CZĘŚĆ PIĘĆDZIESIĄTA SZÓSTA
Geometria nieskończoności uwzględnia kwadraturę sądeckiego rynku. Dlatego miejski ratusz nie stoi centralnie na przecięciu przekątnych. Zawiadowca ruchu planet mógłby spowodować katastrofę gwiezdną. Wyobraźmy sobie takie oto zdarzenie, że zabłąkana gwiazdeczka trafia na sądecki rynek i wpada przez okno wprost na biurko Pana Prezydenta? To zmąciłoby proces mrówczej pracy w ratuszu.
Pochłania mnie samotna liryka. Wszystko przez to, że w głowie wyrastają dzikie wyobrażenia. Jest z tego korzyść taka, że łatwiej jest pisać. Ciągle nawiedzają mnie gromady niesamowitych obrazów, ale także prostych, dziecinnych rysunków. Jest i defekt, ponieważ snują się także niedorzeczności. Wszystko się przeplata. Powstaje macierz wyobrażeń. Zapisuje ją w swojej pamięci. Ciągle ją uzupełniam o kolejne kolumny i wiersze. Za bardzo jednak koncentruję się na wierszach.
Co na to powiedziałby Zbigniew Herbert? Gdyby tak pospacerował po Nowym Sączu? Napisałby drugą część „U wrót doliny”? Nie pisałby już o: dwunogach, matkach płaczących, kanarkach i drwalach. Może napisałby coś w końcu wesołego? Mógłby obawiać się jednak … sądeckich polonistów. Ja ciągle ich się boję. Przyłapią na błędzie i matura będzie oblana. Ale Herbert tworzył język. Ja tylko odtwarzam. Na rymy mnie nie stać. Układam mantrę i różaniec słów podrzędnych i nierasowych. I ciągnie się to niemiłosiernie.
Liryka i logika mają ze sobą coś wspólnego. To jest litera „L” na początku słowa. Frege mocno wymiata. Na rynku podszedł do mnie menedżer informatyki i podziękował za lekturę Podstaw arytmetyki. Pisze teraz algorytm, który może dać szczęście ludzkości. Inspiruje się Gottlobem Frege. Wyściskał mnie serdecznie i wręczył 100 złotych.
Idę pod bibliotekę. Trudno mi się rozstać z Podstawami arytmetyki, ale książki zachować nie mogę. Zapewne lista Sądeczan chcących ją przeczytać jest teraz długa, a egzemplarzy w bibliotece za mało. Zastanawiam się, kto i co mi teraz zaproponuje do czytania. Czy pozostaniemy w duchu logiki, matematyki, filozofii analitycznej, czy też… Z daleka widzę, że biblioteka wyłożyła na parapet swoją propozycję.
Myśl i ruch. Henri Bergson. Opus magnum. 1934 rok. Czyli: tak biblioteka publiczna chce zabrać głos, jakby w kontrapunkcie do Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza, ale i do Gabriela Marcela, a szczególnie do Gottloba Frege. Można odnaleźć także styczne z Marcelem, ale z Frege to już są antypody myśli. Bergson to zupełnie inna szkoła filozoficzna. Metafizyka. Maksymalizm. Chociaż Frege także równoliczność określał jako narzucającą się, jakby poprzez intuicję. U Bergsona zagadnienie intuicji jest bardzo ważne.
Gdzie to teraz mam czytać? Postanowiłem udać się nad brzeg Kamienicy, na Kilińskiego, obok stadionu. Jest przyczyna. Bergson pisał namiętnie o trwaniu. Nasz stadion także trwa w zawieszeniu. Znajduje się w interwale inwestycyjnym. Czasowość, o której pisał Bergson, jest także ważna, a nawet kluczowa, jeżeli chodzi o powstawanie, budowanie się naszego stadionu piłkarskiego. Idąc z Myślą i ruchem Bergsona pod stadion dokonuje pewnego czynu, które coś zmienia i wiele wyjaśni.
Henri Bergson proklamował uroczyście, że „czas jest rzeczywisty”. Może to wydawać się odkryciem mało spektakularnym, ale niesamowicie płodnym. Z tego można ulepić nową definicję świata. A to już nie jest trywialne. Dodać należy, że ten nowy obraz świata wyłania się w wysiłku antyintelektualnym. Bergson był w ostrej opozycji do scjentystycznego obrazu świata. Nauka, z fizyka i matematyką jest wtórna.
Jest żywy nurt życia. Jest duchowy wymiar. Ale i biologiczność i pęd witalny. Elan vital! To nie mogło się podobać Gottlobowi Frege, ale dzięki bibliotece publicznej możemy zapoznać się z innym ujęciem świata. Propozycja czytania Myśli i ruchu jest zatem wysoce adekwatna. Zabrałem się za łapczywe czytanie.
Życie jest irracjonalne. Definiowanie życia jest także irracjonalne. To dość dziwne stwierdzenie, jeżeli Bergson zabrał się za – definiowanie życia. No ale trzeba zacząć od Czasu. Doświadczanie czasu przez każdego z nas jest różne niż pomiar czasu przez zegary i kalendarze. Bergson wyprowadził bardzo ciekawe spostrzeżenie. Weźmy jakiś odcinek czasu. Zegar odmierza go identycznie, na przykład godzinę, 60 minut, 3600 sekund. Ale człowiek robi to inaczej. On czas – przeżywa! To świadomość jest podmiotem przeżywającym.
Pomyślmy, jak przeżywamy chwilę radości? One lecą szybko, czas się „nie dłuży”. A jak płynie czas na dworcu, czekając na opóźniony pociąg? Każda minuta wlecze się niemiłosiernie. Czas przeżywany przez świadomość jest jakby zmienny. To Henri Bergson określił swoim słynnym – Trwaniem.
„Rzeczywiste trwanie jest tym, co się zawsze nazywało czasem.” Zegary mierzą jakby czas zewnętrzny i w gruncie rzeczy abstrakcyjny. Człowiek odczuwa czas przez swoje JA – głębokie. Czasu doznaje się. Stany świadomości są zmienne. Trwanie zaś jest najgłębszą rzeczywistością człowieka. To najbardziej bezpośrednie przeżycie, fakt, informacja.
No właśnie, to pojęcie czasu, wydłużanie w oczekiwaniu sztucznie wydłuża i potęguje czas budowania stadionu. Rok odczuwamy jak 10 lat. A to zależy od naszej świadomości. Gdybyśmy inaczej „zaksięgowali” w świadomości ten rok oczekiwania na oddanie do użytku, to nie mielibyśmy takie dyskomfortu. A przy pewnym wysiłku świadomości, ten rok może być w odczuwaniu bezpośrednim, no może nie jak tydzień, ale jak miesiąc. Pan Prezydent powinien przemówić do nas i inaczej zinterwałować czas.
No dobrze, mamy Bergsonowski czas i trwanie. Teraz przejdźmy do Intuicji. Wyobraźmy sobie jakiś przedmiot. Jak można go badać? Na dwa sposoby. Pierwsze, to przy użyciu intelektu, nauki. To badanie jest takie – od wewnątrz. Ale jest inne sposób poznania – od zewnątrz. To metoda bezpośredniej intuicji!
„Nauka i filozofia są jak dwa mosty, pod których filarami przepływa nurt realnego życia. Intuicja lokuje się w samym środku wód nurtu życia.” Tak można uchwycić istotę bezpośredniego doświadczenia. To metaforyczne i poetyckie. Bergson inspirował literatów i filmowców. Czy on także zainspirował Pana Prezydenta? Stąd czasami w naszym mieście mają miejsce harce i figle wzdłuż przeżywanej przez nas czasowości. Tak czas kosmologiczny niespodziewanie przyspiesza, ale i staje, zwalnia zmęczony … życiem. (To napisałem ja, nie Bergson.)
Intuicja pozwala współodczuwać. To zaś umożliwia przenikać do wnętrza przedmiotu. Tak może zrozumieć przedmiot. Utożsamić się z nim. Teraz może także pojąć, jak to jest ważne dla malarza, ale i fotografa. Oni muszą pojmować w lot istotę przedmiotu, nim go namalują, pstrykną zdjęcie. A filmowcy mają całe długie sekwencje. Teraz można zrozumieć, czym jest dzieło sztuki, a czym jest kicz, bohomaz. Malarze, czytajcie Bergsona!
Poznanie intelektualne jest ułomne, ograniczone. To chce nam powiedzieć Henri Bergson. Jakie szczęście, że ja tego nie czytam pod sądecką uczelnią wyższą. Czy sądeccy studenci powinni czytać Myśl i ruch? Ostatecznie tak, aby dzięki temu wyostrzyć krytyczne spojrzenie. Także na Bergsonową ideę.
Henriego Bergsona niemiłosiernie krytykował logik Bertrand Russell, miłośnik Gottloba Frege. Napisał onegdaj prześmiewczo: „Intelekt jest nieszczęściem człowieka, natomiast instynkt w najdoskonalszej postaci przejawia się u mrówek, pszczół i Bergsona”. Złośliwy ten Russell. No ale, jak się napisało Principia Mathematica, to uzyskuje się prawa do bycia złośliwym i krytycznym. Takie prawo posiadł także Pan Prezydent, mimo, że nie napisał jeszcze Principia.
Czynności intelektu dzieją się poprzez – unieruchamianie. Zatrzymanie ruchu, zmienności i czasu. Bergson porównał to do migawki zdjęcia. To jest za mało, aby poznać naturę ruchu i życia. Ruch jest prymarny. No i wreszcie: intelekt zmienia czas w przestrzeń. I nie miał Henri Bergson na myśli Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Dzięki niej można wykazać, że czas i przestrzeń mają ten sam zapis, a różni je w zapisie matematycznym znak „minusa”.
Ruch, który przeżywa człowiek jest ciągły i niepodzielny. Basta. Bergson tę konstatację oparł o założenie, że przestrzeń jest podzielna. A skoro tak sobie ją człowiek wyobraża, to i ruch traktuje, że jest podzielny. A ruch jest niepodzielny, płynny. Teraz czytelnicy pewnie podzielą się na dwa obozy. Powstaną w Nowym Sączu dwie frakcje: Bergsonistów i Russellowców. Na szczęście pogodzić ich może tylko … Ksiądz Proboszcz. On posiada i włada wprawnie ciepłym słowem i miłym gestem. To wystarczy.
Bergson pisze, że tylko dzięki intuicji możemy poznać: ruch, czas i życie. Aby zrozumieć zagadnienie ruchu i zmienności zacząłem puszczać „kaczki” na wodzie. Pomyślałem sobie głupio, że puszczona kaczka powinna przecież ciągle peregrynować, a nie opaść na dnie Kamienicy.
Ja puszczam swoją kaczkę przy Kilińskiego, ona wędruje nad Dunajec, potem wpada niezmordowana do Wisły. No i potem Bałtyk, Morze Północne i Atlantyk. Zatoka Meksykańska, Nowy York i tam wpada kamyk do kieszeni Donalda Trumpa. On dlatego postanawia wycofać się z elekcji. Wybory wygrywa dziadek Joe. Ukraina dostaje pomoc militarną. Wygrywa wojnę z Putinem. Na świecie nastaje wieczny pokój. To mogłaby sprawić moja kaczka puszczona nad Kamienicą, przy Kilińskiego?
Snuje nadal Bergson swoją opowieść o intuicji. Intelekt to narzędzie nauki. Intuicja to narzędzie metafizyki. Tak w XX wieku Henri Bergson dokonał rehabilitacji metafizyki. Czy na złość filozofom analitycznym? Podobno Henri Bergson nie był złośliwy, a na jego wykłady tłumami przychodziły … kobiety. No i co Pan Prezydent na to? Może i on powinien rozważyć rozpoczęcie aktywności wykładowej w naszym mieście.
Ale Bergson kontynuuje swój wywód, a ja to teraz czytam i równocześnie piszę. Padają mocne pytania: „Skąd przybywamy?”, „Co robimy na tym (łez) padole?” Pascal (także Francuz) pisał, że gdy filozofia nie daje odpowiedzi na te pytania, to szkoda marnować czasu na nią. Zapewne przejęty tym Bergson udzielił odpowiedzi…
Odpowiedzią na te eschatologiczne pytania jest … nieśmiertelność duszy. Skąd taki przeskok? Zacytuje samego Bergsona: „… jeśli życie duchowe wychodzi poza granice życia mózgowego, to przetrwanie duszy staje się tak prawdopodobne, że obowiązek dowodu spada na tego, kto neguje, niż na tego, kto je głosi”. Prawda, że sprytne. Niechaj krytycy nieśmiertelności duszy udowodnią, że nie ma duszy, albo ona jest śmiertelna.
Ale ostatecznie Bergson ciekawie pisze o duszy. Ona jest naszą – świadomością. W świadomości zawiera się znacznie więcej niż w mózgu. No i padają metafory. Bergson lubował się w nich. Jaka jest relacja pomiędzy mózgiem a świadomością? Rama i obraz. Mózg to oczywiście rama obrazu. Pałeczka dyrygenta i symfonia. Mózg to pałeczka.
Relacje pomiędzy mózgiem a świadomością ukazał pomysłowy Bergson poprzez nową kategorię. Poprzez Pamięć. Wspomnienia nie są magazynowane w mózgu. Są gromadzone w naszej świadomości. To świadomość jest czystą pamięcią. Mózg przechowuje tylko pojęcia praktyczne i użyteczne. Ukrywa je w pamięci. I wydobywa, jak zachodzi potrzeba. To dość oryginalne.
Świadomość jest „zawieszona” w mózgu. Nie jest funkcją mózgu. Podobnie jak kapelusz wisi na gwoździu. Jeżeli wyrwie się gwóźdź, to kapelusz nie przestanie istnieć. Może upadnie, ale istnieć będzie. Świadomość, dusza (nieśmiertelna) także będą istnieć.
No i dochodzimy do różnicowania materii i ducha (świadomości). Materia to ruchy mechaniczne. Duch to wolne akty człowieka. Te mogą zachodzić dzięki wolności. To ona jest przyczyną tego, co człowiek robi, czyni. Jeżeli czujemy te przyczynę, to jesteśmy wolni. Wolności można doświadczyć, ale nie można jej dowieść i udowodnić. Wolność się przeżywa. To nawet ładne jest. Jest w tym stwierdzeniu Henri Bergsona poetycki rozmach.
Można doświadczać wolności tylko dzięki „ja głębokiemu”. Ono jest osobowe, jednostkowe. Jest wewnętrzne, niepodzielne i niepowtarzalne. To jest blisko świadomości i duszy. A może nawet jest samą duszą, to „ja głębokie”? „Ja powierzchniowe” jest zewnętrzne, bezosobowe i społeczne. To także niebezpieczne stwierdzenia. Ktoś to przeczyta i zakwestionuje swoją społeczną i obywatelską naturę „zawieszoną” w „ja powierzchniowym”.
Na tym koniec mojego czytania. Idę puścić sobie „kaczkę” na wodzie. Mam także intencję, gdzie owa kaczka zawędruje. Nie napisze jednak o tym. Wstydzę się trochę.
Przeczytałem Myśl i ruch. Coś się ruszyło z budową stadionu. Robotnicy krzątają się. Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego podsunięto mi tę książkę Henri Bergsona. Wszystko zaczyna mi się układać w: mózgu, świadomości, pamięci, duchu, ja głębokim, i nieśmiertelnej duszy. Jesteśmy uratowani!
PS
Czytajmy mądre książki.





