CZĘŚĆ PIĘĆDZIESIĄTA CZWARTA
Chodzę wytrwale po Nowym Sączu. Chcę jakość dowartościować nasze miasto. Formułuję postulaty. One mogłyby się stać częścią programów wyborczych w nadchodzącej kampanii. Pewien niewysoki kandydat napisał ostatnio rewolucyjną odezwę. Pisał: I have a dream. Zadeklarował humanistyczną wojnę o sądeckie marzenia. Czy to możliwe? Oksymoron jest paradoksalny. Pan Prezydent rychło odpowie. Ja mu pomogę. Nie będziemy pisać wojowniczych manifestów. Napiszemy ckliwy poemacik w rytmie petycji.
Chcemy, aby Nowy Sącz był cichy o świcie, kiedy blade gwiazdy wchodzą w senne omdlenie. Chcemy, aby było gwarnie przedpołudniem, zwłaszcza na Maślanym Rynku, kiedy kupcy przywożą świeże grzyby. Chcemy, aby rozgorzały mądre rozmowy na sądeckiej agorze. Chcemy, aby dawne modlitwy wypowiadane w sądeckich kościołach, były jednocześnie taranem i kotwicą. Chcemy, aby miasto stało się sprawiedliwe i nie karało przyjezdnych. Niechaj dostaną strawę i picie.
Chcemy, aby w mieście działa się spieszna pamięć i wolne zapominanie. Chcemy, aby wybaczać sądeckim poetom ich niedostateczne poczucie humoru. Chcemy, aby budować w mieście wedle koncertów Mozarta i ballad Chopina. Tak zapanuje architektoniczna radość i wytchnienie. Chcemy, aby wzgórza wokół miasta pozostały bez zmian. Chcemy, aby Kamienica dalej płynęła przez miasto, a jej pozdrowienia stały się zrozumiałe wreszcie dla wszystkich.
Chcemy, aby słońce nadal wędrowało niespiesznie na zachód. Chcemy, aby sądeckim wróblom nadać prawa miejskie. A może nawet prawa wyborcze. Wszak wróble to wybitna część narodu ptaków. Chcemy, aby goła przyjaźń zyskała przyjaciół. Chcemy, aby oczarowanie wyzbyło się czarów. Chcemy, aby śmiać się zaczęli umarli ocaleni od zapomnienia. Chcemy, aby nadać sądeckiemu Kasztanowi honorowe obywatelstwo miasta, jako dowód uznania w walce z betonozą.
Oto nasze postulaty wyborcze. Panie Prezydencie, głowa do góry! Będzie dobrze.
Idę już do biblioteki. Namieszało się tym Jeanem Paulem Sartre. Podobno pewien radny chce sformułować program wyborczy uwzględniając myśl Sartre. Chce zamienić oczekiwanie w spełnienie. Tak przemieni „nicość” w „byt”. Tym samym Sądeczanie pozbędą się trwogi i zyskają pełnię wolności. To dobry program. Ale czy nie jest jednak zbyt populistyczny?
Na parapecie znajduję Dziennik metafizyczny. Gabriel Marcel. Czyli Ksiądz Proboszcz nie wytrzymał z ripostą. I zasuwa nam z chrześcijańskim, katolickim egzystencjalizmem. Wychodzi na to, że Ksiądz Proboszcz to człek rychliwy. A może także ciut przekorny? Nie może czekać długo z odpowiedzią. Ale Sartre nie jest przecież groźny z tym swoim radykalnym ateizmem. Przecież jego łatwo odwrócić w szczerą wiarę.
W tym miejscu zaznaczyć należy, że jednym z głównych znawców w Polsce Jana Paula Sartre jest-był … arcybiskup Marek Jędraszewski (sic!). Napisał habilitację z Sartre, a wcześniej pracę licencjacką z Gabriela Marcela. Tak, nie żartuję. Praca licencjacka Jędraszewskiego nosiła tytuł: Problematyka osoby w filozofii Gabriela Marcela. Był rok 1974. Arcybiskup był wówczas całkiem normalnym człowiekiem i młodym naukowcem… Mnie mocno frapuje „problematyka osoby” Księdza Arcybiskupa…
Czytam Dziennik na ulicy Ducha oczywiście. Mnie zaciekawiło u Marcela coś innego niż „problematyka osoby”. On fantastycznie pisze o „tajemnicy”. Marcel zaczyna wszystko od kwestii istnienia – bycia. Zadaje proste pytanie: czy istnienie posiadamy, a może w nim uczestniczymy? Czy można uczestniczyć w swoim własnym istnieniu? Teraz widzimy, że nie pójdzie tak łatwo z lekturą Dziennika.
Jest kolejne pytanie: czy istnienie jest problemem, czy jest tajemnicą? Problem i tajemnica należą do innych porządków, wedle Marcela. Na problem się natykamy. Problem jest przed człowiekiem. W tajemnicę człowiek jest w całości zaangażowany. Ona ogarnia, pochłania w całości. Nie można także zredukować tajemnicy do problemu. Chodzi o tajemnicę bycia, czyli taką tajemnicę – ontologiczną. Jej nie można rozwiązać jak problem. Ona jest nierozwiązywalna.
Czy sprowadzanie wszystkiego do problemu nie jest naiwne i aroganckie?
Dualizm problem-tajemnica jest podobny do innego znanego dualizmu: mieć i być. Posiadanie, „mieć,” to sfera problemu. Tajemnica należy do obszaru istnienia.
Jest zatem tajemnica istnienia. Nie należy sprowadzać istnienia do problemu. Potrzebna jest refleksja, która przybliża do tajemnicy istnienia. I te kolejne przybliżania się nazwał Gabriel Marcel „filozofią konkretną”. To taka „myśl myśląca”, „nieustanna akrobacja”. (Proszę nie przerywać czytania. Marcel zasługuje na ociupinę uwagi i zaufania.)
Marcel zajmująco definiuje również nasz własny stosunek do naszego własnego ciała. Czy to ociera się o zagadnienia medycyny, o wezwanie „w zdrowym ciele zdrowy duch”? No nie. Tutaj chodzi o to, że nasz stosunek do ciała nie jest problemem, nie powinien być problemem poddawanym prawom i zasadom ogólnym, medycznym. Nie ma również kartezjańskiego oddzielenia ciała i ducha.
Jak powinno się traktować własne ciało? Jak tajemnicę, oczywiście. To bowiem tajemnicza wieź miedzy ciałem a duchem. To więź pierwotna, której nie można sprowadzić do rozwiązywalnego problemu. Człowiek jest „byciem wcielonym”. Jesteśmy zanurzeni w istnieniu. Doświadczamy istnienia rzeczy. Doświadczamy także związku z własnym ciałem. Tak Marcel opisuje tajemnicę naszych ciał.
Ja chciałbym poznać tajemnicę pewnego radnego. Jak on radzi sobie z dualizmem: swojego ciała z sobą samym. Ma się nieodparte wrażenie, że czasami chce wyjść z ograniczeń swojego ciała, że kłębi się w sobie niesfornie. To zaś kończy się erupcją słów poplątanych, raczej splątanych w tak-nie, 0-1. Bywa to fantastycznie migotliwe. Dzieje się prawdziwa synergia jego samego i jego ciała. To pozostać musi tajemnicą.
Istnienie w świecie człowieka to „egzystencja”. Odczuwamy zatem intymną i tajemniczą wieź ze światem. To bezpośrednia partycypacja, której nie można scharakteryzować jednak. Można je tylko – rozpoznawać. Tak rozpoznajemy się w poszczególnych „sytuacjach”. To dzięki cielesności człowieka jest on w sytuacjach. One są jak próby. Najcięższe sytuacje-próby istnienia, to: śmierć bliskich, cierpienie, pytania o sens życia. Tak doświadczamy wolności i pragnienia bycia. Pragnienie bycia to pragnienie sensu.
Pojedyncza egzystencja człowieka jest także koegzystencją z innymi i z Bogiem. Te spotkania są „komunią”. Jej wyrazem jest: „dar”, „wierność” i „nadzieja”. Ta ostatnia jest kluczowa. Dzięki niej możliwe jest zwycięstwo nad śmiercią. No i pada górnolotne: „kochać jakąś osobę to mówić: ty nie umrzesz”. Mocna sprawa, prawda?
Czy takie słowa mogą paść W Nowym Sączu, w nadchodzącej kampanii wyborczej? Wyobraźmy sobie debatę prezydencką, na której padają takie głębokie wyznania miłości wyższej. Jestem pewien, że Pan Prezydent potrafi tak powiedzieć. Pytanie: czy inni kandydaci potrafią wznieść się ponad siebie?
Nieśmiertelność wymaga przekroczenia granicy. Za tą granicą jest dobry Bóg. Do niego możemy się tylko zwracać. Nie możemy go poznać, o nim myśleć. Myśleć możemy, ale nic z tego nie wyjdzie. Trzeba się zwracać do Boga. To ma sens. Tak uważa Marcel. Ebner i Boenhoffer także podobnie twierdzili. Czytaliśmy ich niedawno.
No i pada mocne stwierdzenie, że istnienia Boga nie można dowieść. W Boga można jedynie wierzyć. To wiara jest rzeczywistym uczestnictwem w zjednoczeniu z Bogiem.
Spotkanie z Bogiem jest możliwe w miłości do drugiego, do „Ty”. A „Ty absolutne”, to jest właśnie Bóg. Koniec i kropka.
No i tak biorą w łeb wszystkie dowody na istnienie Boga, ale i równocześnie dowody na jego nieistnienie. Czy Gabriel Marcel rozstrzygnął dylemat, to nie mnie sadzić. Ja czytam Dziennik metafizyczny na ulicy Ducha i się wzruszam „akrobacjami” intelektualnymi Marcela, „myśleniem myśli”. Dlaczego ja nie potrafię niczego takiego napisać?
Ciekawe, co na to wszystko Ksiądz Proboszcz. On mnie i nam zaleca tę lekturę Dziennika. Ale nie podaje swojego stanowiska. Ciągle milczy. Jest tajemnica. Ale można poszlakowo się domyślić. Ksiądz Proboszcz musi się w znacznym stopniu zgadzać z Gabrielem Marcelem.
Może nawet w najbliższym kazaniu wypowie się na ten temat. To mogłoby być już drugie kazanie z cyklu „Kazań sądeckich” Księdza Proboszcza. 4 kazania w 4 niedziele w miesiącu, na 4 stronach Kuriera Nowosądeckiego. Całe kazanie zmieści na formacie A3. Będzie mniej o 4 zdjęcia Pana Prezydenta, ale on z pewnością ustąpi miejsca mądrym treściom. Można oczywiście dołożyć te 4 strony do Kuriera, wyjdą 2 kartki więcej, jedna szpalta. To dobre rozwiązanie.
Skończyłem czytać Dziennik metafizyczny. Poczułem nagły przypływ sympatii do wszystkich ludzi, a w szczególności do Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza.
Pozostaje jednak samotna tajemnica. O niej pisał Gabriel Marcel.
PS
Czytajmy mądre książki.





