Strona główna Twoje miasto Kampania społeczna

Kampania społeczna „Przeciw sądeckim defektom” [7]. Nocne wyścigi w Nowym Sączu – problem czy pasja?

kampania społeczna

Przeciw sądeckim defektom - sprawa nocnych wyścigów samochodowych

Nowy Sącz, choć kojarzony z pięknem górskiego krajobrazu i spokojem niewielkiego miasta, wstrząsany jest nie tylko sporami o spalarnię śmieci, czy finansowanie Sandecji. Jest taki temat, który na 100% wywoła burzliwą dyskusję, a to u cioci na imieninach, a to w kolejce do lekarza albo na lokalnych internetowych forach.

Nasze miasto od wielu lat jest areną nocnych wyścigów samochodowych, które wzbudzają skrajne emocje. Dla jednych to nieodpowiedzialna brawura, stwarzająca zagrożenie dla mieszkańców i innych użytkowników dróg. Dla innych to adrenalina, pasja i miejsce, gdzie mogą wypróbować swoje przewagi kierowcy oraz ich modyfikowane auta. W lokalnych grupach dyskusyjnych i w mediach społecznościowych ten temat nieustannie iskrzy, stając się punktem zapalnym w debacie o bezpieczeństwie, kulturze motoryzacyjnej i młodzieżowych fascynacjach.

Problem zdaje się narastać wraz z rozwojem ekonomicznym regionu i rosnącą ilością naprawdę szybkich i głośnych samochodów w rękach Sądeczan. Paradoksalnie też, intensywne remonty sądeckich dróg stwarzają kolejne gładkie jak stół trasy, idealne do testowania tych sportowych aut. Jeśli problem nie zostanie systemowo uporządkowany, zapewne będzie narastał w kolejnych latach. Ze zjawiskiem walczy policja, kontrole grupy „SPEED” regularnie zatrzymują kierowców przekraczających prędkość i naruszających przepisy drogowe. W całym 2023 roku zanotowano tysiące wykroczeń, głównie za nadmierną prędkość i hałas. Policja przeprowadza akcje prewencyjne, korzysta z monitoringów, a także podejmuje działania w rejonach, gdzie nielegalne wyścigi stają się najbardziej widoczne. Jednak organizacja tych wyścigów jest bardzo dynamiczna. Informacje o miejscach spotkań są udostępniane w zamkniętych komunikatorach, na krótko przed wydarzeniem, co pozwala unikać patroli.

Reklama

Legendarnym miejscem, które przyciąga młodych miłośników szybkiej jazdy w Nowym Sączu, jest parking przy al. Piłsudskiego, popularnie zwany „Jojko”. To tutaj w ciche wieczory, po zmroku, gromadzą się dziesiątki kierowców, często nie tylko z Nowego Sącza, ale również z pobliskich miejscowości. Monitoring zmienił niedawne jeszcze zwyczaje, bo szalone driftowanie, palenie gumy i ryczące silniki musiały się przenieść w okoliczne miejscówki. Jednak to wciąż miejsce, które z jednej strony przyciąga tłumy młodych, zafascynowanych motoryzacją ludzi, a z drugiej budzi frustrację okolicznych mieszkańców, którzy nocami walczą o spokój i bezpieczeństwo na ulicach. Ryk samochodów na Alejach Piłsudskiego, szalone nawrotki na I Brygady, testowanie maksymalnego przyspieszenia na ul. Lwowskiej, to ekstra atrakcje fundowane mieszkańcom okolicznych osiedli.

Wystarczy przejrzeć trochę komentarzy w social mediach, aby przekonać się jaką temperaturę ma prowadzona tam dyskusja. Od kuriozalnych pomysłów montowania wszędzie progów zwalniających, po kontrargumenty, że jak ktoś wybrał mieszkanie przy ulicy, to musiał się liczyć z hałasem ulicznym, nawet o 3.00 w nocy, nawet o natężeniu 130 dB. Pytanie, czy sądeckim defektem jest organizacja tych wszystkich wyścigów i nocne rajdy, czy raczej zupełny brak zrozumienia pomiędzy skonfliktowanymi stronami?

Dla wielu młodych kierowców to nie tylko zabawa, ale sposób na życie. Przebudowywanie samochodów, śrubowanie parametrów, testowanie możliwości – to pasja, która pochłania wiele czasu, ale wymaga także ogromnej wiedzy i zaangażowania. W internecie często pojawiają się filmy z tych spotkań, podkreślające nie tylko emocje, ale też ogromną pracę włożoną w budowę tych wszystkich aut. Czy młodzi kierowcy słusznie czują się niezrozumiani? Czy wyścigi można traktować jako swoisty manifest ich umiejętności i poświęcenia?

Mieszkańcy są jednak zaniepokojeni. Wskazują na problemy związane z hałasem, niebezpieczeństwem dla pieszych i innych uczestników ruchu. Problem nielegalnych wyścigów wymaga złożonych rozwiązań. Same interwencje policji, monitoring i dokręcanie śruby to za mało. Istnieje chyba potrzeba stworzenia alternatyw – miejsc, gdzie młodzi ludzie będą mogli legalnie rozwijać swoje pasje. Przykład o wiele bogatszego miasta czyli stolicy pokazuje, że tysiące kamer, drony i ogromny wysiłek służb nie wyeliminował zjawiska nocnych samochodowych rajdów. To nie jest problem lokalny, to ogólnopolski fenomen, który wymaga mądrych pomysłów.

(kampania społeczna)
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj