CZĘŚĆ SZEŚĆDZIESIĄTA PIERWSZA
Jesień morduje liście. Wiosna obsadza kwiatami trawniki. Rezerwaty przyrody czekają na wiosnę. A w Nowym Sączu jest taki klomb, na którym rosną białe stokrotki. Nikt ich nie zrywa. A na Jagiellońskiej ktoś z balkonu głośno odtwarzał IX symfonię „Z nowego świata” Dworzaka. Ludzie przystawali i słuchali. Pewna, elegancka pani wycierała batystową chusteczką łzy. Takie sceny dzieją się w Nowym Sączu wiosną.
Centrum Nowego Sącza wypełnili gwarnie i gremialnie kandydaci na sądeckie urzędy. Chodzą. Rozdają ulotki. Kręcą filmy i reportaże. Opowiadają o swoich receptach na poprawę sytuacji w mieście. Ja czytam te ulotki, słucham ich kwiecistych tyrad wyborczych. Jestem jednak zmartwiony…
Nikt bowiem nie mówi o tym, jak ulżyć cierpieniu. Co zrobić z nieszczęściem? Nie można w kółko opowiadać o dobrej nowinie. A co zrobić z tą złą nowiną? Jak ją udźwignąć? Kandydaci nawet nie zająknęli się nad niesprawiedliwością faktu śmierci. A jaką dać nadzieję tym, którzy martwią się brakiem Boga? A co z pieniędzmi, które nie zostały oddane? Jak powstrzymać wdowy, aby zbyt prędko nie wychodziły za mąż? Jak pomóc oszukiwanym?
Chodzi jednak o zło. A jego centrum stanowi cierpienie. A gdyby tak założyć w sądeckim magistracie nowy wydział? Wydział ds. Redukcji Cierpienia. Taki z kompetencjami do walki z: cierpieniem, nieszczęściem, złą nowiną, niesprawiedliwością? Trzeba także nie ominąć poczucia krzywdy. Dać wydziałowi nieograniczone uprawnienia. Zatrudnić kompetentnych urzędników. Niechaj działa szybko. Nikt z kandydatów nawet nie zająknął się o tym. Wszyscy zadeklarowali walkę ze smogiem. Nikt nie chce ulżyć cierpieniu.
Trzymam mocno w garści Principia Ethica Georga Edwarda Moora. To mnie podnosi na duchu. Wiem bowiem już „jakie znaczenie ma Dobro”. To ważne, bo zrymowało mi się z kantowskim: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Nagle zapragnąłem przeczytać Immanuela Kanta, jego uzasadnienie moralności. Przyspieszyłem kroku, bo szedłem do biblioteki.
Z daleka dostrzegłem obciążony parapet prezydencki. Będzie fizyka teoretyczna? A może muzyka Witolda Lutosławskiego? No i wprost trudno uwierzyć! Narodziny tragedii. Friedrich Nietzsche. Pan Prezydent czyta Nietzschego! To zaskakujące! To wspaniałe! Ale to w sumie normalne, bo rozmach zainteresowań i tym samym czytelnictwa Pana Prezydenta onieśmiela.
Siostra Izydora szczerze i wielokrotnie odradzała nam czytanie Nietzschego. Powodów podawała wiele. Że to antychryst. Ten powód był główny. Były także inne. Także ten, że Hitler na niego powoływał się często. Myśmy, ja z Maćkiem, czytali jednak Nietzschego. Wolę mocy przeżyliśmy bardzo. Tako rzecz Zaratustra wyrywał nas z butów. Maciek zaczął obsesyjnie obserwować zachody słońca i tak przejmująca patrzył w dal. (A Anna Maria nie patrzy już w dal. Wyszła wreszcie … za mąż.)
Tętni mi w głowie pytanie: dlaczego akurat to dzieło podsuwa mi Pan Prezydent? Narodziny tragedii… Jest teraz kampania wyborcza, a on nakazuje czytać o tragedii. Czyżby miało to związek z wyborami? Czyżby się obawiał o ich wynik? To nie może być takie proste. Klucz musi tkwić w tekście. Zamierzam czytać zachłannie. Pan Prezydent lubi intrygując – uwadzić.
Czy Ksiądz Proboszcz wie o tych czytelniczych inklinacjach Pana Prezydenta? Może nie wiedzieć. Trudno się na plebani przyznawać do czytania Nietzschego. Ja z Maćkiem ukrywaliśmy nasze fascynacje Nietzschem przed Siostrą Izydorą. Owszem, to nie czasy indeksu ksiąg zakazanych, ale przyznawanie się do czytania Nietzschego jest ryzykowne. Pan Prezydent mógłby tym sprawić przykrość nie tylko Księdzu Proboszczowi, ale wiadomemu Panu Posłowi. Właśnie, a co będzie gdy Pan Poseł postanowi użyć tego argumentu w obecnej kampanii?
Gdzie będę czytał Friedricha Nietzschego? Jest jedno miejsce. Tam na wzgórzu przy Świnkowie. Tam będzie dobrze. W przerwach czytania będę patrzył w dal, jak Maciek. Tylko tam jest kawał drogi. A może jednak wybiorę most heleński. Gdybym był młodszy, to wspiąłbym się na któryś z pałąków mostu i tam czytał i w przerwach patrzył w dal, daleko za Chełmiec, w horyzont, tam gdzie … krwista tarcza słońca… to jest grafomańskie, ale zostawiam, niech będzie dowodem przeciwko mnie, ale i ku przestrodze przed grafomanią.
Ja tutaj piszę, nawijam, a czytający są zainteresowani Narodzinami tragedii Friedricha Nietzschego. Trzeba wprowadzić. To pierwsza książka Nietzschego. Ale w niej podaje zdumiewającą klasyfikacje. Nietzsche w pierwszym etapie był pod dużym wpływem Schopenhauera. Koncentrował się jednak odwrotnie niż Artur: na miłości do życia. Wielbił aktywność ludzką, pamiętamy bergsonowski elan vital. Nietzsche był jeszcze wtedy optymistą. Potem pesymistą, a wreszcie oszalał w ostatniej fazie życia.
Trzeba nam wiedzieć jeszcze, że Nietzsche było tak ze trzech. My, znaczy się ja, czytam tego pierwszego – optymistycznego. Lubił Greków ich optymizm właśnie. Wiedzieli już, że życie tragicznie się kończy, ale nie poddawali się pesymizmowi. Wymyślili sztukę. Ona miała ich koić, właśnie w obliczu nieuchronnej śmierci poprzedzanej cierpieniem.
Ta sztuka grecka miała wedle Nietzschego dwie formy: apollińską i dionizyjską. Poznajemy imiona bogów: Apollina i Dionizosa. Nietzsche wyprowadził zaskakujący podział sztuk. Apollo to światło i umiar. Dionizos to żywioł życia, łamanie barier, radość i wieczna odnowa.
Zaczyna nam już coś świtać? Są przecież wybory. Z kim utożsamia się Pan Prezydent? Kogo utożsamia jego główny rywal? Czy z tej opozycji „narodzi się tragedia”? Dla kogo będzie tragicznie? Pan Prezydent potrafi wprawić w zdumienie swoim rozmachem skojarzeń.
To jasne, ktoś przegra bój o prezydenturę. Obaj wygrać nie mogą. A może w Sączu dokonać eksperymentu i tak jak w Republice Rzymskiej powołać dwóch konsulów? Kto będzie Pompejuszem, a kto stanie się Cezarem? A gdyby proklamować triumwirat w Nowym Sączu? I dołączyć Krassusa. Pewna kandydatka mogłaby wypełnić tę rolę adekwatnie.
Ale wracajmy do Narodzin tragedii. Jest koncepcja apollińskości i dionizyjskości. To podstawa do „metafizyki artysty”, którą proklamował Nietzsche. Jest także … teoria tragedii. Dionizyjskość jest przeciwstawiana apollińskości. Zdaje się, że Friedrich Nietsche opowiada się za dionizyjskością. Ważny jest żywioł życia. Ale twórcza może być także chaotyczność. Konstruktywna może być nieokreśloność i nieokiełznanie. To może wprowadzać w stan upojonej ekstazy. Dzięki temu można doświadczyć prawdziwej rzeczywistości. Apollińskość jest majestatycznie statyczna.
Czy Pan Prezydent nie próbuje być dionizyjski? A jego kontrkandydat jest wpychany na pozycje apollińskie? Tak zdaje się sugerować Pan Prezydent. Czyli: co? Będziemy w wyborach w mieście decydować, czy rządzić nami będzie Apollo czy Dionizos. Kontrkandydat przypomina nawet Apolla z tą swoją symetryczną, owalną, wygoloną głową. Pan Prezydent jest taki zamaszysty. Emituje także energią życia.
Ja muszę przyznać, że dionizyjskość mnie pociąga. Może wtedy codziennie wytaczana będzie 500-litrowa beczka wina? Oczywiście nie wina truskawkowego, które oferują w naszym sklepie. Nie będzie to jakiś sikacz, a na przykład piemonckie barolo. A Zagłoba nie powie, że to za dobre wino na „wasze chamskie gardła”. Sam przyjdzie się napić.
Nietzsche pisze, że to przekłada się na sztukę. Z żywiołu apollińskiego wykwitają sztuki plastyczne i epika. Z energii dionizyjskiej rodzi się liryka i muzyka. Nietzsche ogłasza, że doszło także do zjednoczenia żywiołów. Miało to miejsce w starożytnej Grecji. Syntezą była – klasyczna tragedią. Tym katalizatorem była jednak muzyka. To antyczny chór stał się podstawą antycznej tragedii.
To staje się już całkiem jasne. Sądecki Apollo zajmuje się rzeźbą w złocie, tworzy kompozycje pierścieni i sygnetów. W to wpisana jest precyzja i rzeźbiarski kunszt. A dionizyjski Pan Prezydent oferuje żywiołową „ofensywę inwestycyjną”. Rzeźbi nam w asfalcie ulic i żelbetonie stadionu. Mamy zatem skalę mikro – biżuterii i makro – wielkich budów.
Nietzsche podaje jednak zagrożenia. Pierwiastkowi dionizyjskiemu groziło barbarzyństwo. A apollińskiemu brak mocy. Czyli, co wypisuje Nietzsche, że w Nowym Sączu będziemy mieli wyborcze starcie barbarzyńcy i słabeusza? A skąd niby Nietzsche miał to wiedzieć ponad 150 lat temu? To bzdury są. Musimy wiedzieć, że Friedrich Nietzsche lubował się w jeżdżeniu „po bandzie”.
Jest jeszcze jedna poszlaka. Pamiętamy, gdy Pan Prezydent zaproponował nam słuchanie Ryszarda Wagnera? Wyłożył Tristan und Isolde. To się zaczyna rymować. Otóż Friedrich Nietzsche uważał, że dionizyjskość najpełniej wyraża się w muzyce. To odrodzona „tragedia” narodzi się z muzyki Ryszarda Wagnera. Pan Prezydent jest wagnerystą. To mnie nie zaskakuje. Słucha także Mozarta i Lutosławskiego.
Tak to trzeba widzieć, Pan Prezydent zasiada w wielkim, „uszatym” fotelu czyta Wolę mocy Nietzschego, słucha „Zmierzch bogów”. Pije przy tym niespiesznie krwiste, rocznikowe porto.
Co w tym czasie robi sądecki Apollo? On, okiem uzbrojonym w szkło, ogląda, studiuje misterne konstrukcje i połączenia złotych kolii obsadzonych brylantami. Przegląda przy tym albumy z grecką rzeźbią: Fidiasza, Myrona, Polikleta. Ma na podorędziu także Michała Anioła. Abyśmy nie mieli wątpliwości, wszystko zestawia ze sztuką jubilerską klasyków: Estelle Arpelsa i Alfreda van Cleefa. Słucha przy tym epikę. Z audiobooka brzmi tenor Jerzego Radziwiłowicza czytającego Czarodziejską górę. Co pije przy tym? Gęste, smoliste kakao. Z ziaren Criollo uprawianych w Wenezueli, na południe od jeziora Maracaibo. Podobno tam jest najlepiej dla wzrostu i dojrzewania kakao.
No i przejdę teraz do części dla mnie bardzo nieprzyjemnej. Otóż, Friedrich Nietzsche oskarża Sokratesa i Eurypidesa o uśmiercenie greckiej tragedii attyckiej. Ugodzili ją intelektualizmem. To bardzo polemiczne i niesprawiedliwe. Grecja przecież podała Sokratesowi cykutę. Nietzsche o tym nie wspomina. Kto kogo zabił? To przecież czyste fakty.
Opinią Nietzschego sztuka antyczna została ugodzona, a nawet zniszczona. Sprawę rozpoczął Sokrates a dzieła zniszczenia dopełnił Platon. Oni to żywioł apolliński zamienili w realność. Absolutyzowali triadę: prawdy, dobra i piękna. No i teraz padają grube oskarżenia pod adresem Sokratesa. On uśmiercił sądy etyczne. On zadał cios nauce. On podobno wyciągnął człowieka z historycznego kontekstu. Sokrates nie rozumiał sztuki. No i wreszcie uprawiał krasomówstwo przechodzące w gadulstwo.
Te oskarżenia dotknęły mnie do żywego. Przecież czuję się spadkobiercą spuścizny sokratejskiej. Moje bytowanie tutaj na sądeckim bruku zostało pośrednio zakwestionowane. Moje pisanie także. No może jest racja, że piszę dłużyzny i można mnie posądzić o gadulstwo. Ale nie róbmy sobie jaj Panie Nietzsche!
Przerwałem czytanie i zacząłem … patrzeć w dal. W porywie serca chciałem oskarżyć także Friedricha Nietzschego o złośliwość i ignorancję. Powstrzymałem się jednak. Chciałem napisać uczciwie ten tekst. Czy mi to wyszło, niechaj Czytelnicy osądzą.
Zszedłem z mostu i zapragnąłem napić się zimnej wody z Dunajca. Jedna rzecz mnie pocieszała, że gdy wybory wygra w Nowym Sączu Dionizos, to będzie ta beczka wina codziennie wystawiona przed ratusz. Gdy zaś wygra Apollo, to wystawiać będzie stoły zastawione miodem pitnym. Kakao – Criollo, Forastero, Trinitario – także będzie nalewane z parnika bez ograniczeń.
PS
Czytajmy mądre książki.





