CZĘŚĆ SIEDEMDZIESIĄTA CZWARTA
Czy Sądeczanie rozsmakowali się w teoriach socjologicznych? Reakcje są różne. Jest grupa admiratorów, ale są także zblazowani. Oni woleliby czytać filozofów, fizyków kwantowych. Takie reakcję trzeba potraktować w kontekście – socjologicznym. Morfologia sympatii i antypatii ma swój rozkład. To całkiem normalne w naukach socjologicznych.
Tak też było z teorią wymiany Georga Homansa. Sądeckim zwolennikom teorii Talcotta Parsonsa nie była w smak ta Homansowska permanentna wymiana. Dostrzegli uprzedmiotowienie. No i te ssaki jeszcze. A Prezes Polski mówił ostatnio, że bez wiary w Dobrego Boga stajemy się zwierzętami.
Ksiądz Proboszcz podobno także kręcił nosem na te ssaki Homansa. Pan Prezydent natomiast – z racji urzędu – podchodzi do sprawy bardzo – utylitarnie. Co prawda Homans to neotylitarsyta, ale pragmatyzm i dyskursywność działania jest wspólna i jakże bliska Panu Prezydentowi.
Na szczęście lektura mojego tekstu nie stała się zarzewiem konfliktu społecznego, ale i sporu pomiędzy Panem Prezydentem i Księdzem Proboszczem. Oni zgodnie rozegrali mecz piłkarski. Ksiądz Proboszcz nawet filuternie egzekwował rzut karny w sutannie. To było takie … „kremówkowe”. Pan Prezydent nie zaprezentował nadmiernej nadwagi. Zresztą, na ostatniej sesji zdjęć (z „miskami”) prezentował się wybornie.
Wydarzenia sportowe stały się także podstawą do zdumiewających wypadków rozgrywających się na styku rzeczywistości i nadrealności. Było to moim udziałem. Wszystko to zaczęło się pod „moim sklepem” niespodziewanie. Doszło do zdumiewającej transgresji. Otóż nagle znalazłem się w zgoła nieoczekiwanych okolicznościach…
Przeniosłem się nagle na Kilińskiego. Okazało się, że stadion jest od dawna gotowiutki. Trawka wyjątkowo zielona. Ja siedzę w skromnej loży od strony Kamienicy. Stadion jest wypełniony radosnym tłumem po brzegi. Mecz ma się zaraz zacząć. Wszyscy zgodnie śpiewają sądeckie pieśni, także te religijne. Boże coś Polskę wybrzmiało wzniośle. Zaskoczył mnie także wspólny wykon Stabat Mater Pergolesiego. Wszyscy znali słowa. To mnie naprawdę zaskoczyło.
Czekaliśmy na mecz w podniosłych nastrojach. No i nagle na loży głównej wystąpił Pan Prezydent z arią Cavaradossiego z opery Tosca Giacomo Pucciniego E Lucevan le stelle. Pamiętamy tę strzelistą arię. Pan Prezydent śpiewał tenorem czystym i głębokim. Zdawało się że miód spadziowy wpada strugą w mleko. Cały stadion, 8110 osób wykonywało murmurando w tle prezydenckiego tenoru. Pan Prezydent ciągnął dumnie z żałosnym wzruszeniem. Łzy napływały do oczu.
I ten prezydencki śpiew poprzedzał wyjście zawodników drużyn na murawę. Wtem coś w rzeczywistości – przeskoczyło. Na murawę wyszedł zespół … Holandii, a za nim dumnie szli chłopcy z … Sandecji. Tak! Nasza Sandecja, zespół 3-ligowy miał rozegrać mecz z Holandią, grającym w pierwszym składzie. Ci sami Holendrzy, którzy grają teraz na Euro.
Na tym tych zachwycających dziwactw nie koniec. Pan Prezydent musiał zejść z loży, ponieważ wyszedł na boisko w roli… trenera Sandecji. Pozdrowił wszystkich przyjaznym gestem, na 4 strony świata. Podał rękę wszystkim piłkarzom (Holendrom także). A jakże on miał doskonale skrojony garnitur… (W tej samej marynarce pozował do zdjęć z „miskami”.)
Mecz oczywiście wygraliśmy 3-0. Graliśmy ofensywnie, sądecką tiki taką. Jednego gola strzelił … Pan Prezydent. Czy to możliwe? Tak, gdyż był „grającym trenerem”. Strzelił z 40-go metra jak onegdaj Gorgoń. Pan Prezydent był bramkarzem. Dlatego ten strzał z daleka. Po prostu wyszedł głęboko w pole dostrzegając wyrwę w szeregach Holendrów i kropnął z pierwszej piłki pod samą poprzeczkę. Piłka wypadła zza siatkę, gdyż zrobiła w niej dziurę. To był mocny strzał.
Wiwatów było mnóstwo po zwycięskim meczu. Ale to zwycięstwo nie dawało nam jednak pewności „wyjścia z grupy”. No i wtem coś znowu przeskoczyło i zaskoczyło w mojej świadomości… Chodzę bowiem po budynku stadionu. Jest gwar i czuć powszechną sympatię. Ma być jakiś mecz. Ale przecież przed chwilą graliśmy z Holandią.
Podchodzi do mnie, trudno uwierzyć, Zbigniew Boniek. Prosi w imieniu UEFA, abym sędziował mecz. Grać będzie Sandecja z … Austrią. Ja tłumaczę, że nie znam piłkarskich przepisów. Boniek nalega. Przekonuje i zachęca. Mam sędziować na podstawie – głosu serca. Nie mogę odmówić.
Wychodzę na płytę boiska trochę stremowany. Na stadionie 8111 osób. Zaczynają śpiewać Bogurodzicę. Jakże piękny ten stadion! Jacy wspaniali kibice. Nie należało na niego żałować, choćby i 200 milionów. Mecz zaczął się wkrótce. Sędziowanie szło mi gładko. Kibice podpowiadali wszystkie decyzje. Ja tylko gwizdałem. Austriacy gratulowali werdyktów. Było bardzo przyjaźnie.
Wygraliśmy znowu 3-0. Tym razem trenerem był Ksiądz Proboszcz. Zarządził kilka spraw. Zakazał grania lagi. Zarządził wysoki pressing. Ten miał być utrzymany przez cały mecz. Nie wolno nikomu odstawiać nogi. Dodatkowo wszyscy mają „gryźć trawę” i ”jeździć na dupach”. Dzięki temu mecz wygraliśmy. Pan Prezydent grał na innej pozycji. Był wysuniętą dziewiątką. Strzelił dwa gole. Wypadało mu trafić pierwszego i ostatniego. Austriacy kolejno gratulowali wykonania trafień.
Stało się jasne. Wyszliśmy z grupy! Na trybunach rozległy się głosy, że na trzeci mecz, przeciwko Francji, wystawimy drużynę narodową trenera Probierza. Boniek wyraził aprobatę dla tego pomysłu. UEFA nie widzi przeciwwskazań. Z Francją grać będziemy także na Kilińskiego.
No i tak wszystko trwało w sielance i nagle mocnym szarpaniem obudzili mnie rośli ochroniarze sklepu. To wszystko mi tylko śniło się. Jaka szkoda! Wstałem. Przeprosiłem. Ale trunki sprzedawane w sklepie okazały się jednak krzepkie…
Udałem się trochę zawiedziony pod bibliotekę publiczną. Poczytam o socjologii i to mnie może podniesie na duchu, definitywnie zakończy oniryczną transgresję. Pozwoli pogodzić się z realnymi wypadkami na „euro” w Niemczech. Z tym, że Sandecja gra w 3 lidze, a stadion na Kilińskiego będzie otwarty za rok.
Co ja tam na bibliotecznych parapetach znajdę? Chyba się domyślam. Tak, mam w ręce Podstawy teorii społecznej Jamesa Samuela Colemana. Bardzo znanej książki z 1990 roku. To w niej zawarto najpełniej Teorie racjonalnego wyboru. Tutaj mniej jest psychologii, więcej ekonomii. Maćka to właśnie przekonywało. Uważał, że ekonomia to jakiś konkret, a psychologizowanie wiedzie na manowce. Nasza klasa w liceum uległa tej Maćkowej argumentacji w większości.
Do czytania Podstaw teorii społecznej Colemana jest tylko jedno miejsce. To stadion na ulicy Kilińskiego. To nawet nie chodzi o mój zaskakujący sen. Tam dojdzie do agregacji społecznej. Na meczach spotykać się będzie 8111 osób. Będzie dochodzić no kumulowania się indywidualnych postaw w coś większego – sądeckie zachowania społeczne. Kibicowanie jednak bywa tyle racjonalne co i mocno nieracjonalne.
Zasadą ogólną teorii racjonalnego wyboru jest, że one dotyczą systemów społecznych. Georg Homans stawiał na jednostkę, wtedy można psychologizować. Owszem, są zachowania jednostek, ale one wpływają na zbiorowość. I te należy analizować, wiedząc, że zbiorowość składa się z jednostek.
Coleman łączy płynnie wymiar mikro (człowieka) z wymiarem makro (społeczeństwa). Jeden przechodzi w drugi. Oczywiście chodzi głównie o zrozumienie poziomu makro. Podstawowym założeniem jest model człowieka. On ocenia racjonalnie środki w kontekście korzyści i realizacji określonego celu. Idzie tutaj o optymalizowanie. Potrzebna są dwa elementy.
Po pierwsze, potrzebny jest cel. Można go nazwać także życzeniem, preferencją. Po drugie, potrzebna jest wiedza o rzeczywistości. To pozwala dobrać adekwatne środki do realizacji założonych celów. Działanie jest wypadkową tych dwóch elementów. Jest hierarchia preferencji. Są również założenia poznawcze odnośnie rzeczywistości. To tworzy racjonalny wymiar funkcjonowania człowieka i systemów społecznych.
Coleman dochodzi do ciekawych wniosków odnośnie zjawisk społecznych. Na początku wolny człowiek wybiera cele i środki. Człowiek nie żyje w próżni i podobnie wybierają inni ludzie. Następują zatem zachowania zbiorowe. I tutaj następuje rozdźwięk. Zachowania indywidualne mogą napotkać na przeszkody generowane przez zachowania zbiorowe. To ostatecznie może ograniczać jednostkę.
Chodzi o sprawę „niezmierzonych skutków”. One będą pojawiać się na kolejnych poziomach partycypacji społecznej. To ważne w teorii Colemana. Zacznijmy od początku, od indywidualnych decyzji. Prostym przykładem są inwestycje jednostkowe, które prowadzą do bańki spekulacyjnej. To jest niezmierzonym skutkiem. Nie takich skutków spodziewali się pojedynczy inwestorzy. Co zrobić, aby ograniczyć niezamierzone skutki?
Takim sposobem jest przekazanie indywidualnych praw na rzecz większych podmiotów. Takim jest – przedsiębiorstwo. Pracownicy są zorganizowani przez zarząd i właściciela i tak zwiększają ogólną użyteczność. Realizują cele przedsiębiorstwa i za to są wynagradzani. Ale i to powoduje powstanie niezamierzonych skutków…
Otóż, może dojść do alienacji podmiotu. On odrywa się niejako od celu przedsiębiorstwa. Podział pracy w przedsiębiorstwie wpływa na utratę poczucia sensu. Wykonując rutynową pracę, będącą wyrywkiem całego procesu można stracić sens tego co się robi. Niezamierzonym skutkiem właśnie alienacja. O tym sporo pisał Karol Marks.
Aby zapobiec alienacji pojawia się kolejny mechanizm obronny. To transmisja odpowiedzialności na rzecz – państwa. Chodzi tutaj o politykę społeczną prowadzoną przez państwo. To państwo ma doprowadzić do równowagi rynkowej. Państwo posiada szerszą perspektywę niż przedsiębiorstwo. Ono może ograniczać asymetrie i nierównowagi. Ma do dyspozycji politykę fiskalną, aby doprowadzać do sprawiedliwej redystrybucji. Jest też prawo pracy.
Ale i w przypadku państwa następują – niezamierzone skutki. One wynikają z asymetrii informacyjnej. Inną wiedzę mają członkowie władzy, a inną wiedzę posiadają obywatele. Owszem, są obywatele wykształceni, którzy wiedzą więcej, mimo, że nie pracują w agendach państwa. Ale i ta większa perspektywa jest także ograniczona.
I jak teraz ograniczyć te niezamierzone skutki wynikające z asymetrii informacyjnej w państwie? Ta rolę może spełniać – socjologia. Ona prowadzi badania i refleksje. To może być dostępne dla wszystkich obywateli. To ta wiedza może przywrócić równowagę i być przydatna w perspektywie indywidualnej, czyli pojedynczych ludzi.
I tak James Coleman zatoczył koło w swojej Teorii racjonalnego wyboru. Wyszedł z poziomu mikro, aby do niego zejść znowu uwzględniając po drodze rolę przedsiębiorstwa i państwa. Ja to wszystko wyczytałem siedząc pod pustym stadionem na Kilińskiego.
Pomyślałem o Panu Prezydencie. I on spotkał się z „niezamierzonymi skutkami”. Czyżby i on napotkał na syndrom „alienacji” i potem zaznał „asymetrii” informacyjnej? To całkiem możliwe w tej turbulentnej rzeczywistości. Nim ktoś rozpocznie krytykowanie, niechaj o alienacji i asymetrii pamięta.
Ja wracam na sądecki rynek. Chce spotkać wesołych ludzi. Nie chcę alienacji. A tylko dzięki rozmowie, dzięki dialogowi możemy redukować deficyty i asymetrie informacyjne. Dawniej ludzie gremialnie wylegiwali na miejską agorę. Dzisiaj centrum miasta opustoszało. Potem dziwimy się, że czegoś nie wiemy.
PS
Czytajmy mądre książki.
Posłuchać możemy także arii Cavaradossiego E Lucevan le stelle. Śpiewa boski Enrico Caruso. Nagranie z 1904 roku.





