Część czwarta
Zagmatwałem się z tym całym Heglem. Ale jedno jest już dla mnie pewne i nie muszę o nic pytać Pana Prezydenta. Wiem, jak to idzie w tej triadzie heglowskiej. Tezy stawia prezydencka większość na radzie miasta. Antytezę, kij w szprychy, formułuje pisowska opozycja. Pan Prezydent koncertuje się jedynie na syntezie. I skaczę z syntezy na syntezę, jak z kwiatka na kwiatek. Większość na radzie, przejmuje te syntezy i przekształca w twórcze tezy, których nie rozumie pisowską opozycja. Pan Prezydent następnie serwuje kolejną syntezę, zgrabną i spójną. Tworzy się taki niebiański ciąg, miraż załatwionych spraw.
Sprawa byłaby już jasna, skoro kwestia Heglowskiej triady została rozwikłana, to nie ma o powodów zajmować czas Panu Prezydentowi. Wszystko jest już wiadome. No ale spacerowałem sobie po mieście z rana, przechodziłem obok bazyliki ze zjawiskowym miedzianym dachem. Idąc ulicą Świętego Ducha zaliczam zawsze ciarki po plecach. Odpoczywam tylko trochę na ulicy Wyszyńskiego, bo to jednak tylko Prymas Tysiąclecia, gdzie mu się mierzyć do Ducha Świętego. Mnie ogarnia ambiwalencja w obliczu splendorów świętości. Myślę jednak bardziej o życiu niż śmierci. Na płycie rynku już szedłem krokiem panczenisty. Kierowałem się do biblioteki. Ale przy ratuszu czuje pewne onieśmielenie, ponieważ władza świecka indukuje we mnie pokorę połączoną z szacunkiem. Myślę wtedy o rozdziale Kościoła i Państwa, o postanowieniach Soboru Watykańskiego II z lat 60-tych ubiegłego wieku. Coś mi nie pasuje, jakbyśmy zatoczyli koło. W naszym mieście to jest także widoczne…
Przy bibliotece publicznej czułem się już jak w domu. Chłopaki czekali z napitkiem i zakąską. Było stosunkowo wcześnie, ale dzień zaczynał się dobrze. Nie każdy może wznosić tost już z rana… Ale na swoje nieszczęście, a może jednak szczęście, podszedłem do elewacji biblioteki. Tam znalazłem ostatnio… ale to już nie ważne co, ponieważ znowu ktoś wystawił sporą księgę. Wziąłem do ręki z obawą, bo pomyślałem, że znowu to będzie Hegel. Nie, to było coś innego. Trudno wprost uwierzyć, ale to miało związek z moim klerykalnym spacerem. Tytuł mnie przeszył dreszczem: Traktat o Bogu. Święty Tomasz z Akwinu. Paradoksalnie, to mnie ucieszyło. Przerabialiśmy to na religii w 7 klasie. Ale nie pamiętałem wiele, jedynie tę sentencję o kobiecie, że została powołana jako „pomoc do rodzenia” i te wywody o jej pochodzeniu z żebra mężczyzny. Dla wolnomyśliciela, jakim jestem, czytanie Tomasza, to spore wyzwanie. Ale Tomasz pisze elegancko, zgrabnie, nie tak jak ten zagmatwany Hegel.
Tomizm to doktryna obowiązująca nadal i mocno w kościele katolickim. Przyszedł mi na myśl Pan Prezydent i jego mocne inklinacje konserwatywne, często przez niego podkreślane. Chadza także „pod rękę” z proboszczem Bazyliki, regularnie uczestniczy w odpuście. A i okazało się, że Ksiądz Proboszcz pisał doktorat o świętym Ambrożym, o jego koncepcji wolności. To mnie zainspirowało. Zamarzyłem sobie, że mógłbym mieć wspaniałych interlokutorów: Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza. Ale to nie jest tak łatwo, aby wejść w rozmowę, w teologiczną dyskusję z takimi tuzami. Trzeba być mocno przygotowanym, obkutym.
Postanowiłem przeczytać trzykrotnie Tomaszowy Traktat o Bogu i wtedy mogę jakoś zaistnieć w dyskusji, a może i nawet błysnąć, zaskoczyć czymś. Pomyślałem, że łatwiej będzie jednak zbliżyć się nieśmiało do poziomu Pana Prezydenta, niż dorównać duchownej osobie z teologicznym doktoratem, oczytaną w zagadnieniach wolności i Wolej Woli. Gdybym mógł jeszcze przeczytać ten doktorat Księdza Proboszcza? Może jest w naszej bibliotece i kiedyś go wyłożą na parapet? Oby tak się stało!
Zabrałem się od razu do lektury Tomasza. Chłopaki rozpoczynali już poranną biesiadę, a ja udałem się nad „święty” Dunajec. Czytałem cały dzień i całą noc. Wzruszyłem się Tomaszowym wyjaśnieniem przyczynowości, że wszystko na tym świecie ma porządek: od kupy kamieni do samego Boga. To sens Tomaszowego dowodu na istnienie Boga. Ale i na tym ciągu przyczynowości znajduje się także czyn, synteza, której dokonuje ciągle Pan Prezydent. Kolejna synteza zbliża do Boga, który jest doskonałą jednią i syntezą.
Mam pewien problem z tymi Tomaszowymi dowodami na istnienie Boga, Jest ich aż 5. Ten pierwszy z ruchem jest dość prosty, że jak się coś rusza, to musiał być „pierwszy poruszyciel, czyli Dobry Bóg. Drugi dowód, to przyczyna-skutek, a praprzyczyną wszystkiego jest Dobry Bóg. Trzeci dowód, to byt konieczny, od którego biorą się wszystkie byty. Bytem koniecznym jest Dobry Bóg. Czwarty dowód, doskonałości, to ta kupa kamieni i doskonałość Dobrego Boga jest najwyżej. Piąty, to, że wszystko jest harmonijne.
Marzy mi się rozmowa z Panem Prezydentem i Księdzem Proboszczem w sprawie tych dowodów. Ciekawy który jest ich ulubionym? Dla mnie czwarty. Krzepi mnie to, że bliżej mi do Boga, niż do tej kupy kamieni. To jest jakoś optymistyczne.
Potem doczytałem o Lex Aeterna, że to Prawo Wieczne pochodzi od Boga, a święty Kościół „wyrywa” rozumienie z Prawa Wiecznego i wykłada nam wspaniałomyślnie w postaci Prawa Naturalnego. To z prawa naturalnego wynika absolutny zakaz aborcji, in vitro, potępienie antykoncepcji. Jest także znamienna proklamacja Tomasza dotycząca pośrednio aborcji. Tomasz uważał, że chłopiec otrzymuje duszę po 40 dniach od zapłodnienia, a dziewczynka po 90. Z jednej strony staje się jasna wyższość mężczyzn nad kobietami, ale także wychodzi na to, że aborcja przed 40 dniem jest dopuszczalna przez samego świętego Tomasza. A gdyby wiedzieć, że ma się rodzić dziewczynka, to i do 3 miesięcy można dokonywać zabiegu aborcji. Ciekawe, co o tym sądzą Pan Prezydent i Ksiądz Proboszcz? Tomizm obowiązuje, więc konsekwencja nakazuje… Ale, co ja tutaj będę mędrkował, trzeba zapytać mądrzejszych.
Zrodziło mi się także kolejne pytanie, ale już tylko do Pana Prezydenta. Czy Pan Prezydent wywodzi swój tradycjonalizm gruntu religijnego czy świeckiego? A może jednak swój konserwatyzm wywodzi z ontologii zła? Jeżeli bowiem zło istnieje i jest nieusuwalne to prowadzi to do konserwatyzmu. A może bliski jest mu konserwatyzm o klerykalnej proweniencji? Jakże byłoby ciekawie porozmawiać o tym z Panem Prezydentem bezpośrednio.
Ale co z tą ambrozjańską wolnością? Jak tutaj pofechtować teologicznie z Księdzem Doktorem? On zapewne inspiruje się Ambrożym, który swoje życie poświecił na układaniu relacji z władzą świecką. Wedle niego, ta świecka władza winna być podporządkowana Kościołowi. Ile czasu musiało upłynąć, aby doszło do rozdziału Kościoła od Państwa i unieważnienia wskazań Ambrożego? Czy Ksiądz Proboszcz, wzorem biskupa Mediolanu, Ambrożego, chce wypełnić jego przesłanie wobec Pana Prezydenta? Ambroży podporządkował sobie samych cesarzy, a Ksiądz Proboszcz ma „tylko” prezydenta nie tak dużego miasta. Na mieście gadają, że już mu je z ręki. Ale nie wiem, kto komu je? To także jest warte rozstrzygnięcia.
Mam jeszcze wiele innych pytań. Tak podziałała na mnie lektura Świętego Tomasza i Jego Traktat o Bogu. A może gdy mam problem z dotarciem do Pana Prezydenta, to udałoby mi się porozmawiać z Księdzem Proboszczem? Jutro pójdę wprost na plebanię i może mnie nie wyrzucą? Gdybym miał jakąś marynarkę i krawat, to byłoby łatwiej wejść. Idzie Wielki Post i moje pytania są absolutnie odpowiednie, są na czasie. Mam jeszcze wiele konfesyjnych pytań. Zaserwuje na koniec jedno takie pytanko:
Bóg paradoksalnie wyposaża człowieka w Wolną Wolę. Po co? Aby człowiek płatał mu figle, aby go zawodził i zdradzał? Po co Bogu był potrzebny taki masochizm? Przecież przez istnienie grzechu Bóg musi znosić ciągłą obrazę boską. Wydaje się, że Dobry Bóg mógłby to załatwić inaczej. Ciekawe, co Ksiądz Proboszcz na to? Może św. Ambroży coś głosił w tej kwestii?
Część piąta
Mocno zagłębiłem się w świętego Tomasza. Pisze on zaiste zgrabnie. Przeczytałem Traktat o Bogu 3 razy. Uznałem, że to wystarczy. Chłopaki z ferajny zadowolili się moim skrótem, nie chcieli czytać. Ale wywołała się jednak bardzo ciekawa, teologiczna dyskusja na obrzeżach pewnego sądeckiego sklepu. Tak, nie tylko w eleganckich salach dyskutuje się ważkich sprawach. Wśród osób z problemami mieszkaniowymi jest także spory potencjał intelektualny i awangardowe wolnomyślicielstwo. Mnie się również zamarzyło, że w takim naszym sympozjum mogliby nawet uczestniczyć: Pan Prezydent i Ksiądz Proboszcz. No nie jestem jednak naiwny, tak się jednak nie stanie. „Okoliczności przyrody” są cokolwiek zbyt awangardowe.
Postanowiłem zwrócić Traktat o Bogu na ten sam parapet biblioteki, gdzie to dzieło zostało wyłożone. Niech inni Sądeczanie mogą także czytać te teologiczne wspaniałości. No i przy parapecie zostałem po raz kolejny zaskoczony. Na tym samym parapecie biblioteki publicznej bowiem leżała sobie kolejna książka… Uznałem, że ona została tam wyłożona ze względu na mnie. To był Albert Camus. Byłem pewny, że to już zaplanowana gra ze mną, jako czytelnikiem. Ktoś specjalnie i wyrafinowanie dobiera te lektury. Czytać Camus tuż po św. Tomaszu, to niezła jazda. Pamiętałem Camusa jeszcze ze szkoły średniej. Czytaliśmy Camusa po szkolnych toaletach z wypiekami na twarzy. Przypuszczałem zatem, co postanowiono mi zaserwować z kanonu Camus. Nie myliłem się były to: Mit Syzyfa i Człowiek zbuntowany. To jest bingo – centralny Albert Camus. Wyznacznik i oś jego poglądów, ale także pewnej ich ewolucji.
Przyszła mi do głowy także myśl, że doborem tych lektur zajmuje się sam Pan Prezydent, w ramach konstruktywnej perwersji, ale także swoistego dialogu ze wszystkimi sądeckimi środowiskami, także z naszym. To taka prezydencka gra na wielu fortepianach, symultaniczny dialog ze wszystkimi sądeckimi środowiskami. Prawdziwy społeczny kontrapunkt dialogiczny. Ileż trzeba mieć sił, aby godzić to wszystko? Wiele spraw, inwestycji, budów i Pan Prezydent znajduje jeszcze czas, aby pochylić się nad naszym środowiskiem, przecież nie tak licznym.
Ktoś nawet na ostatniej sesji rady zadał pytanie, gdy dyskutowano nad sprawą bezdomnych zwierząt: a co z bezdomnymi ludźmi w naszym mieście? No teraz już jest wiadomym. Pan Prezydent daje nam duchowe pokrzepienie, serwując takie właśnie lektury. Nie afiszuje się z tym. Robi to w sposób szalenie delikatny i dyskretny. My ze sprawami życiowymi jakoś sobie radzimy, potrzebujemy nieodmiennie czegoś dla ducha. Ta pomoc w postaci proponowanych nam dzieł filozoficznych jest trafiona w przysłowiową 10. Mówię to w imieniu naszego środowiska. W sprawie zamkniętej izby wytrzeźwień zajmiemy stanowisko osobno. Nie chcę nadmiernie mieszać wątków.
Zabrałem się od razu do lektury Camusa. Udałem się nad Dunajec, pod nowy most. Tam siadam i czytam. Czasami przechodzą tam namiętni zakochani. Ale nigdy sobie nie przeszkadzamy… Camus kłuje pesymistycznym „absurdem”. Że to niby nasze życie jest absurdalne. No, jeżeli żyje się w źle zarządzanym mieście, to może tak się wydawać. W Nowym Sączu jest na pewno łatwiej. Camus w Micie Syzyfa pisze o niezgodności pomiędzy człowiekiem a jego życiem. To generuje poczucie absurdu. On przejawia się; świadomością przemijania, obcości świata, świadomości śmierci. Absurd nie istnieje w człowieku, ani w świecie, lecz w ich wspólnej obecności. Mocne.
Jak chronić się przed absurdem? Co robić? Wyjściem nie jest, ani samobójstwo, ani „skok w wiarę”, Tak radził św. Tomasz i św. Ambroży. Dlatego ta lektura Camus stoi w jawnej sprzeczności z Tomaszowym Traktatem o Bogu. Odpowiedź jaką udziela Camus jest zaskakująca. Trzeba bowiem zawiesić Rozum. Nie odrzucić go, ale także nie należy bezwzględnie na nim się opierać. Taki stan doprowadza do pozbycia się Nadziei. Jeżeli nie ma nadziej, to wedle Camus łatwiej żyć. To daje jasność widzenia. Camus twierdzi, że z puszki Pandory wyszła właśnie nadzieja. Brak nadziei nie oznacza jednak rezygnacji. To jest chyba najciekawsze w perspektywie Camus.
Ciekawe co Pan Prezydent na to? Ksiądz Proboszcz na pewno nie będzie się patyczkował z tymi wywrotowymi wywodami i zaleceniami Camusa. On, przekreślając lekką ręką nadzieję, przekreśla także wiarę. O miłości Camus nie pisał wiele. Ale prowadził za to bardzo „miłosne życie”. Kobiet, kochanek, żon było w jego życiu sporo. Czy Pan Prezydent to potępia? Zapewne tutaj jest oficjalnie w zgodzie z Księdzem Proboszczem. Ja także oficjalnie potępiam rozwiązłość Camusa, ale jakoś coś jednak przyciąga. Zło bywa magnetyczne. Ale mnie zostaje już tylko miłość platoniczna. A sądeckie dziewczęta są takie piękne, szczególnie wczesną wiosną. Mają dodatkowo w sobie coś … naglącego…
Syzyf rezygnuje ze szczęścia wiecznego. Nie rezygnuje jednak ze szczęścia w ogóle. Jego los staje się jego własną sprawą. Kamień jest jego kamieniem. To źródło jego radości. Tak trzeba właśnie żyć wedle Camus. Czy to jest pesymistyczne? Podobno nie jest. To wszystko pozwala głębiej uwierzyć w człowieka. Camus to był jednak kawał twardziela. Na tym nie koniec, dalej szarżuje. Twierdzi, że to chrześcijaństwo jest pesymistyczne co do człowieka. Jest natomiast optymistyczne, jeżeli chodzi o ludzkie przeznaczenie. Zalecenia Camus są optymistyczne co do człowieka, ale pesymistyczne co do jego przeznaczenia. Wszystko jest odwrócone. Camus to odwrócony św. Tomasz! Teraz jest to oczywiste. Dlatego ktoś uznał, że tą pozycję muszę przeczytać zaraz po Traktacie o Bogu.
Co jednak z tym buntem Camusa? To jest wyłożone w Człowieku zbuntowanym dość jasno. Z absurdu trzeba przejść do buntu, aby działać. Jest bunt, albo rezygnacja. Trzeba się opowiedzieć. Pamiętamy Dżumę. Tam jedni rezygnują inni buntują się przeciw zarazie i podejmują działanie. Buntownik działa w imię wartości bliskim wszystkim ludziom. Każdym aktem buntu przekracza się samego siebie. W absurdzie cierpienie jest indywidualne, ale w buncie staje się wspólne. Buntownik nie jest ateistą. On wciąga samego Boga w swoje doświadczenie. Bóg nie daje nagrody. Przykładem dobrze zbuntowanego jest Prometeusz.
Teraz zrozumiałem, że Pan Prezydent jest wierzący według św. Tomasza, a jednocześnie zbuntowany wedle Alberta Camusa. Można zatem twórczo pogodzić sprzeczne inklinacje. Jest do pogodzenia: bycie Bożym apostołem, posłannictwo Prometeusza i działanie na wzór doktora Bernarda Rieux z Dżumy. Polem działania Pana Prezydenta jest nasze miasto. Nic już nie będę dopisywał. Teraz potrzebna jest cisza.
P.S.
Panie Prezydencie, zapraszamy Pana wraz Księdzem Proboszczem pod „nasz sklep” na nasze sympozjum odnośnie twórczości Alberta Camus będącego w opozycji do spuścizny św. Tomasza.





