Strona główna Twoje miasto

Sokrates w Nowym Sączu czyta „Filozofię dramatu”

CZĘŚĆ DZIEWIĄTA

Po ostatnim tekście znowu miałem liczne rozmowy z mieszkańcami na starówce. Jedni ganili, inni gratulowali. Ktoś zarzucił mi, że nadużywam słowa „onegdaj”. Tak, używam go często, ale w moim wieku to usprawiedliwione. Skończyłem bowiem 70 lat. To chyba wszystko wyjaśnia. Lawinowo wtedy rośnie rola przeszłości… Ale jedna rozmowa była szczególnie ciekawa. Napisałem ostatnio, że podziwiam Pana Prezydenta. Pytanie padło o Księdza Proboszcza, w kontekście prawdy i podziwu. Odpowiem teraz wprost: podziwiam Księdza Proboszcza. Tylko w nieco innym wymiarze, jakby metafizycznym. Pan Prezydent jest bliżej spraw doczesnych – profanum, ale uskrzydlonego.

Ksiądz Proboszcz także prowadzi mnie umiejętnie i to także doceniam. O tym dobitnie świadczy kolejna książka… Leżała sobie na „proboszczowym” parapecie, tym od strony bazyliki. Józef Tischner. Filozofia dramatu. A jednak nie Pamięć i tożsamość Karola Wojtyły. Uznałem to za znaczące. Ksiądz Proboszcz prowadzi staranną grę, jakby na dwóch fortepianach. Musi liczyć się przecież z Kurią i Episkopatem… Ale dostrzega także nowe, jest jego koryfeuszem. Wyjaśni to lektura Filozofii dramatu. Oczywiście, to tylko moje założenia.

Reklama

Nie uwierzycie, ale znałem Józefa Tischnera. Nie od zawsze jestem w Nowym Sączu, kiedyś żyłem w Krakowie i spacerowałem często po ulicy Grodzkiej. Tam spotykałem się z Profesorem. Ucinaliśmy sobie pogawędki o rzeczywistości i nad-rzeczywistości. Rozprawialiśmy także o dialogu. Moja przeprowadzka do Sądecczyzny ma pewien związek z Tischnerem. Co prawda, on bywał w Starym Sączu, a ja wybrałem Nowy Sącz. Nie trudno domyślić się dlaczego, dla kogo…

Gdzie należy czytać Filozofię dramatu? To proste – tylko nad Dunajcem. Oczywiście, że na moście. On jest metaforą dialogu, łączy dwa brzegi. Wybrałem most kolejowy. Przęsło środkowe. Woda czysta i ciepła. W przerwach w czytaniu będę zażywał kąpieli.

No i co pisze Tischner? Centralnym zagadnieniem jest człowiek, Bóg jest później. Filozofia rodzi się z bólu! Ludzkiego bólu. Tak rozpoczyna się dramat. Ale jest sekwencja. Zaczyna się od Wartości. Człowiek żyje w kontekście wartości. One są niezależne od człowieka. Są 3 wartości: dobro, prawda, piękno. Te wartości mogą się w życiu człowieka realizować różnie… Prawda nie zawsze jest dobra. Zło bywa piękne. Człowiek dokonuje wyboru. I wtedy zaczyna się dramat.

Dramat rozgrywa się pomiędzy ludźmi. Rozgrywa się równocześnie pomiędzy człowiekiem i Bogiem w horyzoncie dobra i zła. Wszystko to dzieje się na Scenie, która jest Światem. Jest zatem świat: jak scena. Jest dramat: jak w teatrze. Hamlet i Makbet. Balladyna i Konrad.

Dramat dzieje się w czasie – pomiędzy pytaniem i odpowiedzią – w przestrzeni spotkania człowieka z człowiekiem. Spotkanie to napięcie – dramat – które czasami kończy się tragedią. Istotą spotkania jest Dobro, albo… zło. W trakcie spotkania następuje redystrybucja obiektywnych wartości. To zaś wynika z decyzji – woli człowieka – w przestrzeni spotkania. Obecność Drugiego tworzy Nadzieję na pozytywną wymianę. Ale i ten Drugi ma także nadzieję na pozytywną wymianę. Nadzieja jest kluczowa. Ona jest warunkiem spotkania. Sensem jest zaś dystrybucja Dobra. Jest nawet nauka o dobru zwana – agatologią.

Tischner nazwał przestrzeń wymiany – przestrzenią agatologiczną. To w tej przestrzeni funkcjonuje: Ja aksjologiczne. To takie „ja” mocno etyczne. Ono zaś realizuje się zawsze w określony sposób – jako wartość. Ten określony sposób wynika z roli: Ja męża, Ja żony, Ja duchownego. Tak, Ksiądz Proboszcz także może odegrać rolę i to znaczną w aksjologicznym systemie. Wszystko się wkrótce okaże…

Tischnera łatwiej zrozumieć, jeżeli przyjmie się pewną pomocniczą sekwencję: Wartości–Dramat-Spotkanie-Nadzieja-Wymiana. W największym skrócie: człowiek ma nadzieję na wyminę wartości podczas spotkania z drugim człowiekiem. Ale powodzenie tej wymiany nie jest pewne i na tym polega dramat. Jak zrealizować opcję win-win? Uff! Ale to dźwięczne i zgrabne. Jakoś przypomina Levinasa. Obaj piszą o „twarzy”.

Jak to teraz przenieść na nasze miasto? Ja się chciałem spotkać z Panem Prezydentem, ale nie było mi dane. Chciałem dokonać wymiany. Ale nie ról oczywiście. Niewinnej wymiany myśli. Pan Prezydent i Ksiądz Proboszcz są ciągle na scenie w przestrzeni spotkania. Nie potrzebują nadziei na pozytywną wymianę, ona jest pewna. Oni występują na salonach, ja zaś szlifuje sądecki bruk. Ale się nie skarżę. Taki los wybrałem.

Wszyscy obywatele są w przestrzeni spotkania wyborczego z kandydatami na prezydenta i radnych, które jest zakłócane szumem marketingu politycznego. W Kościele nie ma wyborów. Wskazuje Duch Święty. Ale z Dobrym Bogiem u Tischnera także szło bardzo ciekawie…

Jest także pewna fascynująca sekwencja. Jest Wolność i jest Łaska. Istotą Boga jest wolność i dobro. Wolność – to sposób istnienia dobra. Jest także pierwszeństwo Dobra przed Istnieniem. Dobro domaga się istnienia. Jest dobro, a dopiero potem istnienie. Dobro musi dzielić się sobą, bo wtedy jest dobrem – darem. Dobro wymaga istnienia! Człowiek pragnie dobra. Dobro jest wolne. Bóg jest tożsamy z dobrem. Bóg jest dobry i wolny. To na razie jest stosunkowo proste. Ale teraz jest pewien myk-paradoks, nad którym warto się zastanowić…

Paradoks: jeżeli człowiek jest tożsamy z Bogiem, to nie może być wolny. Nie ma wtedy aktu wyboru – różnicy. A jeśli zaś człowiek jest totalnie różny, to nie może mieć żadnej relacji z Bogiem. Jest totalna różnica. Jak rozwiązać problem wolności człowieka?

Tischner przeprowadza zaskakującą arytmetykę i podstawienia. W miejsce „totalnej różnicy” wprowadził Wolność. A w miejsce tożsamości z Bogiem – wstawił Dobro. Teraz możliwa jest relacja z Bogiem mimo rozdzielenia. Ale, ale… Dobro nie musi zaistnieć i być przyjęte. Dar dobra jest łaską – cudem. Pod koniec życia Tischner zamienił Dobro na Miłość. Wcześniej uważał miłość za nieoznaczoną, zbyt wieloznaczną. Ale na stare lata ludzie już, no nie głupieją, ale pokornieją…

Karol Wojtyła szafował dość mocno miłością, za co Tischner go z lekka strofował. Zresztą, nie tylko za to… Za dość jednowymiarowe i ślepe zapatrzenie w tomizm (o św. Tomaszu było już pisane). Tischner uważał, że tomizm za niewystarczający na nowe wyzwania kultury i współczesności. Wedle Tischnera, istota chrześcijaństwa i Objawiania wymagały nowej formy. Nawet popełnił w 1970 tekst Schyłek chrześcijaństwa tomistycznego. Za dużo w tomizmie rozprawiania o bycie i istnieniu, za mało o dialogicznym Dobru.

To prawda, jest XX i XXI wiek, a w katolicyzmie króluje XIII wiek – ustalenia soboru z 1215 roku i tomizm. Tak katolicyzm ugrzązł w … czasie. Tischner to rozumiał. Wojtyła nie bardzo. Tischner jest mocno aksjologiczny, głęboko osadzony w etyce. Czy to wypadało mieć inne zdanie niż JPII? No nie, a na pewno nie w Polsce. Tischner lubił cytować Hegla: Bóg nie chce jako dzieci ludzi o pustych głowach i ciasnych sercach. A sam nazywał człowieka … „płynącą przez czas pieśń. Człowiek tworzy się w Wolności. Ładne.

XIII wieczny tomizm został tylko trochę zmieniony. To zaowocowało także w Polsce, a szczególnie w naszym regionie, takim modelem religijności: tradycyjnej, emocjonalno-zmysłowej, mitologiczno-symbolicznej. Od urodzenia otrzymuje się depozyt wiary z całym zestawem niezmiennych składowych. Przyjmuje się to en bloc. Refleksja nie jest możliwa. Nawet ludzie wykształceni, chodzący do kościoła, nie rozumieją podstawowych kwestii. Świętość rozumiana jest w sposób dosłowny i namacalny. Ważna jest rola cudów. Jest również: tryb pielgrzymkowo-odpustowy, pluralizm maryjny i płaczące krzyże. Katolicyzm ludowy to obowiązująca deklinacja. Czy jest możliwe intelektualne przeobrażenie własnej wiary? Wprowadzenie weń mocnych zasad etycznych. Propozycja Tischnera jest adekwatna.

Ciekawe, jakie stanowisko w tej kwestii posiada Ksiądz Proboszcz? Chodzi bardziej o to nieoficjalne stanowisko. Czy to nie byłby wspaniały temat do naszego Kuriera Nowosądeckiego? Gdyby Ksiądz Proboszcz napisał sążnisty tekst. Ludzie wyrywaliby sobie nakład Kuriera z rąk.

A gdyby tak Ksiądz Proboszcz opowiedział się z lekka za opcją Józefa Tischnera? Byłby z pewnością awangardą proboszczów w całej Kurii, w naszym mieście także. Tutaj zdaje się dominuje „opcja toruńska”. Kościół jest w kryzysie, potrzebuje odrodzenia, nowego paradygmatu. Zasadniczą rolę może odegrać etyka – bezwzględna etyka. Ona skanalizuje moralność każdego człowieka. (Wtedy stanie się także jednoznaczne rozróżnienie ofiar i sprawców…) Miejmy nadzieję, że Ksiądz Proboszcz stanie się awangardą nowego myślenia. Stanie się, jakby prorokiem nowego. A zacznie się to wszystko w naszym mieście. Mocne zasady etyczne zostaną wpisane do konstytucji Sądeckiej Republiki Odpowiedzialności i Miłosierdzia. O takie zapisy zadbałby już Pan Prezydent.

Tyle. A teraz idę pływać w Dunajcu. Woda ciepła!

PS

Czytajmy mądre książki!

Adam Kurek
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj