Strona główna Twoje miasto

Sokrates w Nowym Sączu czyta „Chłopa polskiego w Europie i Ameryce”

CZĘŚĆ SIEDEMDZIESIĄTA DRUGA

Nowy Sącz w czerwcu prezentuje się całkiem dobrze. Miło posiedzieć pod Kasztanem. Ludzie podchodzą do mnie. Poklepują mnie protekcjonalnie. A jeden przedsiębiorca zaproponował robotę. Przeczytał ostatni tekst o sztucznej inteligencji. Uwierzył Panu Inżynierowi a nie mnie. Uważa, że mam wysokie kompetencje i mogę w jego firmie postawić „szalki Petriego”. On chce stworzyć algorytm ChatGTP-4, który umożliwi mu potrojenie sprzedaży pustaków. Reklamy i banery nie sprawdzają się.

Ktoś mnie pytał o Talcotta Parsonsa. Bardzo przytomne pytanie zadał: skoro Parsons kwestionuje pochodzenie celów człowieka, to skąd biorą się wartości? To bardzo mądra uwagą. Parsons szafuje z celami, nobilituje wartości, nie podając jasnego źródła ich pochodzenia. Jeżeli cele są przypadkowe, to może wartości są także przypadkowe?

Reklama

Pisałem wiele o swoich snach. To trochę banalny temat i bardzo oklepany. Ileż to napisano senników? Ile razy sny stawały się ważnymi wydarzeniami w literaturze? Ja do nich także nawiązuję. Ale chodząc po Nowym Sączu czasami zdaje mi się, że jestem w onirycznych okolicznościach.

Mam nieodparte wrażenie, że w opustoszałych kamienicach funkcjonują tajne kancelarie prawne. Ich działanie jest podobne do tych z Procesu Kafki. No i udziela mi się wtedy atmosfera koszmaru. Przypomniało mi się takie zdanie z Procesu: Pokój adwokatów leży na najwyższej kondygnacji strychów; gdy więc ktoś wpadnie w dziurę, to noga zwisa z sufitu niższego strychu, i to na korytarz, gdzie czekają strony. Mnie wydaje się, że tak jest na Wałowej i Jagiellońskiej od strony Kościuszki.

Ale na szczęście przypomniał mi się także wiersz Wisławy Szymborskiej Pochwała snów. Jakże on jest inny niż od tej koszmarnej, kafkowskiej duchoty. Są zatem koszmary, ale we śnie można: malować jak Vermeer, rozmawiać biegle po grecku, grać świetnie na fortepianie, oddychać pod wodą, odkryć Atlantydę. Ale mnie najbardziej spodobało się to, że we śnie zawsze budzimy się przed śmiercią. Koszmar kończy się szczęśliwie.

A Proces Franza Kafki jak się kończy? Zacytuje ostatnie zdanie: „jak pies – powiedział do siebie; było tak jak gdyby wstyd miał go przeżyć. Koszmar Józefa K. kończy się jego śmiercią. Teraz już wiemy, dlaczego Franz Kafka nie otrzymał nagrody Nobla a Wisława Szymborska ją otrzymała. Co może „przeżyć” człowieka? Oto jest pytanie! Zwykła pamięć to za mało.

Ja udałem się do biblioteki. Chcę czytać. Socjologia współczesna pochłonęła mnie zupełnie. Talcott Parsons rozgrzał mnie mocno. Co teraz znajdę na bibliotecznym parapecie? Nie sposób tego przewidzieć. No i zaskoczenie. Mocny polski akcent. Chłop polski w Europie i Ameryce. William Thomas i Florian Znaniecki. 1922. Niesamowite.

Przyznaję się. Nie czytałem tego. Nawet Maciek tego nie czytał. Nigdy o tej lekturze nie mówił. A jak coś czytał, to zaraz o tym opowiadał. A gdy lektura była ważna i fascynująca nie przychodził do szkoły. Przynosił potem usprawiedliwienia parafowane przez ojca i matkę. Szkoła to respektowała. Czy to jest możliwe we współczesnych szkołach?

Ja jednak zastanawiam się, czy nie powinienem czytać symultanicznie Chłopa polskiego i Chłopów Reymonta. To na pewno lektury kontrapunktyczne i synergiczne. Gdzie czytać Chłopa polskiego? Czy w Nowym Sączu jest siedziba PSL? Czy jest biuro poselskie Pani Posłanki? Tej o kocim spojrzeniu. A jeszcze w latach 50-tych można było spotkać na rogatkach miasta furę z gnojem. A tam gdzie jest obecnie osiedle Millenium rosło sobie żyto. Idę na osiedle Helena, tam jest blisko do wiejskiego Chełmca.

Czytam i jestem zachwycony. Już wstęp jest obiecujący i prezentuje, jak trudna, ale owocna była współpraca Thomasa i Znanieckiego. To rożni od siebie naukowcy. Chłopami polskimi i ich życiem zainteresował się Thomas, jakby komuś się wydawało, że ten podmiot obserwacji naukowej wymyślił Polak Znaniecki. Wiele ich różniło odnośnie podejścia do nauki, badań, metodologii.

Co połączyło Thomasa i Znanieckiego i doprowadziło do napisania Chłopów polskich? Byli to chłopi polscy w Chicago. Oni i ich sytuacja w Chicago wpisywały się doskonale w założenia metodologiczne obu autorów. Thomas uważał, że nauki społeczne powinny zajmować się analizą społeczeństw pierwotnych. Znaniecki uważał zaś, że nauki społeczne powinny skoncentrować się na badaniu uwarunkowań kulturowych najbliższych badaczowi.

Czy to jednak nie obraża nas Polaków, że polscy chłopi symulowali ludy pierwotne i prymitywne? Pewnie część przedstawicieli sceny politycznej i ich wyborcy uznaliby Chłopów polskich za książkę antypolską. A czy taki Boryna pasuje do takiego schematu? Sprawa Jagny na furze gnoju bardzo pasuje i potwierdza prymitywne i stadne stosunki w mikroświecie chłopskich Lipców. U nas na Sądecczyźnie zaniechano takich praktyk, szkoda, że nie ma zwyczaju sąsiedzkiej pomocy i jej „odrabiania”. To scalało społecznie, uczyło solidaryzmu.

Polscy chłopi w Ameryce idealnie wpisali się w założenia metodologiczne Thomasa i Znanieckiego. Polscy chłopi z jednej strony symulowali ludy pierwotne, ze swoim tradycjonalizmem i niechęcią do nowości. Z drugiej strony byli zderzeni ze współczesnością w Ameryce, w Chicago. Byli zatem zmuszeni do dokonania redefinicji relacji i znaczeń, jakie nadawali rzeczywistości społecznej.

Wiedza jest ukonstytuowana przez kontrolę nad rzeczywistością, a nie kontrola nad wiedzą. Działanie ludzkie określili przez dwie kategorie – postawę i wartości. Ta pierwsza była bliska Thomasowi, wartości Znanieckiemu. Co się kryje za tymi konstruktami?

Postawa to świadomość różnych możliwości działania. Jest to oczywiście postawa jednostkowa. Ona determinuje człowieka do działania. Postawa pozwala człowiekowi wybrać sposób działania. To jest podstawa wolności człowieka. Wybór musi dotyczyć przedmiotu działania. To podejście behawioralne z kontekstem biologicznym.  

Wartość dotyczy rzeczy. To ona nadaje znaczenia rzeczom. Determinuje jej treść empiryczną. Tak doświadczamy rzeczy, wychodząc od ich wartości, którym im nadaliśmy. To jest zawsze wartość społeczna, ustalona wspólnie, a nie jednostkowo.

I tak właśnie postawa i wartości uzupełniają się nawzajem. One konstytuują działanie człowieka. Wartość określa znaczenia rzeczom z otaczającej rzeczywistości. Postawa określa, jakie wartości wybierzemy. I jakie działania podejmuje człowiek w obrębie dostępnych możliwości.

Thomas i Znaniecki w Chłopie polskim chcą zaproponować coś więcej niż takie definicje metodologiczne. Chcą zaproponować model wyjaśniania – nowych wartości i nowych postaw. Potrzebny do tego jest trójelementowy model wyjaśniania.

Aby wyjaśnić nową postawę trzeba odwołać się do dwóch czynników: dawnych postaw i nowych wartości. Aby wyjaśnić nową wartość należy wyjaśnić, jak nowa postawa oddziałowuje na dawny system wartości. Idzie to tak trochę na krzyż, ale zawsze są 3 elementy.

Z jednej strony w Chłopach mamy ontologiczny wymiar – rzeczywistości ludzkiego działania. Drugi wymiar to wyjaśnienie naukowe dla nowych postaw i nowych wartości. I tak polscy chłopi właśnie zmieniali swoje postawy i swoje wartości w Ameryce, na emigracji. Czyli ich stare postawy stykały się z nowymi wartościami, tak jak stare wartości z nowymi postawami.

Ale i obecnie dostrzec można zmiany społeczne. One postępują samoistnie. Taka jest logika zmian. Jest także opór przed zmianami. Tradycjonaliści oponują i chcą ocalić stare relacje i zwyczaje. Jest to także widoczne u nas na Sądecczyźnie. Ksiądz Proboszcz na tym froncie nie jest oficerem zmian, a lokatorem Okopów Świętej Trójcy. A Pan Prezydent? Jemu bliżej jest do syntezy.  

Sytuacja polskich chłopów w Chicago nadawała się wręcz idealnie aby zastosować przyjętą przez Thomasa i Znanieckiego metodologie. To część empiryczna Chłopów polskich. Można to zilustrować zmieniającym się stosunkiem polskich chłopów do takich pojęć jak: miłość, własność, pieniądz.

Miłość początkowo rozumiana jako więź i solidarność staje się – miłością romantyczną. A w niej solidarność rodzinna nie odgrywa znaczącej roli. Podobnie własność będąca symbolem ciągłości społecznej przechodzi ewolucje i staje się – obiektem wymiany. Pieniądz początkowo uważany za obiekt, który można wymienić na innych obiekt, na przykład towar staje się dodatkowym dochodem, aż wreszcie środkiem – pomiaru wartości.

W Chłopach Reymonta dostrzegamy jednak zaczątki miłości romantycznej, choćby na podstawie relacji Jagny i Antka. Sprawa zaś ojcowizny i lasu potwierdza tradycjonalistyczne podejście: cudzego nie chce, swojego nie dam ruszyć. Daleko tutaj do wymiany. A pieniądz? Kuba poluje za pieniądze, aby mieć na wódkę w karczmie. On wymienia obiekty: przepiórki na pieniądze, a te na wódkę. Daleko mu do „pomiaru wartości”. W Ameryce umieją zaś wycenić widok z okna.

Polscy chłopi musieli redefiniować się. To w sumie prowadziło do przejścia od zasady solidarności do zasady indywidualizmu. Te nowe postawy nadawały większego znaczenie jaźni i samo-zachowania. Jest tutaj także pragmatystyczny model działania. Tutaj kluczowe są: definicja sytuacji, środki działania, autorefleksja. To reguluje nowe działania w nowych okolicznościach – w Ameryce.

Nie wszyscy chłopi polscy przyjmowali ten nowy model działania w tym samym tempie. Dochodziło zatem do dezorganizacji. Indywidualne postawy mogą nie pasować do grupowego systemu wartości, albo grupa hamuje powstawanie nowych postaw. Tak aby zahamować dezorganizację.

Ostatni rozdział Chłopów polskich to biografia Władka Wiśniewskiego, polskiego chłopa w Chicago. Fascynująca opowieść. Chodzi o dwa poziomy analizy: behawioralny i kulturowy. Pierwszy był bliski Thomasowi, drugi Znanieckiemu. Na podstawie autobiografii chłopa Wiśniewskiego bardzo dobrze to wyłuszczyli.

Życie człowieka to swoista trajektoria zmieniających się postaw i wartości. To takie sprzężenie nowych postaw na stare wartości i nowych wartości na stare postawy. Te powiązania są właśnie kluczowe. I te powiązania można podzielić na 2 rodzaje: temperamentalne i charakterologiczne. Tak, to mniej dotyczy temperamentu, a bardziej charakteru.

Temperament należy do części behawioralnej analizy i dotyczy ludzkich zachowań po prostu. Tutaj także chodzi o predyspozycje danej osoby. Każdy z nas ma dwie tendencje. Pierwsza, to zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, Druga, to poszukiwanie nowych doświadczeń. Te dwie potrzeby w różnym natężeniu realizuje każdy człowiek. Jedni chcą bezpieczeństwa, a inne są gotowe na ryzyko, aby czegoś nowego doświadczyć. To jest wrodzona skłonność o charakterze spontanicznym.

Na naszym sądeckim gruncie to także się często ujawnia. Nawet na polu spraw publicznych. Na przykład Pan Prezydent chce tworzyć, proponuje „ofensywę inwestycyjną”. Jest także gotów na pewne ryzyko. Eksperymentował zatem z budową stadionu, z zarządzaniem klubem piłkarskim. Oponenci zaś zwracali na aspekty bezpieczeństwa, ale i gotowi byli włożyć kij w szprychy prezydenckiemu wehikułowi działań publicznych. Wynik wyborów rozstrzygnął jednak tę sprawę.

Powiązania charakterologiczne wynikają nie z wrodzonej skłonności, a wynikają z samoorganizacji ludzkiego myślenia. Z koncepcji siebie i wolicjalności organizującej życie. I ten poziom charakterologiczny ma wpływ na powiązania temperamentalne, zachowawcze. Może obniżyć napięcie.

Dochodzi wówczas do wyboru stylu życia. Tak, dokonujemy takich wyborów nawet czyniąc to poniekąd machinalnie. Teraz znowu padną dwie trudne nazwy. Filistynizm i Bohinianizm. Pal diabli te nazwy. W pierwszym stylu życia jego zwolennik kładzie nacisk na bezpieczeństwo i unikanie ryzyka. Ten drugi styl jest związany z bohemą i poszukuje ciągłych wrażeń, nie opiera się na stałych podstawach i relacjach. U nas nazywa się te style życia prościej. Pierwszy, to „trzymający się ziemi”, a drugi to „fiu-bździu”.

Znaniecki w późniejszych pracach forsował trzeci styl życia. To taki styl kreatywny. To taki eksplorujący typ, który poszukuje nowych idei. To zwłaszcza przydatne jest w postawie naukowca, który chce szukać i przełamywać istniejące ograniczenia, ale także szuka dziury w całym. Takich ludzi potrzebują społeczeństwa.

No i teraz przychodzi nam na myśl kompulsywnie Pan Prezydent. Czasami jemu nie wychodzi, ale on nadal dąży do nowego i patrzy w dal. Ale i Ksiądz Proboszcz wygłasza porywające kazania, w których stare kwestie poddaje świeżej kwerendzie. Chce tak zmieniać, aby wszystko pozostało po staremu. Ale chyba zauważyliśmy, że Kościół odszedł jednak od dziesięciny i uznał teorie Kopernika i prawie uznał ewolucjonizm Darwina.

Tak skończyłem czytać Chłopa polskiego Thomasa i Znanieckiego. To ważna lektura, a w sumie to przełomowa dla socjologii empirystycznej i jakościowej. Jakże dobrze, że ją przeczytałem.

Wracam teraz na sądecki rynek. Chcę rozmawiać o Chłopie. Ale ciągle zastanawiam się nad moimi inklinacjami behawioralno-kulturowymi. Odrzucam stanowczo styl życia „fiu-bździu”. Ale czy ja twardo stąpam po sądeckim bruku? To dlaczego często wydaje mi się, że lewituję?

PS

Czytajmy mądre książki.

Trzeba nam także posłuchać czegoś do tego Chłopa polskiego. Grażyna Auguścik mniej znana w Polsce, ale bardziej w USA i Chicago.

Auguścik ma pochodzenie chłopskie i jest emigrantką.

To chłopska piosenka z koncertu w znanym klubie jazzowym w Chicago.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj