CZĘŚĆ ÓSMA
Ostatni tekścik o Levinasie wywołał pewne poruszenie. Podobno Ksiądz Proboszcz nawet odniósł się do tej pisaniny na kazaniu. Ale ja w to nie wierzę. Ksiądz Proboszcz prowadzi przecież regularną, wielkopostną pracę duszpasterską i nie ma czasu na dyskusję z …
Owszem pożyczył książkę, bo dostrzegł niedouczenie. Martwi także pewne zjawisko społeczne… Ludzie w naszym kraju, regionie, mieście mają taką szczególną przypadłość, ze jak czegoś się dowiedzą, coś ociupinkę zrozumieją, to zaraz mają kompulsywny przymus, aby to ogłaszać publicznie, w wersji eksperckiej. Brak im umiaru i pokory. A nie kto inny, a sam Sokrates wszak powiedział: wiem, że nic nie wiem. Po prostu lepiej nie pisać o Levinasie, gdy nie jest się do tego predysponowanym. A pisanie w Wielkim Poście o ekonomice zbawienia, toż to czysty skandal. Niestety zostało to napisane. Stało się.
Zdumiewająca sytuacja wydarzyła się jednak na Jagiellońskiej i to w biały dzień. Grupa mieszkańców, ściśle w ilości trzech osób, podeszła do mnie i przedstawiła mi swój koncept. Otóż, sądecki Sokrates miałby organizować i poprowadzić … dni skupienia. Oburzyłem się i odesłałem ich do Księdza Proboszcza. Tam jest miejsce na takie sprawy. Jakby to wyglądało? Dni skupienia prowadzone … może pod mostem na Dunajcu? A jeszcze pewne miałoby się to przerodzić w jakąś biesiadę? Wszystko ma swoje miejsce i czas. Tak też oświadczyłem bez ogródek tej nieszczęsnej grupie inicjatywnej. Dodam jeszcze, że wśród tych 3 osób był mało znany sądecki radny…
Oczywiście, udałem się także pod bibliotekę, we wiadomym celu, oddać pożyczoną książkę, no i miałem nadzieję, że znajdę kolejną. Ale nim opowiem co się stało, to podzielę się pewną refleksją związaną z tym moim pożyczaniem książek. Jeden z mieszkańców pokazał mi wizualizację nowego budynku biblioteki na swoim telefonie. (Ja nie posiadam takiego urządzenia.) Projekt budynku biblioteki jest majestatyczny, a nawet bombastyczny. Robi wrażenie. Ale mnie jednak coś zasmuciło. Nie ma tam parapetów! Gdzie będą odbierał i oddawał książki? Ale podobno mają wystawiać jakąś drabinkę w poniedziałki, jest już w tej sprawie napisana podobno szczegółowa instrukcja. Szkoda jednak, że w poniedziałki, bo w tym dniu oddaję się długim spacerom wzdłuż Kamienicy. Będę zmuszony zmienić swoje zwyczaje.
Oddałem Levinasa i na „prezydenckim” parapecie leżała sobie książeczka. Ale co to była za pozycja! Trudno uwierzyć. Alfred Tarski. Pisma logiczno-filozoficzne w dwóch tomach: Prawda i Metalogika. Na szczęście wiedziałem cokolwiek o tym gigancie logiki. Nasz nauczyciel matematyki w podstawówce wyjaśniał nam to obszernie w ramach zajęć kółka matematycznego. Trochę pozapominałem, ale ucieszyłem się, że to wszystko sobie odświeżę. Nie zaskoczył mnie już Pan Prezydent. Książka oczywiście pochodziła z Jego biblioteczki. Aż strach (radość!) pomyśleć, co on tam jeszcze ma. Kiedyś Heisenberg, teraz Tarski. To nawet pasuje do Pana Prezydenta. Jego wszystkie wypowiedzi posiadają wszak staranną konstrukcję logiczną. Nie jest łatwo to pojąć, więc sądeccy pisowcy czasami się gubią.
Przeczytałem te książki nad Dunajcem od sztycha. Czytałem 3 dni, dzień i noc. Czytając takie treści nie można zasnąć, to działa jak narkotyk, stymulant. Zawsze miałem pewne zacięcie do epistemologii, a szczególnie do teorii poznania. Tam, gdzie lokuje się samo zagadnienie prawdy. W sumie to było czterech mocnych zawodników, którzy zajmowali się prawdą: Arystoteles, Frege, Russel, no i Alfred Tarski z Polski. W tym miejscu trzeba zadać podstawowe pytanie, czy prawda jest w ogóle definiowalna? Arystoteles, Russel i Tarski podali definicję, a wielki Frege powiedział zdecydowanie, że nie można prawdy zdefiniować. No i komu wierzyć? Ja jednak stawiam na Tarskiego.
To byłoby fascynujące poznać opinię Pana Prezydenta w zagadnieniu prawdy, ale myślę, że i on zgodzi się z Tarskim. Z Księdzem Proboszczem nie pójdzie już tak łatwo. On z pewnością przytoczy sławne słowa Chrystusa: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. To zamyka sprawę. Chyba, że jest to metaforyczne i nie mieści się w języku, a tkwi w … metajęzyku. O tym właśnie pasjonująco główkował Tarski. Stworzył semantyczną definicje prawdy.
Trzeba wreszcie zacytować definicję Tarskiego wprost: A jest prawdziwe pod warunkiem, że jest A. Tyle i aż tyle! No i czujemy pewne rozczarowanie. Miała być bomba, a to brzmi, że A jest A, pod warunkiem, że jest A. No i tutaj, to co wydaje się błahe, nie jest takie. To mocno piętrowa konstrukcja. Trzeba wmyślić się w tę sprawę. Ja na przykład przeszedłem 10 razy odcinek od mostu do mostu na Dunajcu i zaświtało mi dopiero. Krzyknąłem: eureka! Wycałowałem z wrażenia idącą starszą panią z jamnikiem.
Wyjaśnić można tę pozorną komplikację definicji Tarskiego na prostym przykładzie – na paradoksie kłamcy. Kłamca oświadcza: ja teraz kłamie. Czy kłamca mówi prawdę, czy kłamie? Pojawia się oczywiste błędne koło. Tarski chciał z tego wyjść. Stwierdził, że wyrażenie „A jest prawdziwe” należy do metajęzyka, do języka wyższego. Krótko: „A jest prawdziwe” to zdanie cytowane, Zaś samo A, to zdanie: użyte. Tarski dostrzegł zatem istnienie… dwóch języków. Pierwszy język to język – którym mówimy. Drugi język – o którym mówimy. Zdanie, którego prawdziwość będziemy definiować należy do języka, o którym mówimy. To język o stopień wyższy. Definicja prawdy należy do języka, w którym mówimy. Pod takim warunkiem paradoks kłamcy jest rozwikłany. Czy teraz nie wydaje się to fantastycznie proste!
Tarski idzie dalej… Prawda jest w słowie, a nie w zdaniu. Prawda należy do obszaru semantyki. Dowodzenie to zdania i to jest słabsze niż prawdziwość tkwiąca … w jednym słowie! To wydaje się zdumiewające, a nawet bałamutne. Ale po zastanowieniu, trzeba przyznać rację Tarskiemu.
Ja idę również dalej i mam pomysł na reformę systemu obradowania na sesjach rady miasta. A gdyby tak na sesjach radni mogli w trakcie swoich wypowiedzi użyć tylko – jednego słowa! Wszyscy radni znaleźliby się na pewno bliżej prawdy. Mogłoby to wyglądać na początku komicznie. Taki radny zabiera głos, ma 3 minuty i wypowiada jedno słowo. Załóżmy dla próby, że jest dyskusja w sprawie budowy spalarni i radny Gajdosz zabiera głos i wypowiada jedno słowo: przepraszam. No właśnie, trzeba zastanowić się, czy tym słowem może być czasownik. Bardziej jednak do semantycznej definicji prawdy Tarskiego pasują rzeczowniki.
Semantyczna definicja prawdy Alfreda Tarskiego jest bardzo nośna. Wiele wyjaśnia. Na jej podstawie Ksiądz Proboszcz mógłby oświadczyć, że Chrystus to wyrażenie metajęzyka (o nim mówimy), a że „jest prawdą”, to zdanie użyte (w nim mówimy). W jednym słowie jest prawda. Tym słowem jest … Chrystus. Nie chce wkładać w usta Księdza Proboszcza niczego, bo to tylko mój pomysł interpretacyjny. Ale ja jestem raczej podobny do Piłata ignoranta, który pytał się pretensjonalnie Chrystusa o prawdę. Ludzie należą w znacznej ilości do obozu Piłata, relatywizują prawdę, mędrkują. Ja niestety również tak czynię. Nie działa tak na szczęście Pan Prezydent u niego jest: tak-tak, nie-nie, bo co ponadto jest, pochodzi od złego. Ale On ma pod ręką Księdza Proboszcza, a ja co najwyżej mogę sobie pospacerować po ulicy Ducha.
Zastanówmy się teraz nad takim zdaniem: Sądecki Sokrates podziwia Pana Prezydenta. To zdanie jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy, gdy sądecki Sokrates podziwia Pana Prezydenta. A to, że podziwia jest pewne, zatem przytoczone zdanie jest prawdziwe. To przykład semantycznej definicji prawdy Tarskiego w praktyce. Ale przyszła mi do głowy kolejna sprawa…
Zagadnienie prawdy w naszym Ratuszu, na sesjach rady, to wyjątkowo fascynująca sprawa. Elegancko mówiąc: istnieje spory pluralizm prawdy. Definicja prawdy Tarskiego to pestka, w zestawieniu do gordyjskiego węzła prawd uwierającego sesjom rady miasta. Te komplikacje, z dużą łatwością, rozwiązuje jednak Pan Prezydent. I chwała mu za to! Nie jest jednak pierwszy, ponieważ onegdaj Aleksander Macedoński także dobył miecza.
Pan Prezydent czasami nawet nie uczestniczy w sesjach, czyli nie wypowiada nawet jednego słowa. Tak właśnie może chce osiągnąć jeszcze wyższy poziom prawdy, bo wyeliminowawszy choćby jedno słowo, zbliża się do prawdy wręcz absolutnej. A może radni nie wypowiadaliby ani jednego słowa podczas swoich wystąpień? Wyobraźmy sobie takiego radnego Macieja Rogóża, który prosi o głos i 3 minuty milczy, patrząc w dal.
Na koniec warto uzmysłowić sobie inne konsekwencję rewelacji Alfreda Tarskiego na temat prawdy. Zasadnicze zagadnienie: czy akty poznawcze odpowiadają rzeczom, czy też są subiektywne. Jak to przełożyć na ludzki język? Nie widzimy na przykład istotnych postępów w budowie stadionu, a to tylko nasze błędne akty poznawcze, które nie odpowiadają rzeczom i stadion w istocie powstaje zgodnie z planem. Któregoś czerwcowego dnia zobaczymy gotowiusieńki stadion.
Dalej za Tarskim: każdy zbiór zdań prawdziwych jest niesprzeczny. To oczywiste. Ale to, że: każdy zbiór zdań fałszywych jest również niesprzeczny. To już zaskakuje. Albo to: niesprzeczność jest pojęciem słabszym niż prawdziwość. Trzeba coś zaoferować więcej niż niesprzeczność! Jeżeli taki radny występuje na sesji i mówi niesprzecznie, to wcale nie oznacza, że gada prawdę! To już jest mocne.
Taki to czelenżdż postawił nam wszystkim Tarski Alfred. On to napisał w 1933, a minęło 90 lat i możemy to wdrożyć w życie, w naszym mieście! To może zmienić wiele. A gdyby to jakoś zaprząc do koncepcji Sądeckiej Republiki Odpowiedzialności i Miłosierdzia? Te moje przemyślenia mogłyby stać się zarysem konstytucji naszej Republiki. Tylko czy Radni, Pan Prezydent, Ksiądz Proboszcz to wszystko czytają? Czasami czuje się tak, jak grafoman, który pisze swoje wiersze do szuflady.
Pospaceruję teraz do miejsca, w którym Kamienica wpada do Dunajca. Prawda, że to cudownie prawdziwe? Dech odbiera!
PS
Czytajmy mądre książki!





