. Wracając do miasta rozdawał je spotkanym kobietom. Ponoć niektóre mieszczki specjalnie wychodziły naprzeciw proboszcza, żeby dostać od niego wianuszek, ale czeski proboszcz gardził taką dewocją. Zdecydowanie opowiadał się za patriarchalnym modelem rodziny. Kiedyś zaczepił kupca, który niedawno miał ślub i zapytał go… czy bije żonę. Mężczyzna powiedział, że u niego w domu do tego nie dojdzie. To niedobrze – odparł proboszcz – złą żonę trzeba bić żeby się poprawiła, a dobrą, żeby się nie zepsuła.
Bywał na festynach i w knajpach. Na alkoholu znał się wybornie. Kiedy odwiedził proboszcza w Kaninie, gospodarz podał mu wino i zachwalał jakie to nie jest stare. Machaczek powiedział: Ja już zauważyłem, że to winko jest bardzo stare, ono nawet swój smak ze starości straciło. Piwo wypił nawet na ambonie. Jedni mówią, że chodziło o zakład ze szlachcicem, inni, że z oficerem.
Ukochani w Chrystusie Panu – mówił kazanie w święto Wszystkich Świętych – śnił mi się sąd ostateczny. Sprawiedliwych aniołowie ustawiali po prawej, łajdusów po lewej stronie. I patrzyłem przerażony, jak moi parafianie wszyscy bez wyjątku właśnie na lewą stronę wędrują i ze wstydu musiałem się schować. Ksiądz przykucnął na ambonie i wypił duszkiem kufel piwa. Wstał i mówił dalej: I usłyszałem głos Pana: – Machaczku, Machaczku, gdzie twoje owieczki? Azaliż nie po lewicy? Nie wstyd ci? A mnie było wstyd i znów umknąłem przed gniewem boskim. Ponownie kucnął i ponownie wypił kufel piwa. Manewr powtórzył trzy razy. Na końcu wstał i powiedział: Usłyszałem boży głos, który prawił: – Machaczku, Machaczku, gdzie Twoje owieczki? I odpowiedziałem: – Panie, ja nie mam owieczek, tylko same świnie.
Mówił świetne kazania i przekonywał do siebie ludzi. Jeden z wikarych miał go poprosić, żeby proboszcz wygłosił za niego homilię, bo on nie zdążył jej przygotować. Machaczek się zgodził, po czym w niedzielę wyszedł na ambonę i powiedział: Kazania nie będzie, bo się wikary nie przygotował. Innym razem przerwał kazanie w czasie burzy z grzmotami i powiedział: Skoro Pan przemawia, ja Machaczek, muszę zamilknąć.
Gdy umarła jedna z sądeckich prostytutek, sam proboszcz przewodniczył jej pogrzebowi. Za życia zaspokajała potrzeby stacjonującego w mieście wojska, toteż na cmentarz przyszło wiele osób w mundurach. Przybyły też tłumy ciekawskich nowosądeczan, czekających na to, co o jawnogrzesznicy powie ich proboszcz. Nad grobem opowiadał o bożym miłosierdziu. Swoją przemowę zakończył słowami: Kto z obecnych nie zgrzeszył ze zmarłą, niech na jej trumnę rzuci grudkę ziemi. Wszyscy mężczyźni z opuszczonymi głowami opuścili cmentarz.
Niestety z Brzeska przywiózł ze sobą zamiłowanie do kart. Podobno kiedy przegrywał pieniądze, podnosił stawki za pogrzeby. Znana jest jego riposta do starosty Kurowskiego, który poskarżył się na tak wysokie koszty: Ja nie wiem, czy pan starosta nawet za takie pieniądze chciałby ubrać się w płachtę, iść przez Rynek i beczeć? Pewna zamożna wdowa była zniesmaczona kosztami pogrzebu dla męża. Powiedziała Machaczkowi, że pójdzie do jezuitów: A idź, ale za tak marne pieniądze oni ci wszystko sfuszerują.
Kiedy Machaczek umarł w 1882 r. płakał cały Nowy Sącz: katolicy, Żydzi, protestanci. Jak głosi jeszcze jedna anegdota, nawet na cmentarzu ludzie śmiali się, przypominając jego życie. Zwłoki księdza spoczęły na Starym Cmentarzu. W innym miejscu postawiono nagrobek, a w innym wykopano grób. To był ostatni uśmiech sądeckiego proboszcza.




![10 lat później: zmieniło się? [17] Lwowska 59, ibis, Szkoła Muzyczna Nowy Sącz ul. Lwowska 59 - kamienica Sieradzkich, (obecnie Apartamenty Lwowska)](https://twojsacz.pl/wp-content/uploads/2026/01/lwowska_59_10_lat-100x75.jpg)