Strona główna Twoje miasto

Sokrates w Nowym Sączu czyta noblistę Wernera Heisenberga, współtwórcę mechaniki kwantowej

Werner Heisenberg
CZĘŚĆ SZÓSTA

Z Albertem Camus uporałem się dość szybko. Muszę jednak przyznać, że egzystencjalizm mnie nie frapuje aż tak bardzo. W mojej sytuacji życiowej ocieram się zbyt często i bezpośrednio z czystym nerwem egzystencji. Prąd myślowy egzystencjalizmu nie pociąga mnie zatem tak mocno – mam to na co dzień. Szukam odmiany. Camus snuł jednak ciekawe koncepcję, sprytnie odwracał świętego Tomasza. Za to go cenię, za oryginalną fantazję.

Udałem się do biblioteki. Chciałem oddać Camusa. Byłem ciekawy, jakie mi teraz treści zaserwuje biblioteka, a może i sam Pan Prezydent? Jestem prawie pewien, że on w tym doborze lektur uczestniczy. Nie możemy się spotkać, ale prowadzona jest wobec mnie ukryta gra, a ja zacząłem się czuć, jak poruszający się w matrix – macierzy. Pamiętamy wszyscy ten słynny film. Zbliżając się do biblioteki, mam zawsze wrażenie, że przekraczam tajemny próg innego układu rzeczywistości, jakby symultanicznej. Odłożyłem starannie Camusa, ale nie zobaczyłem żadnej pozycji na „moim” parapecie. Książka leżała jednak na sąsiednim. Byłem przekonany, że to jest element gry. Okazało się, że to miało znaczenie…

Reklama

Wziąłem książkę do ręki i zbaraniałem… Fizyka i filozofia Wernera Carla Heisenberga. To ten gość od Nobla z 1932. Sformułował podstawy mechaniki kwantowej i tę słynną zasadę nieoznaczoności. Że to niby nie wiadomo, co dokładnie dzieje się z cząstkami elementarnymi. Albo się wie, gdzie jest taki elektron, albo z jakim pędem się porusza. Nie wiadomo o tych dwóch sprawach jednocześnie. To podobno jest bardzo ważne i dają za to Nobla.

Czyli Pan Prezydent od tej strony chce mnie zajść. Od fizyki kwantowej, jej mistycznej strony. Nie proponuje mi takiego Erwina Schrödingera, bo jego teorie kwantowe są zbyt materialistyczne. Co ciekawe, książka nie miała żadnych adnotacji bibliotecznych, czyli … pochodziła wprost z prywatnej biblioteczki Pana Prezydenta. Trzeba przyznać, ma dość bogate zbiory, skoro dla Heisenberga znalazło się miejsce. To dobitnie świadczy zatem o osiągach intelektualnych Pana Prezydenta. Ksiądz Proboszcz chyba jednak nie zapuszcza się w takie obszary. Chociaż, niczego nie należy przesądzać. Pan Prezydent prezentuje, bez wątpienia, szerokie spektrum zainteresowań i wiedzy. Książkę oczywiście zwrócę w nienagannym stanie.

Książka była w niemieckim oryginale. W podstawówce byłem na jednej olimpiadzie fizycznej i coś tam pamiętam. Niemieckiego nauczyłem się zaś z kreskówek i filmów wojennych. No ale, z humanistycznego Camusa nie jest łatwo przejść na sprawy ścisłe. Coś jednak łączyło tych autorów. Czas publikacji na pewno. Ale jest w nich pewne zacięcie humanistyczne. Jeden wychodzi od strony czysto duchowej, a drugi wychodząc od matematyki i fizyki dochodzi do mistyki kwantowej.

Chwyciłem się za czytanie. Ale tym razem udałem się nad Kamienicę, tam obok budowanego stadionu. Nie dlatego, że w jego budowę wkradła się pewna nieoznaczoność. Nad Kamienicą jest ta kameralność bulwarów, którą sprzyja intelektualnym peregrynacjom. To nie ma znaczenia, czy te bulwary powstały czy nie. To jak z położeniem i pędem elektronu. Może nawet lepiej mieć doskonały projekt niż fatalną jego realizację?

Heisenberg wykłada w Fizyce i filozofii mechanikę kwantową dobitnie, leci od samego początku, zaczyna od starożytnej Grecji, a kończy na kopenhaskiej interpretacji mechaniki kwantowej, której sam był współtwórcą, a może nawet liderem. Odświeżyłem sobie szybko całą filozofię materialistyczną i fizykę, od Arystotelesa do Heisenberga właśnie. Padło setki nazwisk, faktów. Rozbolała mnie głowa. Jakżebym chciał powiedzieć, że ja to wszystko rozumiem… Ale chciałbym zapytać Pana Prezydenta o jego percepcję tych fizycznych treści. Ale skoro on zaserwował mi tę pozycję, to pewnie jest z tym materiałem pojęciowym za pan brat.

Teraz zrozumiałem moje „macierzowe samopoczucie”. Heisenberg swoje teorie oparł o rachunek macierzowy. Nie są to może tak eleganckie obliczenia i równania, jakie stosował Einstein, czy wspomniany Schrödinger. Ważne, że się zgodziły. Powychodziło także z tych równań parę ważnych spraw. Choćby taka, że jak się obserwuje z boku elektron, to wpływa się na niego i on obserwowany zachowuje się paradoksalnie. Sama tylko obserwacja staje się ingerencją. Elektron jest jakby w dwóch, kilku miejscach. W sumie to nawet nie wiadomo, gdzie on jest. Ktoś powie, że to absurdalne. Ale tak wychodzi. Trudno w to uwierzyć. A Camus coś pisał o absurdzie…

Ta jednoczesność położeniu elektronu w wielu miejscach została nazwana superpozycją. Jestem przy naszym stadionie i wyobrażałem sobie, tak kwantowo, że piłka jest na naszym polu karnym, a wtem, bez interwencji naszych piłkarzy, jest w siatce bramki przeciwnika. To w sumie byłoby dobrze, aby na naszym stadionie superpozycja działała na korzyść naszej drużyny. U siebie wygrywalibyśmy wszystko. Może budowa naszego stadionu ma coś wspólnego z kwantowością? Wykonawca stadionu wpisze w stadion przychylność kwantową naszej drużynie. Ale to nie będzie kosztować 75 milionów, minimum 25 milionów więcej.

Na naszym religijnym gruncie pewien zakonnik dowodził możliwości bilokacji. Pewnie Ksiądz Proboszcz do wyjaśnienia tej bilokacyjnych umiejętności Ojca Pio, powołałby się na superpozycję kwantową i równania Heisenberga. Ale Ksiądz Proboszcz zapewne wie, że to się wszystko zgadza w mikroskali, w świecie cząstek elementarnych, a już w makroskali, to nie zachodzi superpozycja. Piłka futbolowa i Ojciec Pio są tylko w jednym miejscu. Ciekawe jest także stanowisko Księdza Proboszcza w sprawie Ojca Pio, czy on podziela stanowisko Jana XXIII czy Jana Pawła II? W tej sprawie racja nie może być „kwantowa”, po obydwu stronach.

Heisenberg wszedł w wielką polemikę z Schrödingerem i samym Albertem Einsteinem. On zakwestionował fale materii Schroedingera, jego materializm. Proklamował, że: funkcja falowa jest w sumie niemierzalna, a nawet nie istnieje. Nie ma fal materii. Można tylko obliczać prawdopodobieństwa – ściślej amplitudę prawdopodobieństw, cokolwiek to znaczy. Czyli położenie elektronu jest tylko prawdopodobieństwem. To był wstrząs dla całej fizyki. Heisenberg wpisuje fizykę kwantową w tradycję filozoficznego zastanawiania się nad naturą rzeczywistości. W taki sposób Heisenberg nadał mechanice kwantowej znaczenia filozoficznego i ontologicznego.

Można snuć dalej hipotezy na gruncie mechaniki kwantowej. A co się dzieje, gdy cząstka realizuje jednocześnie obydwie możliwości – falowości i położenia w punkcie? Człowiekowi wydaje się intuicyjnie, że istnieje tylko jedna możliwość – to albo to. A jeżeli to – falowość i położenie w punkcie – realizuje się w dwóch różnych światach, albo nawet w wielu? Idąc dalej, to skoro cząstki znajdują się w wielu miejscach, jakby innych światach, a człowiek jest złożony z cząstek, to oznacza, że żyje także w wielu światach. Tak dochodzimy do … „drugiego świata” i Królestwa Niebieskiego. W tej interpretacji kwantowych wieloświatów ono jest tuż obok nas.

Gruba sprawa z tego wyszła. Zwolennicy podejścia Heisenberga dopuszczają przejścia – transgresję. Nic w sumie nie pisze o „przejściu” z pola nauki do transcendencji, w kierunku Dobrego Boga. Pierwsze podejście (Schrödingera) prawdopodobnie poparłby Arystoteles, drugie (Heisenberga) Platon, a pewnie i Immanuel Kant. Czy św. Tomasz stałby się agnostykiem? A Kartezjusz porzuciłby sceptycyzm i zostałby … cyrkowcem? Co by powiedział Sokrates?

O obydwu podejściach – Heisenberga i Schrödingera – nie wypowiedział się jeszcze Watykan, ale bliższe mu powinno być podejście kopenhaskie – Wernera Carla Heisenberga. To w tym ujęciu można dopatrzeć się dyskretnego odcisku „Palca Bożego”. Ciekawe, co w tej sprawie mają do powiedzenia Pan Prezydent i Ksiądz Proboszcz? Jakże byłoby to interesujące, gdyby na łamach Kuriera Nowosądeckiego wypowiedzieli się na ten temat. Od razu ten miesięcznik zyskałby rozgłos, może na całą Polskę, a może i dalej…

P.S.

Czytajmy mądre książki!

Adam Kurek
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj