CZĘŚĆ SIÓDMA
No i co wyszło z tej mechaniki kwantowej? Parę osób na mieście podchodziło do mnie, zadawali pytania. A ja nie umiałem odpowiedzieć. Były pytania o Ojca Pio, o bliskie sąsiedztwo Królestwa Niebieskiego. Pytano także o bulwary nad Kamienicą. Kilku kibiców także pytało mnie, ale nie o stadion, o defekty przetargu, a o utrzymanie się w lidze. Te pytania były osadzone w kwantowej nieoznaczoności. Wszystkich pytających odesłałem do Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza. Ja nie jestem rzecznikiem Ratusza ani Kurii. Chociaż rozmawiałem także z dwoma zwolennikami materializmu falowego Erwina Schrödingera. Materialiści bywają awanturnikami…
Udałem się pod bibliotekę. Odłożyłem Fizyka i filozofia Heisenberga na ten sam parapet, ten „prezydencki”. Tam było pusto. Ale na innym, jakby trzecim parapecie leżała książka. Serce mocno biło. Otworzyłam stronę tytułową. Całość i nieskończoność. Emmanuel Levinas. To nie była jednak Pamięć i tożsamość Karola Wojtyły. Wiedziałem już, kto wybrał i położył tę książkę, na tym trzecim parapecie. Musiał to być sam Ksiądz Proboszcz. Wiedział, że Levinas jest najwybitniejszym przedstawicielem filozoficznego nurtu, do którego także pośrednio należał Wojtyła. W Polsce to nadal brzmi obrazoburczo, że Levinas, a nie Wojtyła.
Ale gdyby Ksiądz Proboszcz pożyczył mi Józefa Tischnera, Filozofię dialogu? Mógł to uczynić, zamiast pożyczać Levinasa. On także jest z tego samego filozoficznego pnia. Byłoby jeszcze gorzej. Tischner zdziałał wiele na polu filozofii. Poza tym, to zwolennik tak zwanego „otwartego Kościoła”, a ten jest obecnie w zupełnym odwrocie. W Polsce panuje ludowa deklinacja praktyk religijnych, odpustowo-pielgrzymkowa. Sądecczyzna zajmuje szczególne miejsce w tym zjawisku.
Ale zaskakuje także pewien ważny szczegół. Otóż, za znawcę Levinasa uchodzi abp. Marek Jędraszewski. To zaskakuje, ale to oczywiście nie jest równoważne, że gdy jest się znawcą, to jest się równocześnie entuzjastą kogoś. Ksiądz Proboszcz pisał doktorat o św. Ambrożym i to nie znaczy, że jest jego fascynatem. A gdyby tak zapytać ich: o stosunek do podmiotów swoich badań? Arcybiskup żyje w wieży z kości słoniowej, ale Ksiądz Proboszcz jest sądecką osobą publiczną i mógłby odpowiedzieć. Na przykład na łamach Kuriera Nowosądeckiego.
Dość tych dywagacji! Trzeba zabrać się za lekturę Całości i nieskończoności Levinasa. Pisane to jest ciężko. Dodatkowo autor stosuje hiperbole-przesadę. Można wpaść w marne samopoczucie, gdy czytelnik dowiaduje się, że jest odpowiedzialny za wszystko, za całe zło tego świata. W zasadzie, to czytanie Levinasa powinno skończyć się zgłoszeniem na posterunek policji z auto-denuncjacją. Wszystko to jest bardzo religijne, mocno podszyte Biblią. Tam Levinas odkrył Transcendencję. Nie rozumie jej trywialnie, wedle wyobrażeń ludowych, inspirowanych wizją nieba Dantego – Pan Bóg z brodą, aniołowie ze skrzydłami.
Wedle Levinasa jest zasadnicza różniąca pomiędzy Bytem i Dobrem. Ale głównym motywem jest Odpowiedzialność. W takiej perspektywie podchodził do etyki. Odpowiedzialność jest jakby odwrotną stroną Wolności. Idzie to tak… Człowiekowi coś się w życiu wydarza. Musi dać odpowiedź. Są na to podobno 3 sposoby. 2 pierwsze pomińmy: fenomenologów i niemodnego obecnie Heideggera. Levinas proponuje trzeci sposób odpowiedzi na „wydarzenia życia człowieka”. Ta odpowiedź związana jest z … drugim człowiekiem. Metaforycznie: pochodzi z jego twarzy. Kluczowa jest relacja Ja-Ty. Tak każdy odpowiada na „wezwanie” drugiego człowieka. Prawda, że to strzeliste? Ksiądz Proboszcz ewidentnie chciał, abym to przeczytał. Pan Prezydent na pewno to już zna. Zresztą widać, to w Jego bieżących relacjach z drugim człowiekiem. Wystarczy pooglądać czwartkowe spotkania.
Ta Levinasowa odpowiedź na wezwanie prowadzi do odpowiedzialności. Przekształca się w odpowiedzialność „za”. To „za” jest kluczowe. Chodzi oczywiście o drugiego człowieka. No i pojawia się ważny wniosek: każdy jest odpowiedzialny – przez sam fakt, że jest człowiekiem. Mocne. Nie można uciec zatem od odpowiedzialności. Dlatego Levinas nie ma litości. Każdy z nas jest odpowiedzialny za wszystko, za każdego. W tym kontekście Pan Prezydent jest także odpowiedzialny za sądeckich pisowców, a oni za Pana Prezydenta. Nie ma uproś. To taka źródłowa i bezwzględna odpowiedzialność.
Levinas wymyślił również dźwięczny konstrukt i słowo – substytucja. To jest właśnie ta „odpowiedzialność za”. Człowiek jest w miejsce innych. Tych ludzi, którzy umarli i tych którzy się narodzą. Jest także dla tych, którzy są niesamodzielni – dzieci, słabszych, chorych, itd. Bycie – za i zamiast – konstytuuje człowieka, jego odpowiedzialność – za. To swoiste równanie: Odpowiedzialność = Substytucja. Nie jest to zbiorowe, całościowe, a pojedyncze – dotyczy każdego indywidualnie. Istnieje zatem: separacja każdego z nas od drugiego, innego człowieka. To warunek wyjściowy każdej relacji. Ona radzi bezwzględną odpowiedzialność. Levinas nawet nazwał – odpowiedzialność – z rozpędu Miłosierdziem. A mnie przyszyła do głowy scena: Artur Bochenek i Michał Kądziołka spacerujący pod rękę – ulicą Zyndrama.
Pan Prezydent, za namową Księdza Proboszcza, to wszystko realizuje: Odpowiedzialność i Miłosierdzie. Tak, nawet jeżeli komuś przyjdzie do głowy skojarzenie: skwerek i rycerzyk… Teraz pora na pisowców. Gdyby myśl i wykładnie Levinasa opublikować w Kurierze, to na pewno nastąpiłaby zmiana postaw, nie tylko pisowców, ale wszystkich, którzy jeszcze błądzą. Nowy Sącz stałby się miastem Odpowiedzialności i Miłosierdzia. Potem Pan Prezydent proklamowałby SĄDECKĄ REPUBLIKĘ ODPOWIEDZIALNOŚCI i MIŁOSIERDZIA. Następnie ogłosiłby separację od reszty skłóconej Polski. Będzie to miało skutek. Reszta Polski zorientuje się, że błądzi. I wtedy przyłączymy tę resztę Polski do Sądeckiej Republiki OiM! Pan Prezydent stanie się wówczas naturalnym Prezydentem zjednoczonej Polski. Zapanuje wówczas jedność i sielanka. No dobrze, poszedłem ostro i romantycznie…
Całość i nieskończoność to jedno z najważniejszych dzieł filozofii XX wieku.
Zastanowiła mnie jednak kolejny problem z koncepcjami Levinasa. On oprócz, pasjonującej analizy odpowiedzialności, wziął na warsztat samego Dobrego Boga. I tutaj Ksiądz Proboszcz zaryzykował najbardziej. To można nawet potraktować jako pewną prowokację. To, jak analizuje Boga Levinas, zakrawa na czystą herezję i jest nawet antykościelne. A Ksiądz Proboszcz pożycza takie książki i to w Wielkim Poście… Aż boję się tego wszystkiego napisać. To na pewno nie nadaje się do Kuriera. To mogłoby dać początek sądeckiej schizmie.
Jak zacząłem, to już muszę pisać dalej. Tego przemilczenia nie darowaliby mi Czytelnicy. To trochę tak, jakby wyłączyć film sensacyjny w środku akcji. Punkt wyjścia to separacja, czyli początkowy ateizm. Wychodzimy od zera. Potem Levinas podaje dwa rozumienia Boga. To wynika z istnienia Bytu i Dobra. Jest Bóg ontologii i Bóg metafizyki. Bóg ontologii, to Bóg potrzeby bycia: wynikającej z logiki Bytu. Bóg metafizyki, to Bóg pragnienia: wynikającej z logiki Dobra. Z logiki bycia wynika ekonomia zbawienia.
Bóg „ekonomiczny” pojawiał się jako odpowiedź na pytanie: co Bóg może dla mnie uczynić? (Dać zbawienie, życie po śmierci…) Pytanie wyższe to pytanie: co ja mogę uczynić dla Boga? To metafizyczna wizja Boga. Ekonomia zbawienia, którą podpowiada Kościół jest niższą pobudką, wynika z potrzeby partykularnego bycia – przetrwania – życia po śmierci. To może wydawać się takie: przedsiębiorcze i egoistyczne. Dziwnie to się czyta w Wielkim Poście. Ale tak szarżował właśnie Emmanuel Levinas.
Koncepcja Boga metafizycznego jest zatem wyższa niż potrzeba przetrwania wynikająca z ekonomiki zbawienia. Co można uczynić dla Boga? To teraz proste: trzeba zbliżyć się do Bliźniego, wziąć odpowiedzialność za niego. Levinas nie koncertuje się także na pytaniu: kim jest Bóg? Zakłada, że Bóg jest absolutnie transcendentny. Blisko już do teologii apofatycznej. Po katastrofach XX wieku, Bóg stał się jakby mniej obecny. Więź z Bogiem jest także mniej możliwa. Pozostaje zatem wieź z drugim człowiekiem. Najpierw Drugi Człowiek, a potem Zbawienie… Z tymi twierdzeniami może nie zgadzać się Ksiądz Proboszcz, św. Ambroży także – z tą kolejnością. Co sądzi Pan Prezydent, to możemy się domyślać. Ale te dywagacje nie nadają się do Kuriera Nowosądeckiego. Ja teraz idę popływać w Dunajcu.
PS
Czytajmy mądre książki!





