Czytając sprawozdania z sądeckich procesów opracowane przez ks. Sygańskiego, pojawia się refleksja, czy gorsze były popełniane zbrodnie, tortury, czy może kary. Nowożytność to był brutalny czas, nie pozbawiony lokalnych bohaterów skandali, także morderców.
Bywali w owych czasach mordercy brutalni, bezwzględni i nie kryjący się ze swoimi postępkami. Zdarzali się też wyrafinowani zbrodniarze. Można do nich zaliczyć młynarza z Łęki, Wojciecha Srokę. Wskutek zażyłości i niegodziwych stosunków ze służącą Agnieszką Ferensówną, pewnej nocy udusił swą własną żonę, Dorotę Feydziankę, potem zawiesił na jej szyi powróż, „ażeby się zdawało, że to sama zrobiła“, wreszcie zaciągnął uduszoną do stawu i utopił w wodzie – opisywał zbrodnię ks. Sygański. Wydawało się, że jak na ówczesne warunki śledztw nikt nie dojdzie sprawiedliwości, a Sroka i Ferensówna będą mogli cieszyć się wolnością. Sprawę zaczęła na własną rękę badać rodzina zamordowanej. Jej bracia rodem z Librantowej odkryli prawdę i donieśli o tym do sądu w Nowym Sączu. Rozpoczął się proces. Sąd początkowo przesłuchiwał świadków rodem z Librantowej i Mogilna – niemal sąsiadów zbrodniarzy i ofiary. Aby przyspieszyć wydanie wyroku postanowiono pomóc Sroce, żeby przypomniał sobie, jak dokonał zbrodni i zafundowano mu „rozciąganie” na torturach.
Długo nie trzeba było czekać. Młynarz przyznała się do zarzucanych czynów, że dopuścił się podwójnego hańbiącego czynu przeciwko Boskim i ludzkim prawom, przeto, żeby się świętej sprawiedliwości zadość stało, a inni podobnych warowali się zbrodni, ręka prawa ma mu być ucięta w bramie miejskiej, a potem ma być ćwiertowany na cztery części na miejscu zwykłem tracenia. Należy zwrócić uwagę na brutalność wyroku – winnego żywcem ćwiartowano, a więc ucinano jego części ciała. Była to jedna z najsurowszych kar, która pojawiała się przy procesach o zabójstwo lub inne ciężkie zbrodnie. Okazuje się, że może być gorzej.
Wyjątkowo brutalnie potraktowano Krzysztofa Papugę z Mogilna, który był oskarżony nie tylko o zabójstwo, ale kradzieże i rozboje. Dziś nazwalibyśmy jego postępowanie jednym słowem: recydywa. W 1665 r. wydano na niego wymowny wyrok: Chociaż za tak wielkie zbrodnie na daleko większe zasłużył kary, jednakowoż łagodząc sprawiedliwość, orzekamy. Zato, że dobrał kluczy do skrzyń i nocą okradł Marcina młynarza i zabił Stefana młynarczyka, prawa ręka ma mu być ucięta i ma być ćwiertowany na cztery części na miejscu tracenia. Zato zaś, że złupił ule pszczelne, ma myć do pala przybity, a wykrojony pępek i koniec jelita prowadzony około pala, na któryby wysnowały się jelita jego. A za złodziejstwa mają być na szubienicy rozwieszone części jego. Kat sądecki musiał mieć wyjątkowo mocne nerwy, żeby wykonać ten wyrok. Biedny skazaniec zrozumiał na koniec swoje postępowanie i doczesne rzeczy (głównie ukradzione!) przekazał w spadku księdzu, który go wyspowiadał przed śmiercią.
Żeby nie pominąć tutaj obywateli Nowego Sącza, którzy również nie stronili od szarżowania nożami i szablami, trzeba wspomnieć rzeźnika Jakuba Barnasiowicza zwanego też Piątkowskim. Wygląda na to, że za bardzo wczuł się w swój zawód i w 1684 r. ugodził nożem w piersi i zabił szlachetnego Władysława Łastowieckiego. Ofiara zbrodni była nie tylko ze stanu szlacheckiego, ale także żołnierzem w służbie Rzeczypospolitej. Dlatego jego rodzina oraz towarzysze broni zanieśli żałobę do sandeckiego grodu. Jak się można było spodziewać, skazano go na karę śmierci, również bardzo brutalną: odcięto mu prawą rękę i głowę pod ratuszem, ćwiertowano go na cztery części, a na koniec razem z odciętą głową powieszono na miejscu publicznem.
Wyjątkową odrazę budziły zbrodnie dokonywane przez kobiety, a szczególnie matki. Brutalnie karano dzieciobójczynie. Problem niechcianego potomstwa i związanych z nim zbrodni był żywy jeszcze po II wojnie światowej. Kary za to przestępstwo były wyjątkowo brutalne.
Możemy natrafić na kilka przykładów procesów, które na tym tle toczyły się w Nowym Sączu. W ten sposób oskarżono Zuzannę, córkę Jana Klimczyka z Zatoki. Zaraz po urodzeniu dziecka miała je udusić. W 1668 r. sąd wydał wyrok: Ażeby tego rodzaju zbrodnia zabójstwa na ciele i duszy nie pozostawała bezkarnie, a innym do popełniania podobnych zbrodni droga zamkniętą była, Zuzanna ma być żywcem przez kata zanurzona w wodzie i pochowana razem z uduszonym synem na brzegu Dunajca. Brutalne, ale standardowe. Za dzieciobójstwo żywcem topiono w wodzie i grzebano na brzegu rzeki. Niemal identyczna kara spotkała wdowę z Białejwody z 1682 r., która zaszła w niechcianą ciążę i postanowiła pozbyć się płodu domowymi sposobami. Trzeba pamiętać, że na wsiach często zdarzały się kobiety (zwane także później „babkami”), które zawodowo spędzały płody dzieci. W tamtych czasach uznawano je za czarownice i trafiały na stos. Takich przypadków również w Sączu nie brakowało.
Czasy były brutalne, ale kary równie surowe. Sygański – ksiądz, ale jednak wyrażał się jednoznacznie o karze śmierci. Słowa zapisane w XIX w. do dziś mogą dla nas być źródłem refleksji: Dziś inne są poglądy na ustrój cywilizacyi europejskiej, inne kodeksy karne, innym też torem płynie fala sprawiedliwości ludzkiej. Więzienia napełniają się i dziś wykolejonemi istotami. Ci sami, co przed rokiem za kratami siedzieli, wracają napowrót do swej więziennej celi, niekiedy po raz drugi i trzeci, a nawet na kilka zawodów. Snadź krata więzienna nie przestrasza ich bardzo, skoro zniesiono cielesne kary.





![10 lat później: zmieniło się? [17] Lwowska 59, ibis, Szkoła Muzyczna Nowy Sącz ul. Lwowska 59 - kamienica Sieradzkich, (obecnie Apartamenty Lwowska)](https://twojsacz.pl/wp-content/uploads/2026/01/lwowska_59_10_lat-100x75.jpg)